Nawet najmarniejszy kot jest
arcydziełem natury.

                 Leonardo da Vinci

Wydawca:




PTASIA GRYPA

             więcej...


KOTA kupić można
w kioskach i salonach prasowych na terenie całej Polski.

Numery archiwalne i bieżące dostępne są także
w sprzedaży wysyłkowej, realizujemy również sprzedaż
i prenumeratę zagraniczną.

W prenumeracie otrzymasz KOTA bezpośrednio do domu, oszczędzając czas i pieniądze!

Twórz KOTA razem z nami!
Masz ciekawy pomysł?
Chciałbyś podzielić się swoimi wiadomościami o kotach?
Zrobiłeś świetne zdjęcie...
a może napisałeś ciekawy
tekst o kocie?
Zapraszamy do współpracy!
Czekamy na listy, maile, telefony.

Copyright KOT 2005. Wszystkie prawa zastrzeżone
Nr 3(19) Marzec

  
Nr 4(20) Kwiecień

  
Nr 5(21) Maj

  

Numer 3(19) Marzec 2007

Zdrowie
12. Pasożyty skóry u kotów, cz. II
14. Panleukopenia - tyfus kotów

Anatomia
15. Układ rozrodczy

Rasy
24. Kot orientalny - demoniczny elegant
26. Historia rasy
27. Koty orientalne w Polsce i na świecie
28. Typy osobowości orientów
29. Kot orientalny na wystawie
30. Magia zielonych oczu
31. Kot orientalny u doktora
32. Standard OSH/OLH
33. W oczach sędziego

co kot to kot
36. Duduś Wielki
37. Fundacja "Zmieńmy świat"
38. W najlepsze ręce
40. Mysza
41. Być kotem

Opowiadanie
42. Trzy pokolenia
43. Butelkowce
44. Jak z brzydkich kaczątek wyrastają piękne łabędzie. Frida Jednooczka - kotka turystyczna

Kot w kulturze
50. Wielkie koty w sztuce
52. Kot uduchowiony

Nauka
56. Genetyka kociego eksterieru. Włosy - wstęp

Dzikie koty
58. Ostatni ryk tygrysa

Poza tym
3. Od redakcji
4. Spis treści
5. Wydarzenia
8. Światowy Dzień Kota
16. Marcowanie, czyli zaloty po kociemu
18. Rasowce - Dachowcom
20. Sterylizacja kotów wolno żyjących
22. Zamiast fiskusowi oddaj zwierzętom
46. Rasowy = Rodowodowy
50. Dodo - najstarszy kot w Polsce
54. Do czego kotu potrzebne są oczy?
60. Listy od czytelników
62. Koci zodiak
63. Ogłoszenia
66. W poprzednich numerach

Konkursy
60. Zagadka
61. Konkurs literacki
62. Konkurs fotograficzny
64. Kot i dziecko


Witam.
Drodzy Kociarze, serdecznie dziękuję wszystkim, którzy pomogli w organizacji obchodów Światowego Dnia Kota w Polsce. Bez Was pomysł ten na zawsze pozostałby jedynie mrzonką zamkniętą w mym barwnym świecie idei. To dzięki ludziom takim jak Wy udaje się przypominać światu, że można. trzeba tylko bardzo chcieć. Tytuł Kociarza Roku 2006 przyznawany przez Czytelników KOTA po zaciętej rywalizacji otrzymał Franciszek Klimek. Raz jeszcze gratuluję! Cieszę się, że pan Franciszek jest z nami, i z Państwem, od naszego pierwszego numeru, regularnie, co miesiąc. Dziękuję sponsorom, klubom felinologicznym z całej Polski, mediom, które za naszym przykładem propagują ideę Światowego Dnia Kota i tym, którzy przyczyniając się do popularyzacji najbardziej eleganckiego zwierzaka na świecie, utrwalają jego godny wizerunek i szacunek do kota. Pamiętajmy, że szacunek dla zwierząt jest czytelną miarą ludzkości.
Zainicjowana przez Cat Club - Łódź akcja "Rasowce - dachowcom" doskonale przyjęła się wśród hodowców kotów, mam wielką nadzieję, że zbliży ona środowiska polskich kociarzy i pokaże, iż wśród hodowców kotów jest bardzo wielu miłośników i karmicieli kotów bezdomnych. Już niebawem kolejna ważna akcja, 24 marca to Ogólnopolski Dzień Sterylizacji bezdomnych kotów organizowany pod hasłem "Nie rozmnażaj, nie porzucaj", z przyjemnością będziemy jej patronować. "Rasowy = Rodowodowy" to znana ogólnopolska akcja, która uczy i uświadamia. Ma ona na celu propagowanie mądrej hodowli kotów i deprecjonowanie pseudohodowców wykorzystujących jedynie koty dla celów zarobkowych.
Marzec to miesiąc kotów, marzec to kocie serenady i. marcowanie. Jestem pewien, że nie wszystkie koty zostaną 24 marca pozbawione swych prokreacyjnych możliwości... bo ciekawy artykuł okraszony pikantnymi zdjęciami przeznaczony jest nie tylko dla hodowców ale także dla tych wszystkich, których interesują tajemnice kociej alkowy.
Dziś z wielką przyjemnością zapowiadam kolejny artykuł Jacka Narożniaka. Tym razem opowie on o oczach, ich ewolucji i możliwościach widzenia nocą. Cykl Jacka cieszy się coraz większą popularnością, dziękujemy za wszystkie Państwa pochlebne opinie.
Monografię rasy mamy w marcu niezwykłą, jest ona poświęcona mojej ukochanej rasie - kotom orientalnym. Piękne, mądre, szalenie eleganckie, naj. mógłbym tak wyliczać bez końca. Z całego serca zapraszam do zapoznania się z tymi wspaniałymi kotami.
Miłej lektury.

Wojciech - Albert Kurkowski,
redaktor naczelny.

powrót


Kociarz Roku 2006

Mamy Kociarza Roku 2006! Został nim Franciszek Klimek, na którego czytelnicy KOTA oddali najwięcej głosów. W listach i mailach, które zasypały naszą redakcję, pojawiały się piękne uzasadnienia tego wyboru. Pisali Państwo, jak wielu emocji dostarczają wiersze pana Franciszka, jak uwrażliwiają na los kotów i sprawiają, że człowiek zaczyna się uważniej rozglądać wokół siebie w poszukiwaniu zwierzęcia potrzebującego pomocy. Doceniliście nie tylko jego piękną poezję i niezwykłą wrażliwość, ale również fakt, iż słowa poety przekładają się na czyny - Franciszek Klimek sam bowiem dokarmia koty i bezpośrednio pomaga bezdomnym zwierzakom. "Szkoda, że świat nie składa się z samych Franków Klimków" - przeczytaliśmy w jednym z listów.
Wręczenie tytułu i statuetki Kociarza Roku 2006 odbyło się 18 lutego w Łodzi, podczas Gali kończącej obchody Światowego Dnia Kota w Polsce.
Dziękujemy za wszystkie oddane w plebiscycie głosy. Nagrody wylosowali: Dobromiła Zarębska z Będzina, Agata Ragan z Jeleniej Góry, Magdalena Banach z Gdańska, Alicja Pietrzak z Gorzowa Wlkp., Michał Dobrołowicz z Morawicy. Gratulujemy! Nagrody prześlemy pocztą.

mau

powrót


Ogólnopolski Dzień Sterylizacji Zwierząt - 24 marca

Już po raz ósmy Stowarzyszenie Obrońców Zwierząt ARKA organizuje ogólnopolską akcję sterylizacji kotów i psów, której przyświeca hasło "Nie rozmnażaj, nie porzucaj". 24 marca, w klinikach i lecznicach weterynaryjnych, które przyłączą się do akcji, będą wykonywane zabiegi kastracji (sterylizacji) po niższych tzw. preferencyjnych cenach. Niektóre lecznice postanowiły prowadzić akcję już od 1 marca, przez miesiąc.
Akcja ma za zadanie propagowanie odpowiedzialnej opieki nad zwierzętami i kontroli narodzin, co wiąże się z ograniczeniem liczby zwierząt bezdomnych, trafiających do schronisk i również ze zmniejszeniem kosztów ponoszonych przez społeczeństwo na pozostawione bez opieki zwierzęta. Co roku w Polsce rodzą się tysiące niechcianych zwierzaków. Nowo narodzone kocięta i szczenięta są usypiane, topione lub porzucane (najczęściej na śmietnikach) w workach, reklamówkach, pudełkach, przywiązywane do drzew w lasach lub oddawane do schronisk.
Mitem jest twierdzenie, iż nasza kotka czy suczka przynajmniej raz w życiu powinna mieć potomstwo. Jej kastracja zapobiega wielu groźnym chorobom, takim jak nowotwory układu rozrodczego, wystąpieniu ropomacicza, nowotworu gruczołu mlekowego (inaczej zwanego guzem sutka), pojawianiem się tzw. ciąży urojonej (u suczek) lub wyłysieniom na tle hormonalnym.
Jeśli zdecydujecie się na poddanie takiemu zabiegowi swojego pupila, zajrzyjcie na stronę internetową Stowarzyszenia Obrońców Zwierząt Arka: www.arka.strefa.pl Znajdziecie tam porady, w jaki sposób przygotować zwierzę do zabiegu kastracji i jak należy opiekować się nim już po operacji, a także jakie są zalety i wady kastracji. Na stronie umieszczono spis lecznic biorących udział w tym przedsięwzięciu, ich adresy i numery telefonów (przed planowanym zabiegiem należy wcześniej uzgodnić z lekarzem weterynarii termin operacji).

z&z

powrót


Pierwsze kroki białych tygrysiątek

Ogród zoologiczny w Buenos Aires po raz pierwszy zaprezentował odwiedzającym trzy białe tygryski bengalskie urodzone pod koniec zeszłego roku.
Tygrysiątka - dwie samiczki i jeden samiec - przyszły na świat 23 grudnia 2006 roku. Są zdrowe, przybierają na wadze i zachwycają ludzi zwiedzających ZOO argentyńskiej stolicy. Jeden z tygrysków jest wyjątkowy pod względem umaszczenia, ponieważ - tak jak colourpoint - ma ślady pręgowania tylko na głowie, łapkach i ogonie, a jego tułów jest śnieżnobiały. Narodziny tych kociąt to ważny krok w programie ratowania białych tygrysów przed wyginięciem. Tygrysy o jasnej sierści rodzą się czasami na skutek mutacji genetycznej. Mają białe lub kremowe futro w czarne bądź brązowe pręgi. Ich oczy są zazwyczaj niebieskie. Występują głównie w miotach tygrysów bengalskich, ale kilka jasno ubarwionych kociąt urodziło się także w ogrodach zoologicznych wśród tygrysów syberyjskich. Aby przyszedł na świat biały tygrys, zarówno jego ojciec, jak i matka muszą być nosicielami rzadko występującego genu recesywnego decydującego o tym niezwykłym ubarwieniu (nie oznacza to wcale, że sami muszą być biali!). Dlatego właśnie jest ich tak mało.
W przyrodzie liczba białych tygrysów jest znikoma. Ostatnie dane mówią o 50 osobnikach. Więcej tych rzadkich zwierząt (ok. 250) żyje w hodowlach - najliczniejsza ich grupa znajduje się w szwedzkim ogrodzie zoologicznym Eskilstuna, który koordynuje hodowlę białych tygrysów na całym świecie.

A. Z.

powrót


Wystawa w Niemczech

W dniach 3-4 lutego 2007 r. w Untergruppenbach pod Stuttgartem w Niemczech odbyła się Międzynarodowa Wystawa Kotów Rasowych pod patronatem FIFe. Została ona zorganizowana przez klub Rassenkatzen Stuttgart e.V. Na wystawę zgłoszono 267 kotów 15 ras. Dominowały koty z II kategorii, a więc półdługowłose, a wśród nich koty norweskie leśne, których było aż 69. To właśnie one w swojej kategorii zebrały najwięcej wyróżnień i tytułów. Zaraz za nimi, z równie sporą kocią reprezentacją, plasowała się III kategoria z dumnymi brytyjczykami na czele. Wystawa cieszyła się dużym powodzeniem. Oprócz hodowców niemieckich, zjawili się tam również wystawcy z Francji, Holandii, Szwajcarii, Austrii oraz Polski - hodowla DUMA LASU * PL, VISTORIA *PL W składzie jury nie zabrakło "naszego" sędziego, Alberta Kurkowskiego. Wnętrze hali sportowej, w której odbywała się wystawa, było przestronne, co zapewniało spory komfort zarówno wystawcom, kotom, jak i oceniającym sędziom. Wszystko przebiegało zgodnie z ustalonym wcześniej harmonogramem, ściśle przestrzeganym przez organizatorów, za co należą się im szczere wyrazy uznania. Wystawa została przygotowana z niezwykłą starannością, wręcz perfekcją, i wzorować mogliby się na niej inni organizatorzy tego typu imprez. Koty z Polski, choć było ich niewiele, nie wyjechały z wystawy z pustymi łapkami. Kocur DRACO Z KRAINY ASGARDU *PL otrzymał dwukrotnie wyróżnienie Best in Variety oraz nominację do Best in Show. Nominowani do Best in Show zostali również kotka ARISA DUMA LASU *PL i kocur ADELINO VISTORIA *PL. Polskie koty mogą być dumne ze swoich osiągnięć, tak jak są z nich dumni ich właściciele.

Beata Drela

powrót


Wystawa Jedynki

W dniach 10-11 lutego 2007 roku w hotelu Gromada odbyła się w Warszawie VI i VII wystawa kotów rasowych zorganizowana przez SMK JEDYNKA, członka FPL (FIFe). Na wystawę zjechało się ponad 400 kotów z Niemiec, Czech, Danii, Ukrainy, Białorusi, Litwy, Łotwy, Rosji i oczywiście z Polski. Gościliśmy koty tak rzadkich w Polsce ras jak kurylski bobtail długowłosy oraz egipski mau.
Na każdy dzień wystawy, oprócz zwykłego oceniania kotów, przewidziane były dodatkowe atrakcje. W sobotę ogłoszono TOP SIB 2006 SIB Cat Clubu oraz odbył się pokaz kotów rudych. W niedzielę wręczono nagrody najlepszym w 2006 roku kotom należącym do członków SMK Jedynka TOP ONE 2006 i najlepszym kotom rosyjskim w RUS Cat Clubu. Odbył się również NFO Hobby Show - hobbystyczny konkurs dla kotów norweskich leśnych, zorganizowany przez Klub Hodowców i Miłośników kotów norweskich leśnych AGNAR. Sobotnią i niedzielną wystawę wygrał, zdobywając BOB I - IC DOLLHOUSE GUCIO OF KOCPOL JW, ragdoll (RAG a 03), którego właścicielami są Monika i Patryk Koc z Łodzi. Najlepszym kotem domowym (w sobotę, i w niedzielę) została LONIA Pauliny Bojanowicz.
Najpiękniejszym rudym kotem wystawy zostały kocur maine coon DREAM TEAM OF SILVERSIDE *PL Magdaleny Jończak.
Wystawy w hotelu Gromada poza ogromną rzeszą zwiedzających przyciągają też wielu wystawców, którzy mogą mieć w jednym miejscu hotel i wystawowy hol, co bez wątpienia jest bardzo wygodne. "Jedynka" już dziś zaprasza na swe następne wystawy.



powrót


Opiekuna do kota zatrudnię

Jedna z amerykańskich firm oferuje swoim klientom ciekawą usługę - profesjonalną opiekę nad zwierzętami domowymi, których właściciele wyjeżdżają na wakacje lub po prostu brakuje im czasu na zajęcie się pupilem. Pracownicy firmy mogą na przykład nakarmić kota albo wyprowadzić psa na spacer. Zakres świadczonych usług jest jednak dużo bogatszy. Chcesz zapewnić swojemu kotu komfort psychiczny i fizyczny? Zamów dla niego terapię muzyką albo masaż. Jak głosi oferta firmy, muzyka eliminuje stres, uśmierza tęsknotę za opiekunem, leczy z lęku przed uderzeniami pioruna czy innymi przerażającymi dla zwierzęcia dźwiękami. Masaż ma z kolei zbawienny wpływ na układ trawienny zwierzęcia, poprawia krążenie i sprawność ruchową. Ile kosztuje taki luksus? Za półgodzinny masaż trzeba zapłacić 35 dolarów. Ciekawe, czy i w Polsce znaleźliby się chętni, na zapewnienie szczęścia swojemu ulubieńcowi z pomocą wynajętych "nianiek".

mau

powrót


Światowy Dzień Kota

Czy koty są najpopularniejszymi zwierzętami domowymi? Z pewnością można było dojść do takiego wniosku, gdy patrzyło się na tłumy ludzi świętujących Światowy Dzień Kota. Główne obchody odbyły się 18 lutego w Łodzi, ale w tym roku pomysłem Światowego Dnia Kota udało nam się zarazić także inne miasta. Organizatorami imprezy byli: KOT, "Cat Club - Łódź" i "Galeria Łódzka".
Już od niedzielnego poranka w "Galerii Łódzkiej" trwał pokaz kotów, Chętnych do obejrzenia z bliska i pogłaskania mruczków było tylu, że ekspozycja kotów przeżywała prawdziwe oblężenie. Oprócz kotów można było podziwiać również rasowe myszy, którym najwyraźniej wcale nie przeszkadzało bliskie towarzystwo odwiecznych "wrogów".
Oficjalnego otwarcia obchodów Światowego Dnia Kota dokonał redaktor naczelny KOTA, Wojciech-Albert Kurkowski wraz ze współprowadzącą imprezę aktorką, Aleksandrą Leszczyńską i przedstawicielem tak gościnnej dla kotów "Galerii Łódzkiej". Towarzyszyła im oczywiście nasza Kocilla.
Organizatorzy przygotowali dla publiczności wiele atrakcji. Na scenie prezentowano różne rasy kotów. Wystąpił Krzysztof Cwynar ze Studiem Integracji. Do pomagania potrzebującym kotom zachęcało Łódzkie Towarzystwo Opieki na Zwierzętami i jego wiceprezes Ewa Nawalny oraz dyrektor łódzkiego schroniska dla zwierząt Bogumiła Skowrońska-Werecka.
O tym, co możemy zrobić, aby naszym mruczącym przyjaciołom żyło się łatwiej, opowiadało też forum Miau i fundacja For Animals. Słowa niemal natychmiast przerodziły się w czyny: firma EURO-ZOO, generalny importer marki Hill's; NESTLE PURINA; firma EWENEMENT, generalny importer marki Sanabelle; ROYAL CANIN POLSKA oraz ANIMAL SERVICE, generalny importer karm z serii Nutra przekazali fundacji For Animals karmę o wartości ok. 3000 zł.
Aleje Galerii zapełniły się stoiskami z kocimi akcesoriami, karmą i upominkami z kocimi wizerunkami. Każdy mógł tam znaleźć coś dla swojego kota. i dla siebie. Lekarze z lecznicy weterynaryjnej AS udzielali natomiast bezpłatnych porad opiekunom kotów.
Wiele pochwał zebrał pokaz mody inspirowanej kotami - autorstwa Ewy Włodarczyk. Modele i modelki nie tylko prezentowały ciekawe cętkowane kreacje, ale również nosili transparenty z "prokocimi" hasłami. Druga część pokazu, tym razem mody wieczorowej, miała miejsce podczas gali w teatrze.
Specjalnymi gośćmi byli znani miłośnicy kotów, Dorota Sumińska i Franciszek Klimek, którzy spotkali się ze fanami i podpisywali swoje książki. W obchody Światowego Dnia Kota włączył się też słynny polski kierowca rajdowy Leszek Kuzaj, który nie mógł pojawić się wprawdzie osobiście na imprezie, ale wystawił na licytację swoje zdjęcie z dedykacją. Dochód z aukcji został przeznaczony na pomoc bezdomnym kotom.
Organizatorzy nie zapomnieli i o najmłodszych kociarzach. Dzieci mogły wziąć udział w konkursach wiedzy o kotach i zrobić sobie koci makijaż.
Przez cały dzień zwiedzający głosowali na Kota Publiczności. Tytuł ten uzyskał pięciomiesięczny ragdoll GUMIŚ KOC-POL CAT, którego właścicielami są Monika i Patryk Koc. Serca członków redakcji KOTA podbił z kolei cornish rex GIUSEPPE Z PÓŁWYSPU należący do Ewy Simy, i otrzymał on tytuł Kota KOTA. "Swojego" kota wybrał też generalny sponsor imprezy, EURO-ZOO, generalny importer marki Hill's - został nim trzymiesięczny abisyńczyk ABYLION'S FACE DANCER, należący do państwa Liliany i Roberta Liwińskich.

Wieczorna gala, kończąca obchody Światowego Dnia Kota, odbyła się w Akademickim Ośrodku Inicjatyw Artystycznych (dawnym Teatrze 77). Na rozpoczęcie wieczoru zgromadzeni goście usłyszeli "Koci duet" Rossiniego w wykonani Anny Wereckiej (mezzosopran) i Michała Masłonia (tenor), którym akompaniowała Dorota Brolik. Od razu zrobiło się bardzo kocio... Zabawne, ale i wzruszające piosenki o kotach zaśpiewał Krzysztof Cwynar wraz z bardzo uzdolnionymi dziewczętami ze swojego Studia Integracji. Salwy śmiechu wybuchały podczas występu satyryka Marcina Pydy. Wielką owację zgotowano rewelacyjnej Krystynie Sienkiewicz, która była niewątpliwą gwiazdą wieczoru.
Aukcje dzieł sztuki, z których dochód przeznaczono dla kotów w schroniskach, poprowadził prezes Rynku Sztuki, Wojciech Niewiarowski. Największa kwotę uzyskano z licytacji obrazu Adriana Kędzi "Żółty kot". Dużym zainteresowaniem cieszył się także obraz autorstwa Krystyny Sienkiewicz, akwarele wykonane przez Dorotę Sumińską oraz portrety kotów malowane na deskach - autorstwa Natalii Sułkowskiej-Kornaus, której wystawę prac można było podziwiać w foyer teatru.
Najbardziej oczekiwaną częścią wieczoru było ogłoszenie wyniku plebiscytu Kociarz Roku 2006. Nazwisko zwycięzcy do ostatniej chwili było trzymane w tajemnicy. I wreszcie stało się. Krzysztof Cwynar, Kociarz Roku 2005, rozerwał kopertę i odczytał nazwisko. Franciszek Klimek! Kociarz Roku 2006 wraz z tytułem otrzymał piękną statuetkę z brązu wykonaną przez rzeźbiarza Arkadiusza Latosa. Wzruszony laureat zadeklamował publiczności swoje wiersze, a jeden z nich zadedykował pomysłodawcy Światowego Dnia Kota w Polsce - Albertowi Kurkowskiemu. Poezji było zresztą tego wieczora więcej - Dorota Sumińska gratulacje dla Franciszka Klimka wygłosiła wierszem napisanym specjalnie na tę okazję przez swojego męża, Pawła Siczyńskiego.
Spotkanie w teatrze stało się też okazją do podsumowania ogólnopolskiej akcji "Rasowce - dachowcom". W wielu miastach Polski zbierano bowiem tego dnia pieniądze na pomoc bezdomnym kotom. W chwili zamykania tego numeru KOTA pieniądze były wciąż liczone, ale dowiedzieliśmy się, że w Łodzi udało się uzbierać ponad 5000 zł i około 200 kg karm, w Warszawie - ok. 3000 zł i bardzo dużo darów rzeczowych, w Poznaniu ok. 2000 zł, w Gdańsku ok. 1000 zł, w Olsztynie zbiórka będzie trwała przez cały tydzień, ale już teraz zebrano wiele darów rzeczowych i wyadoptowano dwa koty. A to tylko niektóre z miast i miejscowości, które przyłączyły się do obchodów Światowego Dnia Kota.
Mamy nadzieję, że dzięki temu świętu, pełnemu miłości i uśmiechu, udało się odmienić los niejednego bezdomnego kota i sprawić, że ludzie zaczną uważniej rozglądać się wokół siebie i dostrzegać czworonożnych przyjaciół czekających na czyjąś wyciągniętą dłoń. To wszystko nie byłoby możliwe bez pomocy firm i instytucji, które okazały kotom wielkie serce. Szczególnie dziękujemy generalnemu sponsorowi Światowego Dnia Kota - firmie EURO-ZOO, generalnemu importerowi karmy Hill's. W organizacji imprezy wsparły nas również inni sponsorzy: WWW.MARKET ZOOLOGICZNY.PL; firma ZOLUX; firma TYMOFARM, producent kapsułek Gammolen; firma MIRO-PLUS, wyłączny importer produktów marki SANAL; SIKU MIKU, producent żwirku dla kotów. Partnerami imprezy byli Urząd Miasta Łodzi, Wydawnictwo Galaktyka i Polska Federacja Felinologiczna "Felis Polonia". Patronatem medialnym Światowy Dzień Kota objęli: "Gazeta Wyborcza", Radio "Złote Przeboje" i Telewizja "Toya". Wszystkim serdecznie dziękujemy!

Monika Ulatowska

Światowy Dzień Kota w Warszawie

Do obchodów Światowego Dnia Kota w Polsce zainicjowanych przez miesięcznik KOT przyłączyły się także inne miasta. W warszawskim Pałacu Kultury i Nauki 17 i 18 lutego urządzono pokaz kotów rasowych. Pokaz zorganizowało Stowarzyszenie Miłośników Kotów "Jedynka" we współpracy z Urzędem Miasta Stołecznego Warszawy, patronem medialnym imprezy był KOT. Cieszy fakt, że również inne media oraz periodyki piszące o zwierzętach tak chętnie biorą udział w naszych akcjach.
Impreza (podobnie jak w innych miastach) odbywała się pod hasłem "Rasowce - dachowcom". Swoje siły połączyli hodowcy kotów rasowych, wolontariusze ze schronisk i fundacji oraz oczywiście warszawscy miłośnicy kotów. Podczas pokazu zbierano datki m.in. dla Fundacji Opieki nad Zwierzętami "Canis" oraz schroniska na Paluchu. Także część pieniędzy uzyskanych ze sprzedaży biletów została przekazana na potrzeby schroniska. Nie zabrakło również wolontariuszy i przedstawicieli innych organizacji, jak choćby Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami czy Fundacji Na Rzecz Obrony Praw Zwierząt "Sfinx". Rozwieszone plakaty zachęcały do adopcji bezdomnych kotów.
Pokaz uświetnili swoją obecnością znani aktorzy, m.in. Witold Pyrkosz, Zofia Czerwińska i Kazimierz Kaczor.
Jednym z celów imprezy było propagowanie miłości do kotów wśród dzieci. Służyły temu m.in. konkursy rysunkowe oraz atrakcje zorganizowane przed wejściem do Pałacu, choć i tak oczywiste jest, że największą rolę odegrał sam kontakt z obecnymi na pokazie zwierzętami.
Odwiedzający spragnieni zakupienia kocich gadżetów mieli w czym wybierać! Od obrazów, poprzez figurki i poduszki, aż po rękawice kuchenne - innymi słowy, wielka pokusa dla każdego kociarza do "wyczyszczenia się" z podręcznych funduszy.
W pokazie wzięły udział nie tylko koty rasowe. Mimo iż rodowodowa arystokracja przeważała, w Pałacu Kultury zagościły również dwie śliczne kotki domowe. Kocią imprezę odwiedziła też rodzina świnek morskich oraz pies, który starał się obalić mit o wzajemnej niechęci psiego i kociego rodu.
Impreza przyciągnęła do Pałacu tłumy ludzi. Dzięki temu organizacje pomagające bezdomnym kotom miały okazję do zebrania funduszy dla zwierzaków, które nie doczekały się jeszcze dobrego opiekuna i prawdziwego, cieplutkiego domu. Tak duża liczba odwiedzających oznacza też, że stolica może się poszczycić dużą rzeszą kociarzy. Miejmy nadzieję, że po tej wspaniałej imprezie będzie ich jeszcze więcej.

Anna Zielińska

powrót


Sterylizacja kotów wolno żyjących

Po co w ogóle kastrować wolno żyjące koty?

Przede wszystkim po to, aby ograniczyć populację kotów wolno żyjących. Niechęć większości lokatorów do kotów żyjących w piwnicach uzasadniana jest zazwyczaj argumentem "jest ich za dużo i śmierdzą". Kastracja kotek to sposób na to, żeby kotów za dużo nie było, kastracja kocurów - żeby nie śmierdziało.
Kastrując wolno żyjące kotki, zapobiegamy rodzeniu się kociąt i ich umieraniu na koci katar, panleukopenię, z niedożywienia, pod samochodami, w zębach psów... Bardzo niewielu kociętom udaje się dożyć dorosłości. Kto raz zobaczył umierające kociaki z zaropiałymi pyszczkami i wrzodami zamiast oczu, ten nie ma żadnych wątpliwości.
Ponadto kastracje bardzo dobrze wpływają na zdrowie. Kocic po kastracji nie wyniszczają już ruje, ciąże, porody i karmienie kociąt. Nie grozi im ropomacicze. Stają się silniejsze, dorodniejsze. Kocury nie wdają się w bójki, przestają się włóczyć w poszukiwaniu kotek do zapłodnienia.

Od czego zacząć akcję kastracji kotów z podwórka? Najpierw trzeba zebrać informacje - czy jest jakaś możliwość dofinansowania kastracji, w jakiej lecznicy je przeprowadzać, kto i w jaki sposób może pomóc. Kastracja kotki to duży wydatek. Koty wolno żyjące zazwyczaj mają "specjalne" ceny, niższe, ale mimo to jest to kwota niebagatelna, zwłaszcza jeśli kotów jest sporo.
W Warszawie co roku odbywają się przetargi i w każdej gminie zostaje wyznaczona lecznica, która na mocy podpisanych umów zajmuje się kotami wolno żyjącymi. Tam za zabiegi płaci bezpośrednio urząd, ale najpierw trzeba się zgłosić do odpowiedniego wydziału Biura Ochrony Środowiska, żeby zdobyć skierowanie. Pomocy można szukać również w fundacjach, wiele z nich ma budżet przeznaczony na kastracje "dziczków" (finansuje je całkowicie bądź zapewnia zniżkowe talony).

Jak wybrać lecznicę? Wybieramy taką lecznicę, której personel ma doświadczenie w postępowaniu z dzikimi kotami. To trudni pacjenci, nie można bać się dać im zastrzyk, odpchlić, posprzątać klatkę. Po operacji kotki nie mogą od razu wrócić na podwórko. Co najmniej trzy dni powinny jeszcze przebywać pod nadzorem - w lecznicy lub w domu (np. w klatce wystawowej). Jeśli jest taka możliwość, kotkom można przedłużyć czas rekonwalescencji do tygodnia, a nawet dziesięciu dni, ale tylko jeśli normalnie jedzą. Wiele dzikich kotek stresuje się i odmawia jedzenia, w takim przypadku trzeba je wypuścić z powrotem na podwórko - natychmiast odzyskują apetyt. Kocury wypuszczamy następnego dnia po kastracji, kiedy już całkiem minie wpływ narkozy.
Wolno żyjące kastrowane koty muszą być oznakowane. Robi się to przez nacięcie ucha (pod narkozą, w czasie zabiegu kastracji). To bardzo ważne - w ten sposób wiadomo, które kotki już nie będą się rozmnażać, i nie trzeba ich łapać.

Jak złapać dzikie koty? Akcję kastracyjną zawsze należy przeprowadzać w porozumieniu z karmicielami. Jeśli karmiciele mają wątpliwości co do kastracji, boją się o koty - najpierw trzeba ich do tego przekonać. Najczęściej podwórkowe koty karmione są przez panie, głównie starsze. Namówienie ich do współpracy to połowa sukcesu.
A potem trzeba koty złapać... Łapanie "dziczków" wcale nie jest takie trudne, ale warto znać kilka trików i zaopatrzyć się w odpowiedni sprzęt.
1. Najłatwiejszy sposób łapania - jeśli koty podchodzą do karmicielki i pozwalają się głaskać, przy karmieniu trzeba po prostu kota "capnąć" za skórę na karku (tak jak kotka przenosi kociaki) i szybko włożyć do transportera (uwaga - otwarty transporter stawiamy na sztorc, otworem do góry i wkładamy kota, szybko zamykając drzwiczki - dzięki temu zmniejszamy szanse na ucieczkę).
2. Najczęstszy sposób to łapanie do klatki-łapki. Taką klatkę można wypożyczyć w fundacjach, w gminnych Biurach Ochrony Środowiska. Klatka-łapka jest tak skonstruowana, że automatycznie zamyka się, kiedy kot wejdzie do środka i nadepnie na zapadkę. A co zrobić, żeby kot chciał do niej wejść? Zwabić jedzeniem. Przynęta musi być bardzo aromatyczna (np. saszetki karmy, tuńczyk, szprotki), a kot powinien być głodny (i tu się przydaje współpraca z karmicielami - najczęstszy powód niepowodzenia w łapaniu to nakarmione wcześniej koty). Smakowite jedzenie nakładamy jak najbliżej zamkniętego końca klatki, żeby kot, chcąc zjeść, musiał stanąć na zapadce. Dodatkowo robimy ścieżkę z jedzenia w klatce i trochę na zewnątrz. Przynęty na tej ścieżce nie może być zbyt dużo, żeby kot nie najadł się po drodze. Złapanego kota najlepiej nie przekładać z klatki do transportera, bo wtedy najczęściej zdarzają się ucieczki.
3. Wyższa szkoła jazdy, czyli łapanie w podbierak. Podbierak musi być mocny, bo kot to duża i silna "ryba". Jeśli uda się zarzucić podbierak na kota, od razu należy przydeptać rączkę do ziemi - żeby zapobiec ucieczce. Na szarpiącego się kota zarzucamy ręcznik lub koc, aby się uspokoił, a następnie wkładamy zwierzaka do transportera. Do tej części akcji przydaje się kilka osób - jedna trzyma kota za kark (przez ręcznik i siatkę podbieraka), druga wyplątuje łapy i asekuruje włożenie kota do transportera. Tak naprawdę najtrudniejsze jest właśnie przekładanie "dziczka" do przenoski... Jeśli podbierak jest składany, można włożyć go do transportera razem z kotem i w ten sposób zawieźć zwierzę do lecznicy.
Uwaga! Łapiąc dzikie koty, zawsze trzeba mieć bardzo grube i mocne rękawice (a na wszelki wypadek - wodę utlenioną i plastry). Złapany dziki kot jest przerażony i za wszelką cenę próbuje się wydostać, uciec. Żeby uspokoić spanikowane zwierzę, nakrywamy transporter lub klatkę-łapkę dużym ręcznikiem.

A czy inne koty nie odrzucą kotki po operacji? Czy kocury nie zamęczą wykastrowanego kolegi? Z moich doświadczeń wynika, że to mity. Po kastracji kotki wracają na swoje podwórko bez problemów (czasem obrażają się na dzień lub dwa). Często byłam świadkiem wzruszających powitań przez współtowarzyszy z podwórka - ocieranie się, dotykanie noskami. Większość kotek po kastracji zyskuje silną pozycję w stadzie, stają się odważne i pewne siebie.
Wykastrowany kocur przez pewien czas jeszcze ma hormony we krwi, więc żaden inny kot nie zauważa, że czegoś mu ubyło. Wśród kilkuletnich kocurów, mimo kastracji, często utrzymuje się nawyk znaczenia (tyle że zapach jest dużo łagodniejszy). Jeśli boimy się zmiany statusu kocura, zacznijmy kastracje od najsilniejszych kocurów, od "przywódców", którym żaden młokos nie zagrozi niezależnie od tego, co mają (lub nie) pod ogonem.

Miłość do kotów nie powinna się ograniczać do jednego, MOJEGO kota. Jeśli kocham koty, chcę, żeby ich los był jak najlepszy. Koty podwórkowe są bardzo ważną częścią naszego świata, ale ich życie jest szalenie trudne. Dbanie o "dziczki" to nie tylko dokarmianie ich i obrona przed przeciwnikami kotów w piwnicach. Trzeba także zadbać o ich zdrowie i dobre życie.
Załóżmy, że na jednym podwórku żyje pięć kotek. Każda z nich dwa razy w roku rodzi kocięta. Załóżmy, że w każdym miocie są tylko cztery małe. Rocznie na tym jednym podwórku powinno być o 48 kotów więcej! A jak to jest w rzeczywistości? Przeżywają 2-3 koty... Czasem żaden.
Można zadać sobie pytanie: po co więc kastrować dziczki, skoro "selekcja naturalna" i tak ogranicza ich populację? Oto moja subiektywna odpowiedź - żeby nie było cierpienia i bolesnego umierania niechcianych kociąt. Żeby każdy kot miał dobre życie. Żeby nadszedł taki dzień, w którym każdym kotem, czy to w domu, czy na podwórku, będzie się opiekował odpowiedzialny człowiek. Taki dzień, w którym schroniska będą puste, a kocie życie cenne. Kiedy kotów nie będzie za dużo.

Jana Zamięcka

powrót


Duduś Wielki

Każdy, kto odwiedza mnie po raz pierwszy, widząc Dudusia wydaje okrzyk zdziwienia i, mam nadzieję, zachwytu. Wprawdzie na dźwięk dzwonka do drzwi Duduś na wszelki wypadek chowa się pod fotel, lecz ciekawość szybko bierze górę nad strachem (przepraszam, chciałam powiedzieć - ostrożnością) i pomalutku spod mebla wypełza coraz większy kawałek Dudusia. Kiedy już kot objawi się w całej okazałości, następuje ów pełen podziwu i zdumienia jęk.
Duduś to gigant. Podejrzewam, że jako mały kociak musiał usłyszeć o moim uwielbieniu dla urody bulterierów i tak pokierował swoim rozwojem, że wyrósł na jedynego w Polsce, a może i na świecie, kota rasy bulterier. Waży prawie dziesięć kilogramów, ma długi pysk i oczy w różowej oprawie, cokolwiek krzywe tylne nogi oraz, to już niezależnie od wymogów rasy, rozkosznego zeza.
Jego waga dotkliwie daje mi się we znaki nocą, ponieważ nie chce zrozumieć, że jest zbyt ciężki, aby spać w poprzek moich nóg. Kiedy próbuję go przesunąć na brzeg łóżka, gryzie mnie przez kołdrę w palce i z uporem maniaka wraca, żeby zaburzać mi krążenie. Ale za to jak grzeje!
Duduś jest ulubieńcem mężczyzn. Ochoczo prezentuje swoje psie zachowania, czym zjednuje ich sobie bez reszty. Kocha aportować zabawkę lub zwykłą kulkę z papieru i jest w tym sporcie niezmordowany. Na nic zdają się próby odwrócenia jego uwagi, bo przecież chciałoby się na przykład wypić z gościem kawę. Nic z tego. Duduś wymusza rzucanie, dopominając się o nie przeraźliwym miauczeniem.
Syjamska krew! Wprawdzie urodził się w przyblokowym ogródku i dzieciństwo spędził pod krzakiem, lecz są świadkowie, jakoby jego tatuś był kotem syjamskim, co potwierdza błękit oczu Dudusia oraz dźwięki, które z siebie wydobywa.
Wracając do zabawy w aportowanie, wykazuje w tej kwestii ogromną przedsiębiorczość. Oduczyłam się już zgniatać byle jak papier po maśle i wrzucać go do pojemnika ze śmieciami, gdyż natychmiast wydostawał z wiadra tę "piłkę" i dryblował w moją stronę, nie bacząc na fakt, że powleka resztkami tłuszczu całą podłogę. Teraz papierek starannie składam w kostkę i wsuwam do śmieci chyłkiem i bezszelestnie, aby nie zbudzić licha.
Duduś potrafi też bez trudu zwalić człowieka z nóg. Wystarczy, że znienacka postanowi się poprzymilać, a najchętniej robi to wtedy, gdy niosę kubek z herbatą. Dziewięć kilo z hakiem zderzające się niespodziewanie z moimi łydkami - i już jestem kobietą upadłą! Wielokrotne kolizje spowodowały, iż rozglądam się ze wzmożoną czujnością i wyruszam dopiero wtedy, gdy zlokalizuję miejsce pobytu Dudusia.
No i fikołki - proszę sobie wyobrazić, że umie robić fikołki! Mówię: "Dudusiu, zrób fikołka" w momencie, kiedy ociera się o moje stopy, i fajt!, fikołek wykonany. Ostatnio, z powodu nadmiernego przyrostu masy ciała (ze szczególnym uwzględnieniem okolic brzucha) nie wszystkie fikołki się udają. Ale wola i gotowość jest zawsze.
Dla młodocianych adeptów szkółki przedadopcyjnej, która co pewien czas otwiera podwoje w naszym domu, Duduś jest dobrym wujkiem. Jego Lordowska Wielkogabarytowość bawi się z kociętami w miarę delikatnie i z rzadka tylko słychać rozpaczliwe piski przyduszonych zbyt mocno maluchów. Inne koty oprotestowują tymczasowych lokatorów każdy na swój sposób, a dobroduszny wielkolud Dudi z entuzjazmem pucuje małe łepetyny i chętnie wypożycza ulubione piłeczki.
Łapy wykorzystuje bardzo zręcznie nie tylko do popychania piłki. Z miski z suchą karmą wygarnia na podłogę niewielką ilość ziarenek, po czym zbiera po jednym na ząb, rozgryza, połówkę zjada, a drugą wypluwa. Po jego posiłku całe otoczenie naczynia usłane jest przegryzionymi granulkami. Być może, starodawnym zwyczajem, zostawia dary dla dobrych duchów tego domostwa.
Oprócz wszystkich wyżej opisanych niezaprzeczalnych zalet, ten wspaniały kocur ma też jedną wadę. Ponieważ w młodości bardzo chorował (trzy razy w przeciągu dwóch tygodni, dzięki wielkiej ofiarności i umiejętnościom naszej pani doktor, został uratowany od śmierci), nabrał urazu do wizyt w lecznicy. Jazda w kontenerku kojarzy mu się jednoznacznie. Po dotarciu na miejsce i otwarciu budki oczom moim i lekarza ukazuje się zawsze coś na kształt nieco opasłej Wenus wynurzającej się z morskiej piany, wyprodukowanej przez ślinianki na skutek stresu. Błękitne oczy Dudusia patrzą na nas z wyrzutem, a rozdzierające miauki nie pozostawiają cienia wątpliwości, że został tu przytaszczony niesłusznie.
Odpukuję, Dudusiowe zdrowie, umieszczone w tym bezpiecznie dużym ciele, ma się ostatnio dobrze, więc do lecznicy jeździmy bardzo rzadko. I całe szczęście, gdyż obawiam się, że aby podnieść kontenerek szczelnie wypełniony Dudusiem, musiałabym teraz skorzystać z pomocy dźwigu. Na wszelki wypadek poproszę kogoś o sprawdzenie w internecie, gdzie ponoć można kupić wszystko, po ile "chodzą" te urządzenia.
A na razie, Dudusiu, bardzo cię proszę, bądź zdrów!

Maryla Weiss

powrót


Fundacja "Zmieńmy Świat"

Fundacja "Zmieńmy Świat" powstała na terenie Tarnowa w połowie 2002 roku. Jej celem jest działanie na rzecz humanitarnego traktowania zwierząt, szerzenie wiedzy o potrzebie zmiany naszego stosunku do świata natury (tzw. "głęboka ekologia") oraz propagowanie wegetarianizmu, jako optymalnie zdrowej i pełnowartościowej diety.
Najważniejsze zadanie, jakie postawiła sobie Fundacja, to szeroko rozumiana pomoc bezdomnym zwierzętom, głównie kotom miejskim, zarówno wolno żyjącym, jak i niegdyś domowym, a dziś porzuconym lub zagubionym. Fundacja zajmuje się regularnym dokarmianiem (w 2006 roku wydano karmicielom prawie 740 kg suchej karmy dla kotów i kilkaset puszek), zapewnieniem bezpiecznych miejsc schronienia (tylko w ostatnim roku ufundowano ok. 30 kocich domków, wykonanych z kartonu i styropianu), a przede wszystkim stara się ograniczyć liczbę kotów niechcianych poprzez prowadzony, we współpracy z miejscowymi lecznicami, program sterylizacji. Koty po zabiegach przebywają w prywatnych domach wolontariuszy, którzy dla wielu z nich znajdują nowych, troskliwych opiekunów. Dużo wagi przywiązuje się także do działań edukacyjnych, prowadzonych podczas zajęć w szkołach, akcji ulotkowych i kampanii w lokalnych środkach masowego przekazu. Fundacja objęła swoją opieką również psy z tarnowskiego azylu.
"Zmieńmy Świat" jest organizacją charytatywną, żadna z osób pracujących w niej nie pobiera wynagrodzenia za swoją pracę. Fundacja nie ma własnego biura, nie prowadzi schroniska, posiada natomiast status Organizacji Pożytku Publicznego, uprawniający do otrzymywania 1% podatku dochodowego od osób fizycznych. Więcej informacji znajduje się na stronie internetowej
www.fundacjazmienmyswiat.tarnow.pl

Fundacja "Zmieńmy Świat" Bank Ochrony Środowiska O/Tarnów 60 1540 1203 2001 4288 0006 0001

Magdalena Mrozowska

powrót


RASOWY = RODOWODOWY
Pomagamy zrozumieć...

"Jeśli zależy ci na kocie o określonym wyglądzie i charakterze, kup kota rasowego z rodowodem. Jeśli nie ma to dla ciebie znaczenia przygarnij kociaka ze schroniska".
To pierwsze zdanie, które przeczytasz wchodząc na "kocią część" strony poświęconej akcji Rasowy=Rodowodowy (http://rodowod.republika.pl). W zasadzie, w tym jednym zdaniu, zawarty jest cały sens i cel tejże akcji, ukierunkowanej na edukację opiekunów kotów, zwłaszcza tych, którzy zaczynają przygodę z tymi niezwykłymi zwierzętami.

Początki...
"Moja przygoda z rasowymi kotami zaczęła się dość typowo - marzenie o własnym kocie, o określonym wyglądzie i charakterze, zetknięcie się z cenami, pierwszy szok i znajoma, która takiego kota ma, a zapłaciła za niego o wiele mniej. Więc czemu nie? Na szczęście moje zainteresowanie tymi zwierzętami popchnęło mnie we właściwym kierunku - zaczęłam jeździć na wystawy, poznawać ludzi, koty i zagłębiać się w temat "rasowości kota". Bardzo szybko okazało się ze "brytyjczyk" znajomej z rasowym kotem nie miał wiele wspólnego, a ta dała się oszukać i zapłaciła kilkaset złotych za pięknego, ale jednak kota domowego. Mnie samej długo nie było stać na rasowego kota, ale wiedziałam, że z czasem odłożę potrzebną kwotę. W międzyczasie przygarnęłam ze schroniska domową, półdługowłosą koteczkę, która prawdopodobnie też była wynikiem czyichś "zabaw hodowlanych", a jej ostatnie problemy zdrowotne pozwoliły sądzić, że była rozmnażana.
Z biegiem czasu zauważyłam, że ludzie nie bardzo wiedzą, czym jest rodowód dla kota, że w tym wszystkim nie chodzi o pieniądze, ale o dobro kotów i rasy. Chociaż obawiałam się, że sama niewiele zdziałam, doszłam do wniosku, iż warto coś w tej sprawie zrobić. Dzisiaj wiem, że nawet jedna osoba, mając do dyspozycji tak ogromne medium jakim jest internet, może bardzo wiele. Nie wiem, ile osób zrezygnowało z zamiaru kupna "rasowego" kota po przeczytaniu strony Rasowy = Rodowodwy, ale ogromne poparcie tej akcji przez kluby kotów rasowych, hodowców i miłośników kotów pokazuje, że warto było ją stworzyć. Maile, które przychodzą do mnie, pokazują że problem istnieje i jest poważny. Dlatego tak istotne jest, żeby mówić o tej akcji głośno i dużo. Strona Rasowy = Rodowodowy jest kierowana do miłośników kotów oraz psów. Dzięki współpracy z psim serwisem o tej tematyce (Ewa Salamon i Katarzyna Nicoń) oraz hodowcami kotów (Dorota Wądzyńska i Monika Wyrwas-Wiśniewska) strona ta miała szanse powstać i rozwijać się. Oczywiście nadal jest wiele kwestii, które warto tam poruszyć, więc jeśli ktoś ma ochotę na podzielenie się swoją wiedzą i doświadczeniem proszę o kontakt mailowy (adres na stronie)" - Dominika D. ktosia

Skąd kota?
Jak przypuszczam, każdy z nas świadomie decydując się na kota, rozważał różne możliwości jego pozyskania. Załóżmy więc, że stoimy na rozstaju dróg. Jesteśmy zdecydowani na kota. Możemy zapewnić mu odpowiednie warunki, wygodę i bezpieczeństwo. Dysponujemy też podstawową wiedzą o kotach. Jakie mamy możliwości wyboru...?
Pierwsza opcja to kot dachowiec. Niezwykłe zwierzę, które potrafi opiekuna owinąć sobie wokół łapki. Należy zdawać sobie sprawę, że kot domowy ze swoją dziką, często nieprzewidywalną naturą, żywiołowością i niezależnością będzie dużym wyzwaniem w mieszkaniu. Jesteśmy jednak w stanie stawić czoła tej przygodzie, idziemy więc do schroniska, ewentualnie odpowiadamy na ogłoszenie w prasie lub internecie. W jednej chwili zyskujemy nieprzeciętnego przyjaciela i drugie, całkiem inne życie w "całkiem kocim świecie".
Inna droga wiedzie do hodowli kotów rasowych. Najczęściej dana rasa wybierana jest ze względów estetycznych. Dopiero później przychodzi chwila refleksji, gdy od hodowcy dowiadujemy się o cechach charakteru typowych dla danej rasy. Wybierając kota domowego, nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jakim będzie towarzyszem. Dla jednych będzie to wadą, dla innych ogromną zaletą. Wszystko zależy od tego, czego oczekujemy od czworonożnego przyjaciela. Dla wielu osób możliwość określenia ogólnych cech charakteru przyszłego lokatora jest sprawą ważną, dlatego decydują się na kota, który należąc do konkretnej rasy, ma pewien zespół powtarzalnych cech, na podstawie których możemy mówić o kotach spokojnych, zrównoważonych, odważnych, przyjacielskich, mało absorbujących itp.
Po wybraniu hodowli kotów rasowych, zachęcam do uważnego przyjrzenia się ludziom, od których będziemy kupować kota i warunkom, w jakich żyją koty. Prześledzenia historii hodowli. Zasięgnięcia opinii innych hodowców na forach internetowych. Hodowca też może chcieć skontrolować przyszłego opiekuna pod kątem jego predyspozycji i warunków, jakie zapewni kotu. Te wzajemne środki ostrożności wyjdą na dobre zarówno ludziom, jak i kotu.

Gdzie kotów nie szukać...
Jest jeszcze trzecia możliwość, jednak droga ta prowadzi do kociego piekła, gdzie kot jest przede wszystkim źródłem dochodu, rzeczą, która ma przynosić zysk.
Pseudohodowcom zależy przede wszystkim na szybkim zysku, zatem nie interesuje ich, w jakie ręce trafi kocię. Koty sprzedawane są na giełdach samochodowych, na straganach bądź też, o zgrozo, na aukcjach internetowych. Budzi to we mnie wewnętrzny sprzeciw, ponieważ kocięta trafiają do kolejnych pseudohodowli i jest to błędne koło, z którego nie ma wyjścia. Czy można temu zaradzić? Myślę, że tak. Wystarczy uświadomić ludziom, jakie skutki może nieść zakup zwierzęcia z pseudohodowli. Piętnowanie "rozmanażaczy" poprzez pokazywanie zdjęć wycieńczonych zwierząt, warunków, w jakich są nierzadko trzymane, a także uświadamianie ryzyka chorób, jakimi obciążone mogą być zwierzęta zakupione w pseudohodowlach" - mówi hodowca, Bożena Graczyk.
Rozmnażane są koty przypominające modne rasy, w chodliwych kolorach. Ceny są różne od 300 do 800 zł. W tym miejscu Czytelnik się zgodzi, że to trochę duża kwota za kota domowego, nawet gdy dobrze imituje rasę, pod nazwą której jest sprzedawany. BĄDZICIE CZUJNI, NIE DAJCIE SIĘ OSZUKAĆ!!! Kociak bez rodowodu po rodowodowych rodzicach NIE JEST KOTEM RASOWYM. Gdy ktoś chce sprzedać kota rasowego, żądajcie potwierdzenia jego rasowości, takim potwierdzenie jest rodowód.

Jak nie dać się oszukać...
Szukając kota rasowego, wertujemy ogłoszenia prasowe, spędzamy wiele godzin na surfowaniu po internecie. Zadajemy hodowcom pytania, wiemy mniej więcej, jaki jest koszt wymarzonego kociaka. Trafiamy też na ogłoszenia, w których kociak tej samej rasy jest 2-3 razy tańszy. Myślimy "świetna okazja" i taka myśl jest całkiem naturalna. Tylko czy to na pewno świetna okazja? Ogłoszenie o treści "sprzedam rasowego kota bez rodowodu" (gdzie "rasowy kot bez rodowodu" jest takim samym oksymoronem jak "gorący lód"), powinno zwiększyć naszą czujność. Dlaczego ten "rasowy" kot nie ma rodowodu - dokumentu potwierdzającego jego rasowość?

Co stało się z rodowodem ? (według hodowcy)
Przyczyn dlaczego "rasowy kot" nie ma rodowodu może być kilka, ich znajomość pozwoli obronić się przed oszustami. Poniżej hodowca, Dorota Szadurska demaskuje naciągaczy.
1. Kociak nie posiada rodowodu, ponieważ pochodzi z niezarejestrowanej hodowli. Oznacza to, że nikt oprócz pseudohodowcy, nie ma kontroli nad tą hodowlą. Rodzice kociaków, jak i ich potomstwo, nie zostali sprawdzeni pod kątem prawidłowej budowy i wad. Rozmnażane koty faktycznie mogą mieć rodowody, ale z zastrzeżeniem, że kot nie jest przeznaczony do hodowli. Takiego kota nie można zarejestrować w żadnym związku jako kota hodowlanego. Jeśli nabywca złamie warunki umowy i rozmnoży takiego kota, nie będzie miał rodowodów, ponieważ nie ma ich gdzie wyrobić.
2. Kot nie miał w rodowodzie żadnego zastrzeżenia, ale przy jego późniejszych oględzinach doszukano się wad anatomicznych które uniemożliwiają jego rozmnażanie. Kot nie otrzymuje licencji hodowlanej. Pokątne rozmnażanie takiego kota zwiększa ryzyko utrwalenia się wady bądź wystąpienia trudnych do przewidzenia powikłań.
3. Kot po prostu nie jest rasowy.

Co stało się z rodowodem? (według pseudohodowcy)
Osoby oferujące koty rasowe bez rodowodu mają przygotowane kilka wersji odpowiedzi, tłumaczących, dlaczego kociak nie posiada tego dokumentu. Karmią nimi swoje potencjalne ofiary, niestety często osiągając zamierzony cel. Wszystkiemu jest winna niewiedza. Poniżej przytaczam za stroną R = R mity i fakty, które serwują pseudohodowcy osobom poszukującym kota:
Mit: rodzicom lub kociakom przysługiwały rodowody, ale nie zostały odebrane, bo za rodowód trzeba dużo zapłacić.
Fakt: wyrobienie rodowodu kosztuje od 20 do 40 zł.
Mit: rodzice są rodowodowi, ale nie wystawiani, bo "hodowcy" nie stać na wystawy albo nie chciał stresować kotów.
Fakt: takim kociakom również przysługuje rodowód, jeśli zachowane zostaną przepisy hodowlane. Nie wszystkie związki wymagają wystawiania kotów, aby mogły być one rozmnażane. Jeżeli nie stać kogoś na wystawy, zapewne nie stać go też na badania i właściwe prowadzenie kotki i kociąt.
Mit: z rodowodowym kotem trzeba koniecznie jeździć na wystawy.
Fakt: rodowodowego kociaka wcale nie trzeba wystawiać, to tylko decyzja właściciela, czy chce pupila pokazać na wystawach, czy nie. Jest to konieczne jedynie wtedy, gdy planuje się rozmnażanie kotów rasowych, czyli założenie hodowli.
Mit: tylko określona liczba kociąt z miotu otrzymuje rodowody, a ten jest "nadprogramowy".
Fakt: rodowody przysługują wszystkim kociętom z miotu, nawet tym z wadami - jest wtedy uwzględnione w rodowodzie, że kociak nie jest hodowlany.
Mit: sprzedając koty bez rodowodu, działa się dla dobra rasy, bo wysokie ceny u hodowców hamują jej rozwój.
Fakt: jest dokładnie odwrotnie. Hodowcy działają dla dobra rasy, wybierając do rozrodu najpiękniejsze, najzdrowsze i najbliższe wzorca osobniki, a ich celem jest uzyskanie zdrowych i pięknych kociąt.
A to już dosłowny cytat z internetu: "Kotka jest po matce, której rodzice mają tytuł Europejskich Championów. I matka, i ojciec są rodowodowi. Same kocięta nie mają rodowodów, ponieważ nie jestem hodowcą i jest to jedyny miot naszej kotki, więcej nie będzie". Portale ogłoszeniowe aż roją się od tego typu idiotyzmów, autorstwa zarówno pseudohodowców, jak i nabywców, którzy też szukają rasowego kota bez rodowodu. Nad tymi ostatnimi można tylko ubolewać, iż są gotowi zapłacić oszustowi kilkaset złotych za "dachowca".
Jak przy wszystkich poważniejszych zakupach, by nie dać nabić się w butelkę, trzeba zdobyć chociaż podstawową wiedzą o przedmiocie transakcji lub skorzystać z rady doświadczonej osoby. Tak robimy, kupując sprzęt grający, komputery itp., tak samo merytorycznie trzeba przygotować się do zakupu zwierzaka. Po pierwsze - by zapewnić mu odpowiednie warunki w domu, bezpieczeństwo i dietę, po drugie - by zrozumieć swoje obowiązki wobec zwierzęcia i pewne niedogodności, które wynikną z obecności nowego lokatora.
W przypadku zwierząt rasowych należy także poznać przepisy jakim podlegają hodowcy zrzeszeni w danej organizacji. Jeżeli nie poświęcimy kilku chwil na zgłębienie zasad obowiązujących w świecie zwierząt rasowych, łatwo możemy zostać posiadaczem kosztownego kota domowego. Oczywiście niezależnie od tego, czy jest to kot rasowy, czy nie, należy go kochać i darzyć odpowiednim szacunkiem jak każdą żywą istotę. Jednak nabywanie kotów "rasowych" bez rodowodu ma daleko idące konsekwencje i właśnie z tego powodu należy przeciwstawiać się procederowi zarobkowego rozmnażania kotów w pseudohodowlach.

Konsekwencje zakupów w pseudohodowli
Kupujący kota z pseudohodowli nieświadomie przyczynia się do cierpienia matki kociaka, która ledwo skończy karmić jeden miot, ponownie jest kryta. A samo kocię? Zwykle odbierane matce zbyt wcześnie, nie zdążyło posiąść matczynej wiedzy, nie zaznało kociej i ludzkiej miłości. To wszystko znajdzie odbicie w kociej psychice, w kondycji i zdrowiu malucha. Smutnych historii o kociakach z pseudohodowli jest wiele, co jakiś czas pojawiają się pełne rozpaczy wypowiedzi opiekunów. Opisy ich walki z chorobą, poniesionej klęski i rozpaczy po stracie zwierzaka.
"Siedem lat temu zapragnęłam mieć kota, znalazłam ogłoszenie w gazecie i pojechałam. Po krótkiej podróży przywiozłam kremową persopodobną kuleczkę za jedyne 400 złotych w wieku 5,5 tygodnia. Maluszek ledwo potrafił samodzielnie brykać. Jego rodzice byli na miejscu w domu, a mama miała miot za miotem. Wtedy po prostu chciałam mieć kota. Po roku kuleczka nas opuściła i nie był to dla nas łatwy czas".
Tak wspomina początek swojej przygody z kotami Monika Zielińska. Takich początków niestety było wiele. Dzięki internetowi, wychodzą one z ukrycia na światło dzienne. Bulwersują i mobilizują do podejmowania działań, które mają popularyzować wiedzę o zwierzętach rasowych, plenić stereotypy o snobizmie i ogromnych zyskach hodowców. Kolejny wybór Moniki dotyczył już kota z rodowodem.
"Znalazłam ogłoszenie o kocie rasowym - zadzwoniłam i nie mieściło mi się w głowie, że za kota mam zapłacić 1500 zł. Hodowca zaprosił mnie jednak na pokaz kotów rasowych do Poznania i tu zaczęła się moja historia z kotami z rodowodem". Dzisiaj Monika, będąc doświadczonym hodowcą, sama udziela rad przyszłym właścicielom. Tłumaczy, co daje rodowód, wyjaśnia i pomaga podjąć dobrą decyzję.
"Każdy kot, który jest przedstawicielem swojej rasy, ma rodowód. Brak tego dokumentu oznacza, że dany osobnik jest tylko podobny do przedstawiciela rasy i nic o nim nie wiemy. Nie wiemy, czy wyrośnie z niego osobnik o cechach, które nas urzekły w danej rasie. Nie wiemy, czy jego rodzice nie mieli wad genetycznych, czy nasz ukochany maluch nie będzie chory, czy miał odpowiednią socjalizację, szczepienia, czy był karmiony renomowanymi karmami. Pseudohodowle kotów skupiają się tylko na zarobku. Często ich zwierzęta mają miot za miotem, co doprowadza do wyniszczenia organizmu kotek. Jeśli kogoś nie stać na opłacenie, w klubie zrzeszającym hodowców, wpisowego (20 zł), rocznej składki członkowskiej (80 zł), rejestracji kota (10zł), wystaw, na których kot zdobywa licencję hodowlaną i sprawdzana jest jego zgodność ze standardem oraz wykluczane są wady (120-150zł), to jak ma go być stać na to, aby zapewnić przyszłej mamie i jej kociętom: opiekę weterynaryjną, szczepienia, odpowiednie odżywianie renomowanymi karmami, mięsem itp.?
Otrzymuję mnóstwo maili, odbieram telefony i tłumaczę przyszłym opiekunom, którzy szukają kota bez rodowodu, że rodowód kosztuje 35 zł i otrzymuje go każdy kociak rasowy. Jedni słuchają uważnie i zmieniają tok myślenia, inni kupują trochę taniej kota bez rodowodu, a potem borykają się z wydatkami na weterynarza, a czasami przedwcześnie muszą się ze swoim pupilem pożegnać". Pewnie teraz Czytelnikowi nasuwa się myśl, "ha! pseudohodowle to konkurencja dla zarejestrowanych hodowców, stąd całe zamieszanie...". Nic bardziej mylnego. Szanująca się hodowla nigdy nie będzie traktować pseudohodowli jako konkurencji. Czyż z kociakami z zarejestrowanej hodowli: dobrze odżywionymi, czystymi, zaszczepionymi i odrobaczonymi mogą konkurować kociaki pseudohodowców? Kociaki, które nie wiedzą, jak wygląda gabinet weterynarza i nigdy nie były szczepione. Kociaki żywione zwykle tanią, niskiej jakości karmą. Kociaki, których rodzice mogą być nosicielami niebezpiecznych, śmiertelnych chorób. Kociaki, które mogą dziedziczyć po swoich rodzicach wady genetyczne. Kociaki... tych zaniedbań, których dopuszczają się celowo (minimalizując koszt utrzymania) lub z niewiedzy pseud-hodowcy jest bardzo dużo. Marketing pseudohodowli jest doskonale rozwinięty, bazuje na niewiedzy potencjalnego klienta...Tak pisze o tym Bożena Graczyk
"Pseudo-hodowcy często posługują się kłamstwem, wmawiając swoim potencjalnym klientom, że koty, które im oferują, są kotami rasowymi, lecz bez rodowodu. I tutaj zaczyna działać ułańska fantazja pseudohodowców. Przyszli klienci usłyszą o kosmicznych cenach rodowodu, o okrutnych wystawach i męczarniach kota podczas tych wystaw. Większość ludzi niestety wierzy w te opowieści i kupuje kotka, święcie wierząc w "arystokratyczne" pochodzenie swojego pupila. Prawda jednak wygląda inaczej, ale o tym właściciele dowiadują się później. Wtedy rozumieją, że zostali zwyczajnie oszukani".
Popieranie akcji Rasowy = Rodowodowy przez hodowców, jest niczym innym jak manifestem przeciwko okrucieństwu, z jakim my hodowcy stykamy się, słuchając opowieści ludzi, którzy mieli do czynienia z pseudohodowcami.
Opiekunowie kotów kupionych w pseudohodowlach, najczęściej właśnie do hodowców kierują prośby o pomoc. Przecież nie mogą zwrócić się do pani z targowiska albo tajemniczego pana z ogłoszenia, którzy wzięli swoje 300 zł i więcej nie interesowali się kociakiem ani nowymi opiekunami. Czasem udaje się pomóc, jeszcze przed zakupem kota. Wytłumaczyć i przekonać do kota z rodowodem. Używane argumenty są różne. Wszystko jednak sprowadza się do informacji o prawach i zasadach panujących w "kocim świcie". Poprosiłam hodowcę Karolinę Seidelt o napisanie kilku słów o tym, jak ona sobie radzi z osobami poszukującymi kociaków bez rodowodów.
"Wiele razy podczas rozmów na temat moich kociąt spotykałam się z opinią, że państwo szukali kociaka bez rodowodu, bo na pewno taniej. Rodowód kojarzył się im z obowiązkiem wystawiania kociaka, hodowlami i tym wszystkim, co nie do końca potrzebne jest komuś, kto szuka po prostu przyjaciela na długi czas. Dodatkowo przytaczali oni zasłyszane gdzieś plotki, że kociak któryś z miotu nie ma prawa do rodowodu, i o takiego właśnie pytają. Wyprowadzanie ich z błędu trochę czasu zajmuje, ale cieszy mnie coraz większa świadomość ludzi w Polsce i dlatego warto wciąż mówić, jak to jest z tymi rodowodami i po co one właściwie są".

Rodowód - nie taki diabeł straszny...
Czym jest tak na prawdę tajemniczy rodowód, który uchodzi wśród "ludożerki" za coś niesłychanie kosztownego?
"Rodowód to informacja o przodkach naszego kota. Możemy z niego dowiedzieć się, kto był tatą, kto mamą, jakie kolory mieli rodzice i dziadkowie. To potwierdzenie, że nasz kot to kot właśnie tej rasy, a przecież kupując kociaka zależy nam na określonym charakterze przypisywanym danej rasie, i określonym wyglądzie. To właśnie gwarantuje rodowód. Każdy kociak wychodzący z hodowli musi mieć rodowód - nie ksero, nie metryczkę czy inne dokumenty, ale właśnie rodowód. I ostatnia - najważniejsza według mnie rzecz - kupując kota z rodowodem, masz pewność, że hodowla spełniła zasady, które są ustanowione w różnych organizacjach międzynarodowych (zależnie od tego, do jakiego związku hodowla należy). Mogę przytoczyć zasady, które obowiązują mnie jako hodowcę należącego do klubu Felis Posnania - kotka może rodzić maksymalnie 3 razy w ciągu dwóch lat; zarówno kocur, jak i kotka muszą posiadać tzw. licencję hodowlaną, kocięta przed wydaniem rodowodu przechodzą przegląd hodowlany (czyli sprawdzane są pod kątem wad genetycznych, które można stwierdzić oglądając kocię, np. załomek ogona, krzywy zgryz itd.). To elementarne zasady, których spełnienie zapewnia moim kociętom rodowody, a ich przyszłym właścicielom daje gwarancję, że dołożyłam wszelkich starań, aby dostali takiego kota, jakiego szukali - mówi Karolina Seidelt

"Rodowód to dla mnie jakby "certyfikat jakości". Być może mówienie o cechach jakościowych w przypadku żywych zwierząt nie jest zbyt zręcznym porównaniem, jednakże myślę, że dobrze odzwierciedla jego istotę. Kupując kota z rodowodem, nie płacimy tylko za "papier", ale za wszystkie te czynności, których wcześniej dokonał hodowca - staranny dobór partnerów, testy krwi, szczepienia i wiele innych - po to, aby powołać na świat piękne i zdrowe kocięta. To opieka nad nimi i aktywny udział w wychowaniu maluszków. To również doradztwo w późniejszej opiece nad kotkiem, ponieważ rzetelny hodowca zawsze będzie interesował się losem swojego "wychowanka" i w razie potrzeby - chętnie służył pomocą". - mówi hodowca Anna Tatarska-Borejko.
"Rodowód dla kota jest jak gwarancja dla produktu. Kupując kota z rodowodem nie kupujemy przysłowiowego "kota w worku" tylko pełnowartościowy produkt bez względu, czy jest to kot przeznaczony do hodowli czy "na kolanka". Rodowód gwarantuje, że otrzymamy kota rasy, o której czytaliśmy w książkach i czasopismach. Gdy pseudohodowca proponuje nam kota za niższą cenę, to często nie zastanawiamy się dlaczego. Co ciekawe, w podobnej sytuacji, gdy przedmiotem transakcji jest np. auto, od razu stajemy się podejrzliwi. Takich obaw nie mamy, kupując zwierzaka za wyjątkowo niską kwotę. A powinniśmy!. Pseudohodowle nie prowadzą dokumentacji porodów. Kotka może rodzić 4 razy w roku, matka i kocięta są słabe, często chore. Pseudohodowcy nie zważając na genetykę, krzyżują koty w bardzo bliskim pokrewieństwie. Matka z synem, ojciec z córką, dla tych ludzi nie ma to znaczenia. Jeśli rozłożymy sobie wartość kupionego kota z rodowodem na ilość rat w przeliczeniu na lata, przez które to nasz przyjaciel będzie nam umilał życie, to chyba lepiej mieć tę gwarancję". - mówi hodowca Ewa Styczeń.
Tak o rodowodzie mówi hodowca Agnieszka Gudaczewska: "Niektórym posiadanie kota z rodowodem kojarzy się ze snobizmem, innym zakup takiego kota może wydawać się niepotrzebnym wydatkiem. Po co przepłacać, jak można zwierzaka kupić taniej na serwisie aukcyjnym albo "po rodowodowych rodzicach"? Jednak kot rodowodowy ma większą "wartość dodaną" niż tylko dokument, który dostaje jego właściciel przy kupnie zwierzaka. Kupując kociaka z rodowodem, ma się pewność, że jego rodzice są tej samej rasy, i że zostali oni dobrani zarówno pod względem wyglądu, predyspozycji jak i charakteru oraz zdrowia".

Dlaczego koty rasowe są drogie?
"Kociaki z hodowli kosztują, to fakt - ale oprócz "popularności" konkretnej rasy wchodzi w to bardzo wiele czynników: praca hodowców (nie tylko aktualnego, ale tych którzy hodowali poprzednie pokolenia, co odzwierciedla się w koszcie zakupu kociaka do hodowli), odpowiedni dobór rodziców, koszt krycia, testów przed kryciem, również testów genetycznych sprawdzających, czy kot nie niesie określonych chorób, opieki weterynaryjnej, właściwego karmienia zarówno kotki, jak i kociaków, szczepień, odpowiednia socjalizacja zwierząt, koszty wystaw. Osoby sprzedające kociaki bez rodowodów nie ponoszą większości z tych kosztów. Rozmnażają koty często bardzo słabe w typie, niejednokrotnie sprzedane im przez hodowców "do kochania", a nie do hodowli. Nie robią swoim kotom badań na choroby wirusowe, a już na pewno nie dbają o kwestie genetyki. Kociaki są sprzedawane zbyt młode i nie w pełni zabezpieczone przeciwko chorobom i pasożytom (wg przepisów FIFe kociaki powinny opuścić hodowlę NIE WCZEŚNIEJ niż po ukończeniu 12. tygodni życia, kilkakrotnie odrobaczone i dwukrotnie zaszczepione przeciw chorobom wirusowym)". - mówi Agnieszka Gudaczewska.

Rasowy = Rodowodowy
Wszystkim kociarzom pragnę uzmysłowić zasadniczy sens akcji Rasowy = Rodowodowy. Chociaż jest to akcja wymyślona i popularyzowana przez hodowców, służy również kotom domowym. Każdy miłośnik kotów, każdy hodowca kotów rasowych powinien przynajmniej raz w życiu odwiedzić schronisko bezdomnych zwierząt. Widok kotów zamkniętych w klatkach, smutnych i często chorych, w których oczach widać tęsknotę za wolnością, jest poruszający. Szukając towarzysza życia, wybierajmy spośród dwóch możliwości.
Przygarnijmy kota, który faktycznie potrzebuje domu. Zabierzmy go ze schroniska lub tymczasowego lokum u dobrych ludzi. Jeżeli chcemy kota o określonych cechach i wyglądzie, kupmy kota rasowego z rodowodem. Nie napędzajmy naszym działaniem pseudohodowlanego biznesu, który promuje nieetyczne podejście do kotów, ich wyzysk i oszukiwanie nabywców. Jeżeli koniecznie chcecie wydać 300-800 zł na kota bez rodowodu, kupcie za te pieniądze jedzenie, zanieście do schroniska i dajcie dom kotu, który go bardzo potrzebuje.
Co jakiś czas Polskę obiegają dramatyczne historie związane właśnie z pseudohodowlami. Tragedie, które dotykają same koty jak również ich nowe rodziny. Zapłakane dzieci, które straciły ukochanego zwierzaka. Zdesperowani rodzice, którzy sami cierpią i patrzą na cierpienie swoich pociech. Setki złotych wydane na leczenie, dobrze jeżeli skuteczne..., nie zawsze jednak da się kociaka uratować. Jeżeli zostałaś/eś w ten sposób skrzywdzony, podziel się swoją historią z innymi. Niech będzie to przestroga, szkoła dla tych, którzy szukają czworonożnego przyjaciela. Na stronie Rasowy = Rodowodowy jest miejsce na Twoją historię.

Na zakończenie
"Popieranie akcji Rasowy = Rodowodowy ma na celu rozwój i promocję wspaniałych kocich ras bez uszczerbku dla dobra zwierząt.
Większości dobrych hodowli zależy nie tylko na pięknym wyglądzie czy miłym charakterze hodowanych kociaków, ale także na ich dobrym zdrowiu oraz wspaniałej przyszłości w nowych domach wśród kochających ludzi. Rodowody jako jedyne potwierdzenie rasowości kota to także zapewnienie uczciwości hodowcy zarówno wobec swojego hobby, przynależności do klubu hodowców, jak i nowych miłośników kotów - jakimi są nabywcy.
"Akcja Rasowy = Rodowodowy zatacza coraz szersze kręgi, zapewniając fachową wiedzę o rodowodach zwłaszcza ludziom, którzy nie mieli do tej pory do czynienia z rasowymi zwierzętami. Powodzenie akcji to także ograniczenie czarnego rynku, jakim jest handel pseudorasowymi kotami mający na celu jedynie zaspokojenie roszczeń finansowych ludzi nieuczciwych i żerujących na niewiedzy innych.
Bardzo się cieszę, że tak wielu hodowców popiera akcję, a ta swym zasięgiem dociera do szeregu osób. Przyczynił się do tego głównie internet, a także promocja akcji na kocich wystawach oraz w pismach branżowych". - mówi Agnieszka Kamińska-Zielińska Oczywiście decyzja, jaką Państwo podejmiecie, należy do was, ale dobrze pamiętać o tym, że jej konsekwencje będą dla Was wiążące przez następne 15 lat. Koty bez rodowodu kuszą niższą ceną w stosunku do tych z hodowli, a pieniądz potrafi być bardzo twardym negocjatorem, ale właśnie z powodu pieniędzy osobiście nie zdecydowałabym się na kupno kota, o którym będę musiała mówić, że "na pewno jest rasowy". Jeśli rozłożymy różnicę w cenie na te 15 lat, to okaże się, że więcej dopłacamy do sprzętów, które zawsze przecież można wymienić, a z kotem to już niekoniecznie jest takie proste". Mówi Dorota Szadurska

Dziękuję wszystkim osobom, które odpowiedziały na mój apel i przyczyniły się do powstania tego artykułu. Mam nadzieję, że jego lektura pomoże wielu osobom w podjęciu dobrej decyzji, a hodowców zachęci do popularyzacji akcji Rasowy = Rodowodowy. Naszym obowiązkiem jest uświadamiać czym jest rodowód i na czym polega hodowla zwierząt rasowych.

Aleksandra Kwaśniak

powrót