Numer 9(25) Wrzesień 2007
Zdrowie
12. Syndrom urologiczny kotów
Rasy
20. NFO - klejnot Skandynawii
20. Trzydzieści lat minęło
23. Historia kotów norweskich leśnych w Polsce
25. Norweski leśny w liczbach
26. Parada Zwycięzców NFO
27. Badanie słuchu u norweskich leśnych
28. Wędrujący puchar
28. Norwegów czar
29. Historia Śnieżnego Bamboszka
30. Dyskusje hodowców NFO nad standardem
32. Standard NFO
33. Norweski leśny u doktora
Co KOT to KOT
36. Jeszcze o Dudusiu
38. Kot w duecie
39. Fundacja "Animalia"
40. Tragikomedia
41. Dziwny kot
Opowiadanie
47. Anioły spadają z nieba
Kot w kulturze
44. KotyEliota
50. Król Azji
Dzikie koty
56. Kocky duże i małe
Poza tym
3. Od redakcji
4. Spis treści
5. Wydarzenia
10. Oscar - zwiastun śmierci
11. Kocie miasto
14. Świat według kota. Kot i inne koty
16. Kocio-mysia przyjaźń
17. Lepiej chodzić nago niż w futrze
19. Powiedz nie!
42. Jak z brzydkich kaczątek wyrastają piękne łabędzie. Ochotka - okropnie brzydkie kaczątko
52. Do czego kotu potrzebna jest płeć?
54. Koty na wyspach greckich
58. Był taki kot
60. Tropimy koty
62. Listy od czytelników
61. Poznajmy się w KOCIE
63. Ogłoszenia
66. Numery archiwalne
Konkursy
59. Konkurs literacki
61. Konkurs fotograficzny
60. Zagadka
64. Kot i dziecko
Witam.
Wrzesień już zawsze kojarzyć mi się będzie z końcem wakacji. ale też z początkiem najbarwniejszej pory roku - jesieni. Jesień lubią też zapewne nasze koty, wszak wówczas wracamy z urlopowych wojaży i nareszcie w domach zapanuje spokój
i codzienna harmonia.
Mnogość przysyłanych do redakcji wakacyjnych kartek i pozdrowień świadczy, że Czytelnicy KOTA w letnią kanikułę poznawali najdalsze zakątki świata.
Dziękujemy za listy, zdjęcia i wspaniałe rysunki naszych najmłodszych Czytelników. Niestety nie jesteśmy w stanie opublikować ich wszystkich na łamach KOTA, lecz wierzcie, że skrupulatnie je czytamy i oglądamy.
To już 25. numer KOTA, czyli taki "minijubileusz". W pierwszym KOCIE zaprezentowaliśmy koty norweskie leśne, była to jednak monografia rasy znacznie odbiegająca od tych zamieszczanych później. Prężnie działające grono miłośników norwegów przygotowało więc nową monografię. Przedstawiamy ponownie te piękne koty, mając nadzieję, że ten numer KOTA zapełni lukę w wiedzy o kocich Wikingach, klejnotach Skandynawii.
Sztuka posługiwania się słowem to wielki talent. Posługując się nim z szermierczą precyzją i taneczną lekkością, można grać na barwnych strunach duszy. T. S. Eliot najpiękniej spośród dawnych mistrzów słowa opowiadał o kotach. Każdy, kto kocha koty i słowo, powinien nie tylko przeczytać artykuł Moniki Ulatowskiej o Eliocie, lecz także zatopić się w jego poezję.
KOT nie jest obojętny na losy innych gatunków zwierząt. Oprócz kolejnej akcji Fundacji Viva prezentujemy też artykuł Marcina Świderka "Lepiej chodzić nago niż w futrze".
O niewytłumaczalnych zdolnościach przewidywania ludzkiej śmierci przez kota Oscara było głośno w mediach. KOT powołał swą prywatną "spec-komisję", która przeprowadziła własne śledztwo. Rezultat - do wglądu w tym numerze.
Miłej lektury.
Wojciech - Albert Kurkowski,
redaktor naczelny.
powrót
KOT wśród najlepszych
Znany doskonale naszym czytelnikom slogan reklamujący KOTA: "Co miesiąc mruczy
w Twoim kiosku", został doceniony przez branżowy, opiniotwórczy miesięcznik "Press" poświęcony mediom, reklamie
i public relations. Jury, które krytycznie przygląda się funkcjonującym w reklamach sloganom, uznało, że nasze hasło jest jednym z najlepszych w ostatnich miesiącach. Szczególne gratulacje należą się twórcy tego "mruczącego" i jak się okazuje łatwo wpadającego w ucho hasła, naszemu grafikowi, Arturowi Marcinkowskiemu.
mau
powrót
Zwierzęta w fotografii
Atrakcją Targów ZOO-BOTANICA we Wrocławiu (14-16 września) będzie niewątpliwie wystawa zdjęć psów i kotów nadesłanych na konkurs "Mój Pupil" ogłoszony przez organizatora targów. Autorami fotografii są amatorzy, którzy zechcieli się pochwalić swoimi zwierzakami. Spośród wszystkich nadesłanych prac, organizatorzy wybiorą te, które zaprezentowane zostaną publiczności podczas ZOO-BOTANICA. Na autorów trzech najlepszych zdjęć czekają ciekawe nagrody.
Prace można nadsyłać do 5 września na adres: Agencja Reklamowa Wigor, ul. Sokolnicza 34-38, 53-660 Wrocław. To więc już ostatni dzwonek, aby uwiecznić swojego ulubieńca i wziąć udział w konkursie!
Więcej szczegółów:
www.wigor-targi.com
ata
powrót
Koci Satyrykon
W dniach 14-17 czerwca odbył się w Legnicy SATYRYKON - międzynarodowy konkurs na rysunek satyryczny. Miesięcznik KOT sprawował nad imprezą patronat medialny. Jednym z tematów konkursu był bowiem w tym roku kot. Za najlepszy koci rysunek jury nagrodziło Borislava Stankovića z Serbii.
Głównym punktem imprezy była oczywiście wystawa rysunków konkursowych, ale w programie SATYRYKONU znalazły się też inne atrakcje. Artur Andrus poprowadził "Kabaretowy Przegląd Pokoleń". Widzów bawił między innymi Kabaret Młodych Panów, Grupa MoCarta, Kabaret Elita. W Legnicy zagościł też program TVN 24 "Szkło kontaktowe". Nie zabrakło wystaw pracy najwybitniejszych artystów plastyków. Tradycją SATYRYKONU są happeningi -
w tym roku było to sadzenie SATYRYKONOWYCH drzewek.
Wystawę konkursową będzie można podziwiać w Muzeum Karykatury w Warszawie, a potem także w innych miastach Polski i Europy.
mau
powrót
Gratulacje
Miło nam poinformować, że nasz redakcyjny kolega, Jarosław Balcerak, który co miesiąc na łamach KOTA udziela czytelnikom porad weterynaryjnych, odebrał w czerwcu dyplom ukończenia specjalizacji z chirurgii weterynaryjnej. Uzyskana wiedza będzie mu z pewnością służyć nie tylko po to, aby w swojej klinice mógł jeszcze skuteczniej nieść pomoc chorym zwierzętom, ale pozwoli także wyczerpująco odpowiadać w artykułach na wiele pytań, które Państwo do nas nadsyłają. Jarku, gratulujemy!
powrót
Kociarz Roku 2007
Przypominamy, że trwa trzecia edycja pleiscytu na Kociarza Roku. Na prośby Czytelników
w tym roku wybierać go będziemy aż w trzech kategoriach.
1. Kociarz Roku 2007 - kategoria: OSOBA (która zasłużyła się w pomocy i promocji kotów).
2. Kociarz Roku 2007 - kategoria: FIRMA lub INSTYTUCJA (np. lecznice, producenci karm i akcesoriów dla zwierząt, sklepy i hurtownie oraz inne firmy, które poświęcają swój czas i środki na pomoc kotom).
3. Kociarz Roku 2007 - kategoria: MEDIA (prasa, programy radiowe i telewizyjne, portale i fora internetowe propagujące szacunek dla kotów).
Zachęcamy do głosowania na tych, którzy w różny sposób niosą pomoc kotom i uwrażliwiają innych na potrzeby zwierząt. Na Państwa propozycje (nazwiska, nazwy firmy i mediów wraz z krótkim uzasadnieniem) czekamy do 10 października 2007. Głosować można jednocześnie we wszystkich trzech kategoriach. W listopadowym numerze opublikujemy listę osób, firm i mediów, które zbiorą najwięcej głosów i spośród tych finalistów wyłonią Państwo zwycięzcę w każdej z kategorii. Wręczenie tytułów i statuetek odbędzie się w lutym 2008 r. na uroczystej Gali Światowego Dnia Kota organizowanego corocznie przez KOTA.
Czekamy na listy i maile z dopiskiem "Kociarz Roku 2007".
powrót
Wystawa w Legnicy
Cat Club Wrocław organizuje rocznie trzy wystawy: we Wrocławiu, Opolu i w tym roku po raz pierwszy w Legnicy. Przestronność hali, w której odbyła się ta ostatnia impreza powodowała, iż przejścia dla zwiedzających były szerokie i wygodne, nie było ścisku w sektorach wystawców, a mimo panującego upału nie odczuwano na hali duszności.
Przed sobotnim BiS-em świętowano drugą rocznicę założenia wrocławskiego klubu. Podany tort był ponoć rewelacyjny.
Do ciekawostek, a zarazem plusów wystawy należała firma cateringowa, która wspaniale dostosowała się do panującej atmosfery. Takie kiciusie krążyły po sali, proponując kawę, zimne napoje lub przyniesienie ciepłego posiłku.
Oba BiS-y zakończyły się kolejnym sukcesem znakomitej hodowli kotów perskich STAN-BOR *PL prowadzonej przez Hannę i Stanisława Borkowskich, a przepiękny puchar prezydenta miasta Legnicy powędrował do Gryfina. Sobotni zwycięzca GIC. DARLING STAN-BOR *PL nie darmo nosi to imię, skoro podbił nawet prezydenckie serce.
Legnicka wystawa to z pewnością sukces organizacyjny CCW. Miła atmosfera, przestronność sali, dobre zaplecze socjalno-gastronomiczne i co ważne dla przyjezdnych, terminowe
(a nawet wcześniejsze) zakończenie BiS w oba dni. W przyszłości trzeba będzie tylko bardziej zadbać o rozreklamowanie wystawy wśród samych legniczan, bowiem publiczność dopisała dość skromnie.
Tekst i foto: Beri_Beri
powrót
Sopot, szum morza i mruczenie kotów
Ostatniego dnia czerwca
i pierwszego dnia lipca odbyła się Międzynarodowa Wystawa Kotów Rasowych w Sopocie. Nad Bałtyk zjechało prawie 300 kotów z całej Europy. Doskonała organizacja, dużo miejsca dla wystawców i gości oraz jak zawsze wspaniale działający sekretariat sprawiły, że wystawa była bardzo udana.
Organizatorzy zadbali także o dodatkowe atrakcje. W sobotę odbyła się specjalistyczna wystawa kotów rasy sfinks. Wzięło
w niej udział 15 kotów, między innymi z Moskwy, Rygi, Mińska, Warszawy. Mieliśmy również możliwość podziwiania bardzo rzadkiego bobtaila kurylskiego. Wielu widzów przyciągnęła również wystawa myszy rasowych. W niedzielę rozegrano konkurs o "Puchar Komisarza Wystawy", dla kotów, należących do Cat Club Sopot, gdzie nagrodą główną był ogromny 70-centymetrowy puchar. Oprócz standardowych nagród dla zwycięzców organizatorzy przygotowali w tym roku niekonwencjonalne "Nagrody Turystyczno-Gastronomiczne" w postaci poczęstunku w 32 sopockich lokalach. Całą wystawę oraz Best in Show poprowadził, jak zawsze profesjonalnie, nasz młody sędzia Sebastian Pruchniak.
Zarówno w sobotę, jak i w niedzielę tytuł Best of the Best I zdobył piękny pers (PER n) GIC. DARLING STAN-BOR *PL, którego właścicielem jest Stanisław Borkowski. W sobotę tytuł Best of the Best II powędrował do kota rasy bengal: GIC. KOPPIEKATZ CUSTOM JAHA (BEN n 24), którego właścicielem jest Viktors Gerlins,
a w niedzielę ten tytuł otrzymała kotka brytyjska GIC. AVENSIS Leśne Ranczo *PL (BRI a) Sylwii Wielgosz. Trzecie miejsce w sobotę i tytuł Best of the Best III otrzymał kocur orientalny krótkowłosy: IC NEWTON BI CATORI JW. (OSH d 24), którego właścicielem jest Marta Wilczewska, a w niedzielę ten sam tytuł otrzymała kotka rasy ragdoll: IC. GIULIANA FALKENWALD (RAG n 03) - jej właścicielem jest Małgorzata Kowalczyk. Tytuł Best of the Best IV
w sobotę zdobyła kotka syberyjska (SIB f 09 23) IC. NUTKA Z BAŚNI *PL, należąca do Ireny Gierszewskiej, a w niedzielę - kocur IC. NEWTON BI CATORI JW. Wszystkim zwycięzcom gratulujemy i życzymy dalszych sukcesów.
Grzegorz Cieślikowski
powrót
SPOTKANIE
Wszystkich miłośników zwierząt zapraszamy na spotkanie ze znaną czytelnikom KOTA
lek. wet. Dorotą Sumińską.
Pani doktor - autorka książek znana również z programów telewizyjnych oraz radiowych, będzie gościem na stoisku Wydawnictwa Galaktyka 8 września 2007 r. (sobota) w godzinach
12-15 w czasie trwania Międzynarodowych Targów Zoologicznych ZOOMARKET w Warszawie w Pałacu Kultury i Nauki.
Zapraszamy każdego, kto chciałaby zasięgnąć porady, porozmawiać, lub po prostu otrzymać autograf - na stoisku będzie można zakupić wszystkie książki autorstwa Pani doktor.
powrót
Oscar - zwiastun śmierci
Pod koniec lipca 2007 roku światowe media podały sensacyjną wiadomość: w amerykańskim stanie Rhode Island kot przewiduje śmierć! "Kot o imieniu Oscar potrafi przewidzieć śmierć starszych ludzi nawet na kilka godzin przed jej nastąpieniem" - informuje prestiżowe pismo "New England Journal of Medicine".
Oscar jest szaro-białym, na pozór przeciętnym kocurem. Przyszedł na świat w lipcu 2005 roku. Od urodzenia mieszka na trzecim piętrze Centrum Opieki i Rehabilitacji Steer House w Providence. Oscar odwiedza mieszkańców kliniki na kilka godzin przed ich śmiercią. Jak dotąd, bezbłędnie przewidział 25 zgonów na oddziale ostatnich etapów demencji. "Zdaje się wiedzieć, kiedy pacjenci mają umrzeć" - powiedział dr David Dosa, geriatra ze szpitala Rhode Island w Providence.
Oscar bezszelestnie przemyka przez jasno oświetlone korytarze kliniki. Zatrzymuje się przed drzwiami pokoju, czeka na pielęgniarkę. Musi dostać się do środka, by dokładnie ocenić sytuację. Wskakuje na łóżko, przez chwilę kręci się i węszy. Jeśli nie ma obawy, że pacjent umrze, odejdzie. Jeśli zatrzyma się i zwinie w kłębek przy jakimś pacjencie, danej osobie nie pozostało więcej niż 4 godziny życia. Personel placówki wie, że trzeba poinformować rodzinę i wezwać księdza. Oscar nie odstępuje pacjenta ani na krok. Cicho mruczy i ociera się o ciało. Odejdzie dopiero, gdy pacjent wyda swoje ostatnie tchnienie.
Oscar traktuje swoją pracę poważnie. Pomaga bliskim umierających osób poradzić sobie z bolesnym rozstaniem. Większość rodzin jest wdzięczna za wsparcie. "Obecność Oscara dała mi ukojenie" - twierdzi Jack McCullough, którego matka i ciotka odeszły w klinice Steer House w Providence. Tylko jedna rodzina zażądała usunięcia kota z pokoju. Gdy Oscar został wyproszony, głośno miauczał i drapał w drzwi, wyrażając swoje niezadowolenie.
Oscar z reguły stroni od ludzi. Co zatem przyciąga kota do osób bliskich śmierci?
"To najbardziej zagadkowy aspekt w tej sprawie" - twierdzi Daniel Mills, specjalista od zachowań zwierząt z Uniwersytetu w Lincoln. "Zwierzęta są wyjątkowo wyczulone na różne, niedostrzegalne nieraz dla nas ludzi, oznaki. W jednej chwili wyczuwają wszystkie procesy chemiczne, które zachodzą w ich otoczeniu". - Mills wierzy, że koty i inne zwierzęta mogą instynktownie wyczuwać zbliżającą się śmierć. "Można wytresować psa tak, aby mógł przewidzieć atak epilepsji na długo przed nadejściem jakichkolwiek oznak czy wykryć u kogoś raka. Racjonalne są zatem przypuszczenia, że uda się wyszkolić kota tak, aby rozpoznawał śmiertelnie chorych, chociażby dzięki wspaniałemu zmysłowi węchu".
Trudno jest jednak zrozumieć, dlaczego Oscar tak angażuje się w pomoc umierającym ludziom. Mills sądzi, że jednym z najbardziej prawdopodobnych czynników, które warunkują reakcje kota, jest metabolizm człowieka. "Metabolizm często zmienia się na krótko przed śmiercią. Ciało może stać się wtedy cieplejsze. Kot wyczuwa zmianę temperatury".
Według innych naukowców koty mogą reagować na nieznaczne zmiany zapachu czy hormonów, jakie zachodzą w organizmie umierającego człowieka. Nie są one wyczuwalne przez człowieka, ale koty rozpoznają je dzięki swojemu doskonałemu węchowi.
Thomas Graves, specjalista ds. kotów, a zarazem szef Instytutu Medycyny Małych Zwierząt z College'u Medycyny Weterynaryjnej University of Illinois, twierdzi: "Nie zebrano dotąd dowodów na to, iż koty potrafią wyczuwać śmierć. To sprawy trudne do zbadania". Graves nie ma jednak w tej kwestii żadnych wątpliwości. "Myślę, że koty i psy wyczuwają rzeczy niedostępne naszym zmysłom" - dodaje.
"Oscarowi zawsze udaje się pojawić w ostatnich godzinach życia starszych ludzi" - mówi profesor Joan Teno z Brown University. Jej zdaniem jednak, jego zachowanie nie musi świadczyć o paranormalnych zdolnościach: "Możliwe, że ma to wytłumaczenie chemiczne".
Lauire Cabot, przedstawicielka czarownic z Salem, postrzega fenomen z innej perspektywy. Przecież koty od zawsze towarzyszyły wiedźmom. Według Cabot, Oscara i osoby, które odwiedza, łączy więź psychiczna: "Spodziewa się bliskiej śmierci pacjentów, ponieważ wyczuwa ich fale mózgowe. Ten mały kotek dobrze zna wszystkich pacjentów na oddziale i stara się im pomóc. Podobne zachowanie zauważam u moich kotów. Gdy źle się czuję lub jestem w złym humorze, same przychodzą do mnie. Zwijają się w kłębek na mojej klatce piersiowej. Chcą mnie leczyć i pocieszać. W tym przypadku Oscar nie stara się wyleczyć chorych. On w oczywisty sposób chce pomóc umierającym ludziom opuścić nasz świat" - przekonuje.
Potwierdzenie teorii Cabot można znaleźć w zachowaniu kota po śmierci pacjenta. Oscar mieszka na oddziale zamkniętym, którego nie wolno mu opuścić. Kiedy zakład pogrzebowy wynosi ciało, odprowadza je aż do drzwi. I patrzy, jak opuszcza szpital.
Nie każdy zgodzi się z tym, że Oscar posiada paranormalne zdolności. W placówce,
w której mieszka, jest sześć innych kotów, ale żaden z nich nie zachowuje się tak jak Oscar. Nie można jednak wykluczyć, że inne koty dysponują tym samym niezwykłym darem. Od czasu gdy amerykańskie media zaczęły informować o wydarzeniach
w Centrum Opieki i Rehabilitacji Steer House w Providence, do szpitala z całego świata nieprzerwanie napływają maile i listy
o kotach mających podobne zdolności. A może jednak Oscar jest wyjątkowy.
Magdalena Kotlicka
Tomasz Michoń
Magdalena Kotlicka
Tomasz Michoń
powrót
Fundacja "Animalia"
Fundacja dla Zwierząt "Animalia" została założona w 2005 r. w Poznaniu przez kilkoro ludzi, których połączyła chęć pomocy bezdomnym zwierzętom. Oficjalnie rozpoczęła działalność
w styczniu 2006 roku. Za cele statutowe postawiła sobie przede wszystkim działalność na rzecz humanitarnego traktowania zwierząt oraz wszelką formę pomocy bezdomnym kotom i psom.
Choć Fundacja działa dopiero niecałe dwa lata, udzieliła już pomocy wielu stworzeniom. Dzieje się tak m.in. dzięki pomysłowości jej założycieli i wolontariuszy. Tak jak inne fundacje, "Animalia" realizuje swoje zadania statutowe dzięki wpłatom na jej konto bankowe i darowiznom rzeczowym. Ale nie tylko! Dzięki uprzejmości klubu Felis Posnania fundacyjny stoliczek pojawia się na licznych wystawach i pokazach kotów rasowych. Na stoisku znaleźć można ulotki ze zdjęciami zwierząt szukających domu. Można również zakupić zdjęcia-cegiełki przedstawiające podopiecznych "Animalii" oraz ręcznie malowane przez panie z Fundacji kocie gadżety: breloczki, podstawki, kubeczki. Przedmioty te można nabyć również na aukcjach internetowych Allegro. Są wystawiane przez użytkownika animalia8. Ostatnio na aukcję trafiła także płyta Justyny Steczkowskiej z autografem, przekazana na rzecz Fundacji.
W roku 2006 dzięki Fundacji przeprowadzono zabiegi kastracji i sterylizacji 18 kotów
i 12 psów. Kilkanaście chorych zwierząt objęto leczeniem. Około 70 kotów i prawie 100 psów znalazło nowych opiekunów (umowy adopcyjne i współpraca ze schroniskami dla zwierząt).
Chociaż założyciele i wolontariusze Fundacji wkładają w swoją działalność całe serce, wciąż jest ich za mało. Brakuje również osób, które chciałyby zapewnić tymczasowe schronienie dla kociąt, a także dla kotek będących bezpośrednio po zabiegu sterylizacji. Oczywiście najbardziej poszukiwani są ludzie, którzy zechcieliby przygarniać bezdomne zwierzęta. Ale nie tylko tak można pomóc Fundacji. Dla jej podopiecznych liczy się każdy grosz wpłacony na konto "Animalii" oraz wszelkie dary rzeczowe (karma, leki, akcesoria dla zwierząt).
Każde stworzenie trafiające pod opiekę Fundacji to oddzielna historia. Jednym z ocalonych zwierząt jest kotka Gaja. Panie z Fundacji znalazły ją na środku drogi, kiedy jechały do podpoznańskiego przytuliska dla zwierząt. Losy kotki wspomina Barbara Poniedziałek, obecna opiekunka Gai:
"Kotka siedziała na środku jezdni jak mały czarny posążek. Zatrzymaliśmy samochód, żeby przegonić ją w stronę pobliskich zabudowań. Kotka nie reagowała jednak na nasze głosy, więc koleżanka wzięła ją na ręce. Okazało się, że to istny koci szkielecik, okropnie zapchlony. Jej oczy i nos były zalepione ropą. Zabraliśmy ją ze sobą. W Poznaniu trafiła od razu do weterynarza, który zdiagnozował u niej przewlekły koci katar z powikłaniami. Kotką zaopiekowała się koleżanka z fundacji. Początkowo chyba nikt z nas nie wierzył, że mała z tego wyjdzie, zwłaszcza że była skrajnie wyczerpana. Nie chciała nawet samodzielnie jeść.
Z dnia na dzień kotka przybierała na wadze, ale mimo znacznej poprawy szanse na całkowite wyleczenie były bardzo małe. Liczyliśmy się z tym, że Gaja do końca życia będzie cierpiała z powodu powikłań po kocim katarze. Kotka zamieszkała u mnie, stała się też maskotką fundacji. Wciąż jednak nie mogła wygrać z nawrotami choroby. Dopiero po sześciu miesiącach stał się prawdziwy cud - Gaja dosłownie z dnia na dzień przestała pociągać nosem, a jej oczy już nie ropiały. Od tego czasu minął ponad rok, a Gaja w niczym nie przypomina zasmarkanego kociego szkielecika. Jest zdrową, piękną i szczęśliwą kotką, może tylko ciut za grubą".
Fundacja oraz jej koci i psi podopieczni będą wdzięczni za wszelkie formy pomocy - aby takich historii z happy endem było coraz więcej.
Konto fundacji:
Nordea Bank Polska S.A. Oddział POB Poznań I
53 1440 1286 0000 0000 0453 3704
tel. (0)691-095-646
www.animalia.schronisko.net
Anna Zielińska
powrót
Był taki kot...
Widujemy go od lat, ma swoje imię, swoje nawyki i swoją pozycję w stadzie. Znamy go od kociego młodzika, obserwujemy, jak rośnie, jak wspina się po stopniach hierarchii dokarmianej przez nas gromadki. Przyglądamy się, jak radzi sobie jako szef podwórka, jak opiekuje się całą resztą kociej rodziny. Aż wreszcie nadchodzi dzień, gdy przekazuje "władzę" w łapy innego, młodszego kocura, a sam odsuwa się na bok. Później znika, pozostawiając wspomnienia.
Takie opowieści nie muszą mieć smutnego zakończenia, przecież nie bez powodu mówimy, że koty zawsze spadają na cztery łapy.
Pilotce, choć w wypadku stracił część ogona, a w wyniku uszkodzenia miednicy "zarzuca" tyłem, udało się spaść wszystkimi czterema łapami w dwie pary kochających rąk. Jak do tego doszło? Otóż wiekowy Pilotka - bo osiągnięcie jedenastego roku życia przez kota mieszkającego wyłącznie na dworze to nie lada wyczyn - po przejściu na zasłużoną emeryturę większość dnia spędzał na drzemkach. Na swoje legowisko wybrał miejsce, w którym mieszkańcy owej posesji parkowali samochody. Śpiący w tak newralgicznym punkcie podwórka kot sprawiał wiele kłopotów, kierowcy musieli wysiadać z auta i przesuwać Pilotkę w bezpieczne miejsce, a nie każdy taką cierpliwość miał. Pilotka posiadał jeszcze kilka ukrytych zalet: był mianowicie prawie całkiem głuchy i niedowidzący. Sprawiał wrażenie, iż niczego i nikogo (nawet psów) się nie boi. Dodajmy, że nie dbał już o higienę tak jak za dawnych lat. Kiedy wszystkie legowiska pozajmowane były przez "warczące maszyny". Pilotka zadowalał się drzemkami pod autami i jego futerko często zdobił smar i olej samochodowy. Nie egzystował tak zupełnie samodzielnie, miał bowiem karmicielkę - panią Halinę, która dbała o niego i resztę kotów na podwórku. Pilotka był regularnie odrobaczany, odpchlony i karmiony dwa-trzy razy dziennie. Miał wszystko prócz własnego domu.
Rok temu, zasiadłszy wieczorem do komputera, przeczytałam rozpaczliwą prośbę
o pomoc dla kota, który umiera. Przeczytałam raz, drugi i włosy stanęły mi dęba - chodziło o Pilotkę! Kocurek bez ogonka, zataczający tyłem z paprzącą się raną na piersi, i dokładny adres. To musiał być on. Zdziwienie było tym większe, iż tego dnia widziałam się z opiekunką staruszka i nie było mowy o tym, że z Pilotką dzieje się coś złego. Nasze koleżanki zainterweniowały błyskawicznie i kot znalazł się w gabinecie weterynaryjnym mojej siostry, który jest oddzielony od "rezydencji" Pilotkowej tylko grubym murem, dlatego wszystkie koty z owego podwórka znane są nam praktycznie z imienia i nazwiska, znamy ich historie, koligacje itp. Badania krwi potwierdziły, że Pilotce nie dolega nic. oprócz starości. Kiedy zaczęliśmy szykować staruszka do powrotu na stare śmiecie, pojawiło się światełko w tunelu. Historia kocurka poruszyła wiele osób i zaczęto szukać Pilotce domu, w którym mógłby spędzić resztę swojej kociej emerytury. Misja z małą szansą powodzenia - środek lata, kot ponad dziesięcioletni, głuchy, ślepawy, z jednym zębem, ze zmianami zwyrodnieniowymi kręgosłupa (uraz po wypadku), z resztką ogona. Jak miał konkurować
z maleńkimi, puchatymi, ślicznymi kociakami? Jarek i Magda, wolontariusze z Azylu "Cichy Kąt" w Tarnowskich Górach, zaproponowali Pilotce miejsce właśnie tam. Zastanawialiśmy się, jak kot zniesie przeprowadzkę i czy sobie poradzi - w końcu azyl to nie podwórko. Ale okazało się, że Pilotka wcale nie musi tam jechać.
Nagle, jak za sprawą czarodziejskiej różdżki, dla tego starego kota zaświeciło słońce. Pilotka znalazł swoje miejsce na ziemi i ludzi, którzy go pokochali. Nowi właściciele najpierw odwiedzali Pilotkę w lecznicy, oswajając go ze swoim zapachem. Pilotka bardzo się denerwował, kiedy dotykał go ktoś obcy, musiał poznać ręce, które zagłębiają się w jego futerku. A kiedy przyjaźń została zawarta, staruszek przeniósł się z podwórka na salony.
To jeszcze nie koniec opowieści. Pilotka stwierdził, że nowy dom może należeć tylko do niego. Reszty kotów w ogóle nie toleruje, czym wprawił w osłupienie nie tylko nas. Problem ten został rozwiązany tak, że większą część dnia emeryt przesypia w pracowni swojej nowej Pani. Poprawił się Pilotce słuch. Oczywiście wybiórczo. Słyszy, co chce. Bezbłędnie rozróżnia dzwonki do drzwi, np. kiedy dzwoni jego ulubiona sąsiadka, natychmiast zjawia się, przerywając słodką drzemkę i czeka na pieszczoty oraz przyniesione specjalnie dla niego przysmaki. Pan Pilotek to teraz zadbany emeryt. Ma wszystko, o czym marzą koty mieszkające na podwórkach: własny kąt, kochających ludzi i najwspanialszą opiekę pod słońcem. Niedawno do domu Pilotki trafił nowy kot potrzebujący pomocy, piękny kawaler w czarnym fraku z białymi skarpetkami i znaczeniami na pyszczku, ma na imię Arsen.
Arsen to kolejny podwórzowiec, który przeszedł na emeryturę, choć przy jedenastu latach Pilotki siedmioletni Arsen wydaje się młodzikiem. Urodzony przez podwórkową kotkę, od zawsze mieszkający na zewnątrz, wesoły, towarzyski kocur. Pewnego dnia zniknął, nie pojawiając się w porach karmienia. Kiedy wrócił, jego stan był tragiczny. Dzisiaj dochodzi do siebie w nowym domu.
Z obecności nowego lokatora niezadowolony jest tylko Pilotka, ale cóż. nie można mieć wszystkiego.
Nie należy do rzadkości sytuacja, kiedy stary kot podejmuje próbę - często rozpaczliwą - zapewnienia sobie emerytury i opieki. Prawdopodobnie wyczuwa swoją słabość. Sowa kiedyś mieszkała w parku, nad stawem. Wiodła całkiem znośne życie - dokarmiana przez właściciela baru i przez wędkujących. Jednak z czasem na skutek wilgoci znad stawu dostała reumatyzmu. Którejś mroźnej zimy dopadła Ziemowita w parku. Gdy siedział na ławce i robił zdjęcia, znienacka wskoczyła mu na kolana. Wymruczała i wyłapkowała sobie "cztery kąty". Czasem śmiejemy się, że gdyby wiedziała, do jak zakoconego domu trafi, wybrałaby inne kolana. Sowa jest kotem bezproblemowym, to zwierzak, którego właściwie w domu nie ma. Przychodzi na swoją porcję głaskania, nie wybrzydza przy misce, jest stateczną i rozumną starszą panią. Ma oczywiście swoje sympatie i antypatie - nie lubi naszej Cykorii, ale za łobuza Sójka dałaby się pokroić. Kiedy przychodzą do nas znajomi, Sowa obowiązkowo dotrzymuje wszystkim towarzystwa aż do końca wizyty. Jest szczęśliwa i zadowolona z życia. Właściwie tylko w chłodne jesienno-zimowe wieczory, gdy chód Sówki staje się sztywniejszy, można poznać, iż nie jest to kot, który całe swoje życie spędził w domowych pieleszach.
Historia Pilotki, Arsena i naszej Sowy sprawia, że gdy ktoś zaczyna opowiadanie o starym podwórkowym kocie od słów: Był taki kot..., zawsze staram się wierzyć, że ten kot jest, żyje, że "załatwił" sobie jakimś sprytnym sposobem swój dom i przewraca się właśnie z boku na bok w ciepłym łóżeczku, mrucząc słodko. Właśnie tak powinna wyglądać zasłużona kocia emerytura.
zosia&ziemowit
powrót