Numer 9(13) Wrzesień 2006
Zdrowie
10. Białaczka kotów
Żywienie
12. Koty wybredne
Rasy - kot egzotyczny
24. Egzotyk - pers w bikini
26. Kot egzotyczny, czyli pers dla leniwych
29. Egzotyczne zauroczenie
30. PER czy długowłosy EXO?
31. BO-WI. Bo widać tu miłość
32. Standard EXO
33. Kot egzotyczny u doktora
33. W oczach sędziego
Co KOT to KOT
36. Biedactwo to ja
37. Zachęcamy do dyskusji
38. Wakacje
39. Każdy chce mieć dom
39. Przytulisko dla kotów Hanny Chombakow
40. Kot na drzewie
41. W dobre ręce
Nauka
49. Genetyka kociego koloru. Koty złociste
Forum
54. Licencje tak!
Dzikie koty
56. Karakal - mały ryś
Poza tym
3. Od redakcji
4. Spis treści
5. Wydarzenia
15. Koci zodiak
16. Wystawy kotów w Australii
19. Księżniczka Sissi (4)
22. Tajemnice ogona
42. Serce na dłoni
44. Koty i czarownice
47. Tygrys na żaglach
48. Kot biurowy
50. Małe tygrysy z miejskiej dżungli
52. Kotka na gorącym błyszczącym wybiegu
58. Listy od czytelników
62. Recenzja
63. Ogłoszenia
66. W poprzednich numerach
Konkursy
57. Konkurs literacki
58. Zagadka
60. Kot i dziecko
62. Konkurs fotograficzny
KOT in English
64. Leukaemia in Cats
64. The Cat Fancy in Australia
65. Little Tigers of the City Jungle
Witam.
Schyłek lata. Coraz bardziej pachnie jesienią. Wczesna jesień mobilizuje mnie do pracy, chłodne wieczory odświeżają umysł, a koty we wrześniu mruczą swe kocie mruczanki piękniej i głośniej niż zazwyczaj.
Lubię jesień głównie ze względu na mnogość barw, jakie codziennie przybiera dla nas natura. Jest ich zapewne tyle, ile kolorów kotów egzotycznych, które występują aż w sześciuset siedemdziesięciu oficjalnie uznanych odmianach barwnych. Koty egzotyczne są nazywane "persami dla leniwych", gdyż nie różnią się od nich niczym poza długością i strukturą futra. Egzotyki są wspaniałymi pluszowymi miśkami o zdziwionym spojrzeniu wystraszonej sowy.
Przed laty mieszkał ze mną egzotyk, kremowy srebrzysty tygrysi tabby o duńskim imieniu Flome. Poznałem go na wystawie kotów. Miał wówczas 2 lata i był już utytułowanym Grand Inter Championem. Ciemnopomarańczowe, wielkie oczy Flome'ego patrzyły na mnie zupełnie lekceważąco, gdy go oceniałem Siedział dostojnie na sędziowskim stole, nagle wstał, podszedł do mej twarzy i nosem dotknął mojego nosa. Ja, zajęty opisem w karcie oceny, początkowo próbowałem ignorować wpatrzone we mnie wielkie oczy i zimny nos tulący się do mego nosa, ale to nie na wiele się zdało. Wielki i ciężki kot nieco niezdarnie wdrapał się na moje ramię i wygodnie na nim usadowił. Duńscy opiekunowie kota patrzyli na niego zupełnie zaskoczeni, gdyż podobno nigdy nie zachowywał się w stosunku do nikogo aż tak przyjaźnie. W żartach powiedziałem im, że kot wybrał sobie mnie na nowego właściciela, i że zostaje ze mną. Na co oni popatrzyli na siebie, pokiwali głowami i odrzekli: zgoda. Flome przeniósł się do Polski i żył szczęśliwie przez długie lata. Dziś nie ma już Flome'ego. ale w mym sercu i w sercach przyjaciół Flome'ego pozostał wielki sentyment dla tej wspaniałej i efektownej rasy. Dziś przedstawiamy Państwu rasę, która umie podbić serca prawie wszystkich miłośników kotów. Kto nie wierzy, niech raz jeszcze spojrzy na okładkę.
Czarownice i wróżki od zawsze występują w towarzystwie kotów, dziś o dawnych mitach i wierzeniach związanych z kotami i czarnoksięską magią pisze Monika Ulatowska, jestem pewien, że zarówno sam artykuł, jak i zdobiące go rysunki pozwolą czytelnikom szerzej spojrzeć na rządzące światem i zmieniające się jak w kalejdoskopie prawa, normy i obyczaje.
Bardzo interesującym tematem zajął się we wrześniowym numerze Jacek Narożniak, który z lekkim przymrużeniem oka przeprowadza ciekawy wywód na temat ewolucyjnych i przystosowawczych możliwości i zadań. ogonów.
Specjalnie na Państwa życzenie artykuł o kociej białaczce napisał doktor Jarosław Balcerak.
Dziękujemy za wszystkie Państwa listy i wspomnienia z wakacji, dziękujemy za kartki pocztowe z różnych rejonów świata. Cieszę się, że coraz częściej w wakacyjnych podróżach towarzyszy Państwu Wasz Kot i KOT, miesięcznik, który już stał się dla wielu z Was takim przyjacielem, jakim jedynie Kot być potrafi.
Miłej lektury.
Wojciech - Albert Kurkowski,
redaktor naczelny.
powrót
Ślubne lato
Ten pomysł z pewnością nie zyskałby poparcia kwiaciarzy, jednak chciałabym zachęcić wszystkie młode pary zamierzające stanąć na ślubnym kobiercu do pójścia w nasze ślady.
Na początku czerwca miałam zaszczyt uczestniczyć w ceremonii zaślubin Ewy Kudasiewicz i Marcina Winklera, zaprzyjaźnionych hodowców kotów rosyjskich niebieskich.
Zamiast kwiatów w rękach wszystkich gości można było zobaczyć siatki z puszkami, worki suchej karmy, zestawy różnego rodzaju kocich przysmaków. Ewa i Marcin postanowili postanowili w ten sposób wspomóc Koci Azyl w Konstancinie. Zawiezione do schroniska "kocie prezenty" wypełniły cały bagażnik i tylne siedzenie samochodu. Podobnie było podczas naszego ślubu, w zasadzie wszyscy goście taszczyli pod pachami paczki z kocim jedzeniem. Za co z mężem serdecznie dziękujemy. Kocie jedzenie, które zebraliśmy, przekazane zostało schronisku pani Kasi Strzeleckiej w Nasielsku oraz pani Krystynie Pięczek, opiekunce kocich podrzutków z okolic Łowicza. Dzięki pomocy Wojtka Żmudy samochód szczelnie zapakowany jedzeniem szybko dotarł do nasielskiego schroniska.
Coraz więcej młodych par wybiera taki sposób przyjmowania gratulacji od ślubnych gości. Moi znajomi, Ada i Marcin Molscy, którzy pobrali się w pierwszy sierpniowy weekend, poprosili swych gości o jedzenie zarówno dla psów, jak i kotów, wspierając schronisko Fundacji Niedźwiedź.
Ta nowa ślubna moda, oprócz tego, że niesie pomoc biednym zwierzakom, jest bardzo praktyczna. Co bowiem można zrobić z toną kwiatów, które dość szybko tracą swoje piękno?
Przyznaję, że pomysł zastąpienia kwiatów jedzeniem dla kotów przyszedł nam do głowy po przeczytaniu właśnie w KOCIE informacji o ślubie poznańskiej hodowczyni norwegów Elizy
Seeman.
Jeszcze raz zachęcam wszystkie młode pary: pomóżcie bezdomnym zwierzętom!
bluecats
powrót
Kastracji i sterylizacji mówimy TAK!
Lato powoli się kończy. Za chwilę nadejdą chłodniejsze dni i wielu z nas poczuje bolesny skurcz serca na widok marznących, bezdomnych kotów. Co zrobić, aby ograniczyć populację niechcianych zwierząt? O sterylizacji i kastracji pisaliśmy już w KOCIE nie raz, ale przypomnijmy, co możemy zrobić, żeby zapobiec niekontrolowanemu rozmnażaniu kotów.
Antykoncepcja u kotów polega na sterylizacji chirurgicznej lub farmakologicznej (czasowej) oraz kastracji.
Sterylizacja chirurgiczna - podwiązanie jajowodów (u kotek) lub nasieniowodów (u kocurów) bez usuwania gonad i przydatków.
Sterylizacja farmakologiczna - podawanie preparatów zawierających syntetyczne pochodne progesteronu tzw. progestageny (leki te mogą mieć działanie uboczne i powodować ropomacicze, cukrzycę lub sprzyjać rozwojowi złośliwych guzów gruczołu mlekowego u kotek). Progestageny występują w postaci doustnej oraz iniekcyjnej.
Kastracja - najlepsza z metod pozbawiania płodności, polegająca na usunięciu jajników (owariektomia) lub usunięciu jajników i macicy (owariohisteriektomia) u kotek, albo usunięciu jąder u kocurów. Kastrację kotek wykonuje się zazwyczaj między 5. a 12. miesiącem życia. Zabieg owariektomii jest wykonywany u nas rzadko, najczęściej przeprowadzamy zabieg owariohisteriektomii. Kastracja kocura wykonywana jest najczęściej w wieku od 7 do 12 miesięcy. Koty mogą być jednak poddane zabiegowi kastracji nawet w wieku 3 miesięcy, bez względu na płeć.
Wszystkie opisane metody antykoncepcji są bezpieczne i polecane przez lekarzy weterynarii. Pamiętajmy, że większość lecznic weterynaryjnych każdej wiosny przeprowadza akcje kastracji po obniżonych cenach, dzięki czemu opiekunowie bezdomnych zwierząt mogą powstrzymać ich nadmierne rozmnażanie i sprawić, że na naszych ulicach i podwórkach mniej będzie nieszczęśliwych, skazanych na trudną walkę o byt stworzeń.
Lek. wet. Jarosław Balcerak
powrót
Kocie reality show
W połowie lipca amerykański kanał telewizyjny Animal Planet zaczął transmitować reality show z udziałem. kotów. Przez dziesięć tygodni widzowie mogli oglądać 10 kotów pochodzących ze schronisk, które zabiegały o sympatię widzów i główną wygraną w programie. Koty zamieszkały w luksusowo urządzonym domu w Nowym Jorku. Podobnie jak w "ludzkich" reality show, co tydzień z programu odpadał kot, który zebrał najmniejszą liczbę głosów widzów. Na szczęście nie trafiał on z powrotem do schroniska, lecz był natychmiast adoptowany przez nową rodzinę, a telewizyjna publiczność mogła poznać jego dalsze losy.
Dla bohaterów programu wymyślono wiele atrakcyjnych konkurencji. Można więc było oglądać zmagania kotów w czyszczeniu futerka, mruczeniu, wspinaniu się na drapak, a nawet w spaniu.
Pomysłodawcą i współorganizatorem tego niecodziennego reality show był jeden z amerykańskich producentów karmy dla kotów (którą oczywiście zajadają się uczestniczące w programie zwierzęta). Przedstawiciele firmy zapewniają, że kocie reality show to nie tylko sposób na wypromowanie marki. Ich głównym celem było znalezienie domów dla wszystkich bohaterów programu i uświadomienie Amerykanom, że jeszcze wiele wspaniałych kotów czeka na adopcję. Może i w Polsce doczekamy się podobnego programu z kotami w rolach glównych?
mau
powrót
Kociarz Roku 2006
Ogłaszamy drugą już edycję plebiscytu na Kociarza Roku! Tytuł ten zostanie przyznany osobie, która zdaniem czytelników najbardziej zasłużyła się dla "kociego świata". Na Państwa propozycje (nazwiska z krótkim uzasadnieniem) czekamy do 15 października. W listopadowym numerze opublikujemy listę nominowanych do tytułu Kociarza Roku, spośród których wyłonią Państwo zwycięzcę. Czekamy na listy, telefony i maile!
Redakcja
powrót
Wystawa fotografii Waldemara Zduńczyka
W podwarszawskim Konstancinie, w lecznicy "Zwierzyniec", 5 sierpnia miało miejsce uroczyste otwarcie wystawy fotografii współpracującego z KOTEM Waldemara Zduńczyka.
To miłe wydarzenie było efektem zimowej akcji adopcyjnej - szukania domów dla osieroconych kotów ks. Jana Twardowskiego (w tej lecznicy znalazły tymczasowe schronienie). Ratowanie kotów ks. Jana zaowocowało przyjaźnią pomiędzy osobami zaangażowanymi w owe działania - stąd pomysł, aby przyjaźń kontynuować poprzez spotkania towarzyskie. Wernisaż jest świetnym do tego pretekstem - udało się więc namówić Waldemara Zduńczyka, autora fantastycznych kocich zdjęć i jednocześnie aktywnego uczestnika wyżej wymienionej akcji adopcyjnej, do pokazania prac w "Zwierzyńcu".
Impreza zorganizowana przez właścicieli lecznicy, przy współudziale firmy Bayer, wypadła znakomicie. Tłumy gości z zachwytem komentowały oglądane zdjęcia. Atmosfera panowała nadzwyczajna, gdyż wśród uczestników występowała wyłącznie różnica w liczbie posiadanych kotów na głowę - różnicy zdań nie dało się zaobserwować.
Coś dla ciała, czyli pyszne jedzenie w ogromnej ilości, zrównoważyło coś dla ducha - ze wzruszeniem wysłuchaliśmy pięknego wiersza Wisławy Szymborskiej Kot w pustym mieszkaniu do muzyki Krzysztofa Cwynara. Przeprowadzono też zbiórkę pieniędzy na Koci Azyl w Konstancinie.
Waldemar Zduńczyk fotografuje koty w ich naturalnym środowisku, wyłącznie z świetle zastanym, bez użycia flesza. Skupia się na oczach - one najwięcej mówią o "modelu". Twierdzi, że pewnie nigdy do końca nie zgłębi kociej natury, ale nie sądzę aby udało się to komukolwiek. Autentyzm i bezpretensjonalność tych fotografii to ich wielki walor. Mam wrażenie, że Waldek opiekując się gromadą własnych, i jeszcze większą wolno żyjących kotów, potrafi dostrzec w nich to, co dla innych na zawsze pozostanie ukryte: Kota w kocie.
Zdjęcia można oglądać w lecznicy "Zwierzyniec' (Konstancin-Jeziorna, ul. Słoneczna 3a, tel. 022 736 20 04) do 15.09.2006 r.
Był jeszcze jeden bohater wieczoru - częściowo sparaliżowany kocur Zenek, który pokazał nam, jak wspaniale umie poruszać się na specjalnym wózku. Więcej o Zenku dowiedzą się Państwo z październikowego numeru KOTA.
Maryla Weiss
powrót
Kocie popisy w Olsztynie
W dniach 12-13 sierpnia w Olsztynie odbyły się III i IV Międzynarodowa Wystawa Kotów Rasowych zorganizowana przez olsztyński Klub Miłośników i Hodowców Kotów "Club 4 Cats" (czlonka "Felis Polonia") pod patronatem FIFe. W ciągu dwóch dni zwiedzający mogli obejrzeć ponad 200 kotów wystawianych przez 120 hodowców. Reprezentujące 18 ras zwierzęta przyjechały z całej Polski oraz Czech i Ukrainy.
Kto, co i gdzie
Jak było? - Przede wszystkim wystawy zostały naprawdę profesjonalnie zorganizowane - mówi Wojciech-Albert Kurkowski, międzynarodowy sędzia felinologiczny.
- Nad sierpniową wystawą zaczęliśmy myśleć od razu po zakończeniu wystawy w październiku 2004 roku - mówi Joanna Ziemińska-Walter z C4C. Naprawdę gorąco zaczęło robić się jakieś półtora miesiąca przed planowanym terminem.
Do Olsztyna zaproszono siedmiu sędziów z Polski, Czech, Niemiec i Danii. Wystawa cieszyła się sporym zainteresowaniem wśród olsztyniaków. Wielu z nich wybrało się na wystawę, aby znaleźć swoje wymarzone zwierzę. Spotkałem na nim parę studentów, którzy bardzo chcą mieć własnego kota. - Uznaliśmy, że taka impreza to świetna okazja na wybranie sobie zwierzaka - mówią Ewa i Grzesiek, studenci filozofii. Trudniej szło im z wyborem kociaka. Ewa obstawała przy klasycznym persie, Grześkowi w oko wpadł maine coon.
- Takie wystawy to świetna okazja do spotkania się z innymi hodowcami. Można wymienić doświadczenia i zacieśnić istniejące znajomości - mówi Anna Adamczyk, wystawca. Organizatorzy nie zapomnieli również o zwierzakach, którym nie udało się znaleźć właścicieli. Na pokazie swoje stoisko miało również olsztyńskie schronisko. Pomiędzy odwiedzającymi krążyli kilkunastoletni wolontariusze z białymi puszkami. - Czy wesprze pan bezdomne kociaki? - pytali. I jak tu nie wrzucić kilku złotych?
- Wystawy to doskonały moment na organizowanie akcji tego typu - mówi Dariusz Dzwolak z olsztyńskiego schroniska. - Przychodzą tu miłośnicy zwierząt, którzy rozumieją ich potrzeby.
"Club 4 Cats" zadbał również o właścicieli kotów. Kiedy zwierzaki zostały już bezpiecznie ulokowane w hotelowych pokojach, przyszła kolej na "Integrację na sianie"- imprezę integracyjną, która odbyła się na podolsztyńskim Ranczu u Kojrysa.
Drobne kłopoty
Zanim wystawa się odbyła, jej organizatorzy mieli kilka przeszkód do pokonania. Najdziwniejszą z nich było to, że część olsztyńskich hoteli odmówiła przyjęcia gości ze zwierzakami.
- W Olsztynie nie ma zwyczaju przyjmowania zwierząt. Mamy nadzieję, że kiedy już wystawa na dobre zagości w kalendarzu olsztyńskich imprez, właściciele hoteli przekonają się do kociarzy - mówi Ziemińska-Walter. Problemem było również ściągnięcie do miasta wystawców i firm. Nie ma w tym nic dziwnego. Olsztyńska wystawa jest bardzo młodym przedsięwzięciem. Hodowcy i biznesmeni muszą się przyzwyczaić do tego, że na Warmii i Mazurach odbywają się imprezy tego typu. Warto jednak zaznaczyć, że liczba osób przyjeżdżających na olsztyńską wystawę systematycznie się zwiększa. Klubowicze poradzili sobie z obiema przeszkodami - dzięki temu hodowcy mogli pochwalić się swoimi osiągnięciami, a ja - zobaczyć wspaniałe zwierzaki.
Uwagi laika
Jedną z moich uwag kieruję do organizatorów. Ważnym czynnikiem decydującym o powodzeniu imprezy jako przedsięwzięcia komercyjnego jest informacja - najlepiej długofalowa. W tym przypadku zapomniano o wywieszeniu plakatów w mieście i regionie - to sprawiło, że na wystawę przyszło mniej zwiedzających. Zgadzają się ze mną ludzie, którzy przedsięwzięcie poznali "od kuchni", m.in. Łukasz Słotwiński pracujący przy obsłudze imprezy.
Drugą kieruję do wystawców. Niektórzy z was zapomnieli, że zwierzę to też człowiek. Koty mają prawo się stresować a wy powinniście starać się je w takich sytuacjach uspokoić, a nie krzyczeć na stewarda by "trzymał kota mocniej!". Nie podobało się to ani kotu, ani stewardowi, ani obserwatorom. To nie świadczy dobrze o niektórych hodowcach.
Koci zwycięzcy
Podczas sobotniej wystawy (12.08) zwyciężyła kotka Blanka Oasis of Lafe (SPH f 09 23), sfinks koloru szylkret pręgowany z białym. Jej właścicielką jest Marianna Szeklińska-Kałamała. Miejsce drugie zajął kocur, czarny maine coon klasycznie pręgowany EC. FIN* Escape's Pocker Face, JW (MCO n 22) Anny Adamczyk a trzecie - Belle Epoque av Karitzy, JW (BAL f), kotka balijska szyklretowa.
Na wystawie niedzielnej tytuł Best of Best zdobył EC. FIN* Escape's Poker Face, JW Anny Adamczyk. Drugie miejsce zajął biały pomarańczowooki dewon rex EC. Yori Rex Loki-Miao *PL (DRX w 62) z hodowli Sylwi Siedlickiej, a trzecie - IC. Agat Nanona-Cat *PL, JW. (PER a 21 33), pers niebieski pręgowany colourpoint, należący do Ewy Kozłowskiej. Czwarte miejsce przypadło Nightwish Ari-gan (OSH g) orientalnej krótkowłosej niebiesko-kremowa kotce państwa Marzeny i Dariusza Włodarskich.
Pożegnanie
W niedzielne popołudnie organizatorzy podziękowali sędziom i wystawcom za przybycie. Ci pierwsi otrzymali drobne podarunki (podczas wystawy sobotniej prezydent Olsztyna, Czesław Małkowski wręczył sędziom albumy o mieście).
Członkom C4C nie można zarzucić braku poczucia humoru. Chyba najzabawniejszym prezentem pożegnalnym były bokserki z napisem "Mam niezłego Kocurka" podarowane prowadzącemu BIS Sebastianowi Pruchniakowi. Właścicielowi gratulujemy.
Bartłomiej Brzoskowski
powrót
Koty wybredne
Koty bywają wybredne, jeżeli chodzi o jedzenie.
Jednak tylko od nas zależy, czy nasz ulubieniec
będzie jadł wszystko, czy tylko szyneczkę i tuńczyka z puszki.
Stare porzekadło powiada, że droga do serca mężczyzny wiedzie przez jego żołądek. Wielu właścicieli kotów, jak sądzę, żywi podobne przekonanie w odniesieniu do swoich podopiecznych. W zasadzie nie mam nic przeciwko rozpieszczaniu zwierząt i dogadzaniu im, istnieją jednak pewne granice, a codzienne serwowanie zwierzakowi takiej na przykład jajecznicy z pewnością nie wyjdzie mu na zdrowie.
Błędy żywieniowe należą do tych najczęściej popełnianych. I nie mam na myśli tylko podawania kotom produktów, których jeść nie powinny. Błędem jest również stosowanie diety zbyt monotonnej, nawet jeśli w jej skład wchodzą najlepsze gotowe pokarmy. Owszem, można utrzymać kota w zdrowiu, karmiąc go tylko jednym naprawdę dobrej jakości produktem. Gorzej, jeśli podajemy mu karmę z najniższej półki, nawet jeśli bardzo ona zwierzakowi smakuje. Smakowitość nie zawsze bowiem idzie w parze z wartościami odżywczymi.
Kochamy nasze futrzaki i pragniemy im dogadzać. Wybieramy więc te pokarmy, które smakują im najbardziej. Jakże często w rozmowach z właścicielami kotów słyszę: "mój kotek lubi tylko szaszetki z wołowiną", "mój zjada tylko suchą karmę firmy X", a "mój jedynie karmę z puszki". Moje koty jedzą wszystko. I suchą karmę, i puszki, i mięso. Zjadają wołowinę, ryby, gotowe karmy różnych firm. Owszem mają swoje upodobania smakowe i niektóre dania jedzą chętniej, lecz na ogół nie grymaszą podczas posiłku. A to dlatego, że zostały tak nauczone i wiedzą, iż nie ulegam ich kaprysom. Czego nie można, niestety, powiedzieć o wielu innych kocich opiekunach. Doskonale wiem, jak to wygląda: kiedy zwierzak nie otrzyma w misce tego, co lubi, i nie chce jeść, opiekun natychmiast podsuwa mu pod nos "ulubione danie". Koty szybko uczą się, że wystarczy tylko trochę poczekać, posłać człowiekowi kilka nieszczęśliwych spojrzeń, a dostaną to, co chcą. Nietrudno domyślić się efektów takiego postępowania.
Koty bardzo szybko przyzwyczajają się do podawanego im stale pokarmu, szczególnie jeśli im smakuje, i niestety, zwykle nie chcą później jeść nic innego. Z pewnością jest to zjawisko bardzo niekorzystne. Po pierwsze: kocie menu jest mało urozmaicone. Po drugie: podawanie kotu jego ulubionej karmy na dłuższą metę staje się uciążliwe. Zdarza się, że w poszukiwaniu określonego produktu zmuszeni jesteśmy odwiedzić kilka sklepów, ponieważ w "naszym" akurat go zabrakło. A co się stanie, gdy ulubiona karma naszego czworonoga zniknie z rynku? Co bardziej rozkapryszony zwierzak gotów wówczas ogłosić wielodniowy strajk głodowy.
Wyrabianie u naszych zwierząt właściwych nawyków żywieniowych powinniśmy rozpocząć jak najwcześniej, gdy są jeszcze dziećmi, w myśl zasady: "czym skorupka za młodu...". Urodzone u mnie kocięta nie przysparzają problemów nowym właścicielom, ponieważ uczę je jeść wszystko. Dostają puszki i suchą karmę o różnych smakach i różnych firm, mięso różnych gatunków i inne naturalne produkty. Oczywiście wszystko dobrej jakości i dostosowane do ich wieku.
Urozmaicone posiłki sprawiają, że kot nie przyzwyczaja się do jednego pokarmu i nie grymasi przy jedzeniu. Co jednak zrobić, gdy nasz zwierzak należy już do owych rozpieszczonych domowych pupilków, których cielęcinka w ząbki kole? Na wyrabianie odpowiednich nawyków żywieniowych nigdy nie jest za późno! To prawda, że łatwiej wychować kociaka niż dziesięcioletniego kota, ale nie powinniśmy rezygnować.
Podstawową zasadą, której należy przestrzegać podczas kulinarnej edukacji naszego podopiecznego jest ta, która nakazuje nie ulegać jego kaprysom. Kiedy nie chce zjeść tego, co mu podaliśmy, nie zabierajmy od razu miski i nie podawajmy kotu jego ulubionego dania. Kiedy zgłodnieje, zje to, co dostał. Pamiętajmy przy tym, że koty lubią stawiać na swoim i mają nieograniczoną wręcz cierpliwość. Strajk głodowy w ich wykonaniu może więc potrwać nieco dłużej. Wierzcie mi jednak, że jednodniowa lub nawet dwudniowa głodówka nie zaszkodzi zdrowemu kotu. W końcu kot przekona się, że jego nieszczęśliwe spojrzenia i żałosne miauczenie nie robią na nas wrażenia, i zjedzą to, co mu podaliśmy. Jeśli obawiamy się, iż nie wytrzymamy tej "wojny nerwów", idźmy na długi spacer i na kilka seansów do kina. Prawda jest taka, że nawet dobrze wychowane i nierozkapryszone koty próbują od czasu do czasu wymusić coś na swoim opiekunie i jeśli zaczniemy im ulegać, to przegraliśmy.
Naukę zdrowego odżywiania rozpoczynamy powoli, od dodawania niewielkich ilości nowej karmy do tej, którą kot jada, i stopniowo zwiększamy jej procentową zawartość. Powiedzmy, że nasz pupil lubi tylko puszki, a suchej karmy nawet nie powącha. Bierzemy zatem początkowo kilka granulek suchej karmy i dodajemy do pokarmu z puszki, czekając aż granulki nasiąkną sosem z puszki. W przypadku bardziej wybrednych kotów granulki te można dodatkowo rozdrobnić, np. zmielić - łatwiej je wówczas "przemycić". Gdy zwierzak bez problemów zjada taką mieszankę, stopniowo dodajemy więcej ziaren suchej karmy, aż przyjdzie moment, gdy zacznie jeść ją samą. Podobnie postępujemy, gdy chcemy nauczyć kota jeść karmę o innym smaku, produkt innej firmy, mięso, itd.
Znacznie oporniejszymi uczniami bywają te koty, które przyzwyczajone są do jedzenia tylko suchej karmy. Ale i na nie są sposoby. W tym przypadku naukę zaczynamy od podawania jedzenia z puszek w postaci tzw. kawałków w sosie. Kota należy wcześniej trochę przegłodzić, zmniejszając dzienną rację. Następnie kilka granulek z takiej dziennej porcji lekko maczamy w sosie z puszki. Sosu musi być początkowo bardzo mało. Tak na czubek granulki. I znów, w miarę, jak kot się przyzwyczaj się do nowego rodzaju posiłku, zwiększamy ilość sosu. A gdy już i do tego przywyknie, zaczynamy dodawać resztę zawartości puszki.
Przy dużej dozie cierpliwości jesteśmy w stanie sprawić, że nasz zwierzak przestanie być wreszcie wybrednym do granic możliwości kotem. I zarówno jemu, jak i nam, wyjdzie to tylko na dobre.
Jacek Narożniak
powrót
Przytulisko dla kotów Hanny Chombakow
Nieopodal Wrocławia, na skraju niewielkiej wsi stoi nieduży dom otoczony ogrodem. Jak nazwać to miejsce na ziemi, w którym znalazło schronienie kilkadziesiąt kotów? "Schronisko"? - chyba tylko dlatego, że koty znajdują tu schronienie. Nie zobaczymy tu typowych dla schronisk klatek, boksów, izolatek. Nie ma biura i personelu. To dom dla kotów, one są najważniejsze i im podporządkowała swoje życie Hanna Chombakow. Koty żyją tu, ciesząc się całkowitą wolnością, która stanowi przecież o ich egzystencji.
Przytulisko utworzyła wiele lat temu mama Hani, pani Aurelia Chombakow, w podwarszawskim Michalinie. Kłopoty z sąsiadami i chęć zapewnienia zwierzętom lepszych warunków spowodowały podjęcie decyzji o przeniesieniu się na wieś. Dwuhektarowa posesja to dla kotów teren łowów, obserwacji świata, zabaw. Mimo całkowitej swobody koty nie oddalają się od obejścia. Na noc zawsze wracają pod dach, gdzie czeka na nie posiłek (niestety skromny) i ciepły kąt, doceniany szczególnie zimą. Wiele kotów jest już starych, wiele chorych. Ich leczenie pochłania ogromne fundusze. To przecież te największe kocie nieszczęścia zbierane od 20 lat na ulicach, w piwnicach, niechciane.U Hani znalazły swoje miejsce na resztę życia, opiekę i miłość. Każdy traktowany jest indywidualnie, każdy dobrze znany opiekunce. Ona wie, który jest nieśmiały, a który rozrabiaka, którego trzeba dopieścić, a który sam da sobie radę. W tej chwili jest ich siedemdziesiąt.
W tym roku umarła mama Hani, której emerytura stanowiła podstawę utrzymania przytuliska. Pojawiły się ogromne problemy finansowe, obawa przed zimą ale i nadzieja, że przyjaciele kotów nie zapomną o nich i nadal będą wspierać ten jedyny w swoim rodzaju "koci raj".
Przytulisko działa jako filia Fundacji "Vita da Cani - Pomoc dla zwierząt", utrzymując się wyłącznie z darowizn życzliwych przyjaciół kotów. Władze gminne odmawiają jakiejkolwiek pomocy.
Numer konta:
41 1090 2398 0000 0001 0038 3853
Tel. 0 502 827 340
www.przystanocalenie.pl
Małgorzata Konca
powrót