Nawet najmarniejszy kot jest
arcydziełem natury.

                 Leonardo da Vinci

Wydawca:




KOTA kupić można
w kioskach i salonach prasowych na terenie całej Polski.

Numery archiwalne i bieżące dostępne są także
w sprzedaży wysyłkowej, realizujemy również sprzedaż
i prenumeratę zagraniczną.

W prenumeracie otrzymasz KOTA bezpośrednio do domu, oszczędzając czas i pieniądze!

Twórz KOTA razem z nami!
Masz ciekawy pomysł?
Chciałbyś podzielić się swoimi wiadomościami o kotach?
Zrobiłeś świetne zdjęcie...
a może napisałeś ciekawy
tekst o kocie?
Zapraszamy do współpracy!
Czekamy na listy, maile, telefony.

Copyright KOT 2005. Wszystkie prawa zastrzeżone
Nr 01(29) Styczeń

  
Nr 02(30) Luty

  
Nr 03(31) Marzec

  

Numer 03(31) Marzec 2008

Zdrowie
14. Odchowanie kociąt

Rasy
22. Kot bengalski- mruczek w skórze lamparta
26. Gadatliwe bengale
28. Co powinieneś wiedzieć o bengalu?
30. Kot bengalski u doktora
32. Standard BEN

Co KOT to KOT
36. Jednak koty
37. Prosia, proszę
38. Razem łatwiej
40. Wolontariat w felinoterapii
41. Mój pies

Dzikie koty
44. Chaus - mistrz przetrwania

Nauka
46. Genetyka kociego eksterieru. Krzyżowanie kotów. Kolory cynamonowy i płowy

Opowiadanie
48. Mietka

Porady
54. Kącik porad behawioralnych

Poza tym
3. Od redakcji
4. Spis treści
5. Wydarzenia
16. Szósty zmysł?
28. Sterylizacja i kastracja. Egoistyczny punkt widzenia
42. Jak z brzydkich kaczątek wyrastają piękne łabędzie. Kimi "ślepoczek" - piękne oko z blizną
43. Ile krwi kosztuje "elegancja"?
49. Pielęgnacja kotów długowłosych
52. Pomóż kotu myszką
56. Jak działa instynkt? Gdy brak bodźców kluczowych
60. Listy od czytelników
63. Ogłoszenia
66. Numery archiwalne

Konkursy
58. Kot i dziecko
61. Konkurs fotograficzny
61. Konkurs literacki
62. Zagadka


Witam.
Marzec pachnie wiosną i dźwięczy kocią muzyką. Marcujące koty nucą swe weselne pieśni długo i głośno. Czasami bardzo długo i bardzo głośno. Gdy piszę ten wstępniak, moja orientalna Finka śpiewa, nie, nie będę kłamał, ona nie śpiewa, lecz wyje jak stado lwic. Każdy, kto decyduje się na posiadanie hodowlanej kotki, powinien pamiętać o tym szczególnie muzycznym okresie w życiu kocich dam. W przypadku kotów niehodowlanych ze wszech miar propagujemy sterylizację jako najlepszy środek antykoncepcyjny. Nie żebym nie lubił kociej muzyki. ale by ograniczyć liczbę nikomu niepotrzebnych kociąt, KOT ponownie apeluje o przeprowadzanie sterylizacji i kastracji bezdomnych kotów i przyłącza się do ogólnopolskiej akcji. Tylko zapobiegając niekontrolowanemu rozmnażaniu kotów, możemy przyczynić się do poprawienia ich losu. Wielbicielom marcowych kocich pieśni polecam założenie hodowli kotów rasowych, które poza muzycznymi dostarczą wielu emocji związanych zarówno z obserwacją kocich amorów, jak i odchowywaniem kociąt.
Koty bengalskie czarują swym "dzikim" futrem. Mają w swych żyłach krew prawdziwie dzikich przodków i są pierwszą na świecie rasą kotów domowych z wielkimi rozetowymi cętkami pięknie namalowanymi na ich lśniącym futrze. Dziś bengale są wspaniałymi towarzyszami człowieka, jednak powstanie rasy i hodowla międzygatunkowych hybryd do tej pory budzi kontrowersje.
Światowy Dzień Kota wzbudził ogromne zainteresowanie mediów, polityków i najzwyklejszych ludzi. Wiele milionów Polaków zauważyło, że tuż obok nich istnieją koty, ważne, dumne i piękne istoty, którym należy się szacunek. W całym kraju przeprowadzono wiele akcji "Rasowce - dachowcom", z których dochód przekazano na pomoc dla poszkodowanych przez los zwierząt. Wszędzie mówiono o kotach i wszyscy bez względu na płeć, kolor skóry i opcje polityczne zauważyli, że ludzie mogą dla zwierząt zrobić wiele, wystarczy tylko chcieć. Jestem wdzięczny wszystkim, którzy przyczynili się do propagowania tej idei i dziękuję każdemu, kto pomógł w zaistnieniu tego wyjątkowego święta w naszej rzeczywistości. Cieszę się bardzo, że obchodzony w Polsce zaledwie od trzech lat Światowy Dzień Kota jest już znanym wydarzeniem społeczno-kulturalnym i na trwałe zagościł nie tylko w kalendarzu, ale także w świadomości Polaków. Moim marzeniem jest, by Światowy Dzień Kota był jeszcze bardziej światowy. mam pewne plany, ale o nich za rok.
Jak się Państwu podoba KOT? Z uwagą zapoznam się z opiniami Czytelników na temat naszego pisma. Kotom i ich przyjaciołom życzę wesołych świąt wiosny i miłej lektury.

Wojciech - Albert Kurkowski,
redaktor naczelny.

powrót


Ogólnopolski Dzień Sterylizacji Zwierząt

8 marca przypada Ogólnopolski Dzień Sterylizacji Zwierząt - akcję tę organizują Stowarzyszenie Obrońców Zwierząt "Arka" i Fundacja "For Animals". W tym dniu lecznice, które przyłączyły się do akcji, będą przeprowadzać zabiegi sterylizacji po preferencyjnych cenach. Spis lecznic można znaleźć na stronach http://www.arka.strefa.pl i www.foranimals.org.pl Osoby, które zdecydują się na kastrację swojego pupila, powinny wcześniej skontaktować się z wybraną lecznicą, aby zapisać się na zabieg i dowiedzieć się, jak przygotować do niego czworonożnego przyjaciela. Celem akcji jest zmniejszenie liczby bezdomnych zwierząt i przekazywanie rzetelnych informacji na temat samego zabiegu sterylizacji - to nieprawda, że każda kotka choć raz w życiu powinna urodzić młode, a kastracja jest niebezpieczna dla zdrowia! Pamiętajmy, że na w Polsce corocznie przychodzą na świat tysiące niechcianych zwierząt, które potem giną z głodu, zimna, w wypadkach, a w najlepszym wypadku trafiają do i tak już przepełnionych schronisk. Dzięki takim akcjom jak ta być może uda się to zmienić i przekonać opiekunów kotów niehodowlanych, że sterylizacja ich pupili jest najlepszym wyjściem.

mau

powrót


Koty na Pradze

W dniach 26-27 stycznia 2008 r. po raz pierwszy na Pradze Południe w Warszawie odbyła się wystawa kotów rasowych, zorganizowana przez Elitarny Klub Kota Rasowego, członka "Felis Polonia". Patronat honorowy nad imprezą sprawował Burmistrz Dzielnicy Praga Południe.
W wystawie wzięło udział 250 kotów. Najliczniej reprezentowane były koty półdługowłose: maine coony, syberyjskie i norweskie leśne.
W pierwszym i drugim dniu wystawy, bezkonkurencyjny okazał się przepiękny czarny pers, kocur EC. DARLING STAN BOR *PL, który zdobył tytuł Best of the Best
Gośćmi honorowymi wystawy byli radni Dzielnicy Praga Południe, Małgorzata Suska i Bogdan Jeziorski, którzy w imieniu burmistrza wręczyli puchary dla Najstarszego Kota Wystawy oraz Najpiękniejszego Kota Domowego.
Wystawa cieszyła się dużym zainteresowaniem mieszkańców Saskiej Kępy, odwiedziło ją ponad 2000 osób. Została ona dobrze przyjęta zarówno przez hodowców, jak i zwiedzających.
Celem wystawy zorganizowanej przez EKKR było nie tylko zaprezentowanie pięknych kotów rasowych, ale także uwrażliwienie ludzi na los bezdomnych zwierząt. Podczas imprezy udało się zebrać ponad 200 kg karmy dla kotów z warszawskiego Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt "Na Paluchu".

Członkowie Elitarnego Klubu Kota Rasowego

powrót


Światowy Dzień Kota 2008 - relacja.

17 lutego 2008 już po raz trzeci, z inicjatywy miesięcznika KOT, świętowaliśmy w Polsce Światowy Dzień Kota. Współorganizatorami głównych obchodów tego święta byli Polska Federacja Felinologiczna "Felis Polonia" i Urząd Miasta Stołecznego Warszawy. Światowy Dzień Kota z każdym rokiem nabiera rozgłosu i rozmachu, a tym razem jego główne obchody zawędrowały do stolicy - wszystko dzięki prezydent Warszawy Hannie Gronkiewicz-Waltz, która objęła święto honorowym patronatem i na jeden dzień pozwoliła kotom objąć we władanie Pałac Kultury i Nauki.
W Sali Ratuszowej PKiN panowała wyjątkowo rozmruczana atmosfera, gdyż odbywał się tam pokaz kotów zorganizowany przez warszawskie kluby felinologiczne: Jedynkę, PFA i EKKR. Główną atrakcją pokazu był finał ogólnopolskiego konkursu Federacji "Felis Polonia" SUPER KOT 2007. Tłumnie zgromadzona publiczność mogła podziwiać najpiękniejsze i najbardziej utytułowane koty minionego roku. Wielkie zainteresowanie wzbudził Zwycięzca Świata z ubiegłorocznej wystawy w Bratysławie, kot norweski leśny WW'07 PL* GATTA INNAR JW., należący do Ewy Kosycarz. Puchar Prezydenta Miasta Stołecznego Warszawy "Super Kot 2007" otrzymał czarny pers EC. DARLING STAN-BOR *PL, którego właścicielem jest Stanisław Borkowski ze Szczecina.
Podczas pokazu można było również zdobyć książkę z autografem Franciszka Klimka i Doroty Sumińskiej, zaopatrzyć się w karmę i różne kocie drobiazgi, a także porozmawiać o swoich kotach (i nie tylko) z przedstawicielami Forum Miau.pl czy warszawskiego schroniska dla zwierząt "Na Paluchu". Ciekawostką była rozdawana wszystkim gościom "Trybuna Kotów" - nietypowy biuletyn wydany przez "Felis Polonię".
Całkowity dochód ze sprzedanych na pokazie biletów, w ramach akcji "Rasowce - Dachowcom", został w imieniu warszawskich klubów felinologicznych przekazany schronisku "Na Paluchu".
Wieczorem obchody kociego święta przeniosły się do Sali Koncertowej, gdzie miała miejsce Gala Światowego Dnia Kota.
W foyer Sali Koncertowej można było podziwiać wystawę "Kot i człowiek", składającą się z profesjonalnych zdjęć autorstwa współpracujących z KOTEM fotografów.
Gwoździem programu Gali było niewątpliwie ogłoszenie wyników plebiscytu miesięcznika KOT na Kociarza Roku 2007. Tegoroczne nominacje do tego tytułu wzbudziły wiele emocji. Już od rana dziennikarze licznie zgromadzonych w Pałacu Kultury ogólnopolskich mediów próbowali nakłonić organizatorów do uchylenia rąbka tajemnicy i zdradzenia, w czyje ręce powędrują statuetki. Nie było jednak żadnych przecieków. Zalakowane koperty z wynikami, pośród błysków kamer i fleszów, otwarto uroczyście dopiero na Gali.

Kociarzem Roku 2007 w kategorii "Osoba" został Lech Kaczyński. Czytelnicy KOTA docenili go za to, iż w czasach, gdy był prezydentem Warszawy, stworzył program opieki nad wolno żyjącymi zwierzętami, który do dziś znakomicie funkcjonuje w stolicy.

Urząd Miasta Stołecznego Warszawy został Kociarzem Roku 2007 w kategorii "Firma lub Instytucja". Czytelnicy KOTA uznali właśnie to miasto za najbardziej przyjazne kotom.

Internetowe forum Miau.pl otrzymało tytuł Kociarza Roku 2007 w kategorii "Media", za znalezienie domów dla setek pokrzywdzonych przez los kotów i wspaniały, żywy serwis informacyjny o kotach.

Oprócz sporej dawki emocji związanych z przyznaniem nagród, zgromadzona na Gali publiczność miała też zapewnioną doskonałą rozrywkę. Gwiazdą charytatywnego koncertu była Krystyna Prońko, która zaśpiewała specjalnie na tę okazję skomponowaną piosenkę o kocie i psie. Wielki aplauz wzbudziły artystki operowe Anna Werecka i Emilia Klimczak, którym akompaniowała Dorota Brolik, brawurowo rozpoczynając Galę słynnym "Kocim duetem" Rossiniego. Na scenie Sali Koncertowej wystąpili też znany wszystkim piosenkarz i Kociarz Roku 2005 Krzysztof Cwynar i dziewczęta z jego "Studia Integracji". O kocich adopcjach opowiadała Dorota Sumińska. Żarty z kotem w tle wyśpiewał Marcin Pyda, wspaniale zagrał zespół Colorado Band, i ciekawie zabrzmiał zespół. Come Back. Nasz redakcyjny kolega Artur Marcinkowski występujący pod pseudonimem Gotar Reinard zaskoczył swymi wokalnymi umiejętnościami i obyciem scenicznym nie tylko czytelników KOTA, ale także zespół redakcyjny. Student łódzkiej filmówki Jakub Mróz zaśpiewał ciekawą i trudną piosenkę aktorską. Jak zwykle z bardzo ciepłym przyjęciem spotkał się czytający swoje wiersze Franciszek Klimek - Kociarz Roku 2006.
W Sali Koncertowej nie zabrakło też żywych kotów. Podczas parady kotów o różnych rasach, a także o wspaniałych dachowcach ciekawie opowiadała Katarzyna Biernacka - wielka miłośniczka tych zwierząt i najlepszy felinolog w Urzędzie Miasta Stołecznego Warszawy.
Ewa Złotowska, Marek Frąckowiak i Marcin Pyda z humorem i swadą przeprowadzili licytacje obrazów Krystyny Sienkiewicz, Pauliny Miszczak i niezwykłego tryptyku Jakuba Horny. Pieniądze z aukcji trafiły do schroniska prowadzonego przez Krystynę Sienkiewicz oraz do schroniska "Na Paluchu". W ciągu całego dnia udało się zebrać w Warszawie 11 tys. złotych na pomoc potrzebującym i bezdomnym kotom.
Światowy Dzień Kota z roku na rok staje się coraz barwniejszy, budzi coraz większe zainteresowanie mediów i publiczności, prowokuje do dyskusji o losie bezdomnych zwierząt i integruje różnych środowisk miłośników kotów.

Światowy Dzień Kota w innych miastach Polski
Imprezy z okazji Światowego Dnia Kota i akcje "Rasowce - dachowcom" odbywały się nie tylko w Warszawie. W chwili zamykania tego numeru wciąż napływały do nas informacje o tym, co działo się w innych miastach - i pewnie jeszcze niejednokrotnie będziemy wracać do tego tematu na łamach KOTA. Centra handlowe, schroniska, szkoły, domy kultury i biblioteki zaroiły się od miłośników kotów, którzy w różny sposób starali się uczcić kocie święto.

16 lutego Cat Club Łódź zorganizował pokaz kotów w Galerii Łódzkiej. Pokazowi towarzyszyły występy artystyczne, wybór "Kota publiczności", konkursy dla dzieci, prezentacja myszy rasowych. O tym, jak bardzo to święto przypadło do gustu łodzianom, świadczyły tłumy oblegające Galerię.

Mieszkańcy Trójmiasta gromadzili się 17 lutego w Galerii Bałtyckiej na imprezie zorganizowanej przez Cat Club Sopot, podczas której można było, między innymi, podziwiać różne rasy kotów, obejrzeć najlepsze prace Przeglądu Amatorskich Filmów o Kotach i inscenizację "Kota w butach'.

Schronisko dla Zwierząt w Bydgoszczy wraz z Miejskim Ośrodkiem Kultury i Cat Club Bydgoszcz zorganizowało w Kawiarni Artystycznej "Węgliszek" Kocie Pogaduchy - imprezę pod patronatem Prezydenta Miasta. Opiekunowie kotów mogli tam publicznie zaprezentować swoje ukochane zwierzaki. Przeprowadzony został również konkurs wiedzy o kotach. Atrakcjom towarzyszyła oczywiście zbiórka pieniędzy na rzecz podopiecznych schroniska. Dzięki dobrym sercom ofiarodawców na pokazie kotów zebrano: 658,52 PLN, a na Kocich Pogaduchach 81,01 PLN.

Pokaz z okazji Światowego Dnia Kota zorganizował również Cat Club Rybnik, patron rybnickiego Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt, któremu przekazano zebrane na pokazie pieniądze i dary rzeczowe. Na imprezie sprzedawano też prace namalowane przez uczniów rybnickich szkół - dochód z nich został przeznaczony na pomoc bezdomnym kotom. Do akcji "Rasowce - Dachowcom" włączyły się też lokalne gazety: "Tygodnik Rybnicki", "Gazeta Rybnicka", "Nowiny", zamieszczając informacje o Światowym Dniu Kota i przeprowadzanych zbiórkach.

SMK Żory zaprosił mieszkańców miasta na pokaz kotów do Hali Widowiskowo-Sportowej. Przeprowadzono tam zbiórkę pieniędzy i darów rzeczowych oraz aukcję prac przekazanych przez Stowarzyszenie Artystów Żor "Attelier", z której dochód trafił do potrzebujących kotów.

Jak się okazało, kocie święto można uczcić też w inny, mniej typowy sposób. Podczas nabożeństwa w jednym z krakowskich kościołów, wśród intencji mszalnych odczytywanych przez księdza znalazła się piękna modlitwa za koty.

Światowy Dzień Kota zdał egzamin. Dziękujemy wszystkim, którzy pomogli! Dziś jest to już wielkie i wspaniałe święto, propagujące pomoc i szacunek dla kotów. W wielu miastach w Polsce przeprowadzano mniejsze i większe akcje na rzecz pomocy bezdomnym zwierzętom. i jeśli choćby jeden kot dzięki temu dniu znajdzie swego człowieka, jeśli choćby jeden człowiek odnajdzie w sobie miłość do kotów to nasz cel został osiągnięty.

List od schroniska "Na Paluchu".
Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt "Na Paluchu" SERDECZNIE DZIĘKUJE za wspaniałą organizację ŚWIATOWEGO DNIA KOTA. Dzięki zaangażowaniu miłośników kotów udało się uzbierać na rzecz naszych podopiecznych 11.000 zł oraz 200 kg karmy. NAJGORĘCEJ DZIĘKUJEMY organizatorom: Miesięcznikowi KOT", Polskiej Federacji Felinologicznej "FELIS POLONIA", Urzędowi Miasta St. Warszawy, Klubom felinologicznym JEDYNKA, PFA, EKKR. Sponsorom: GOURMET GOLD, Wydawnictwu GALAKTYKA", firmie STEFAN FISHING TOUR. Patronom medialnym: Forum MIAU.PL, Miesięcznikowi "CZTERY ŁAPY", TVP WARSZAWA. Specjalne podziękowania składamy Hannie Gronkiewicz-Waltz - Prezydentowi Miasta Stołecznego Warszawy i honorowej patronce imprezy oraz wszystkim artystom z Gali - tym śpiewającym i malującym.

DLA WSZYSTKICH DOBROCZYŃCÓW WIELKIE MRAUUU OD KOTÓW Z "PALUCHA".



powrót


Sterylizacja i kastracja
Egoistyczny punkt widzenia

Jestem egoistką. I dlatego moje koty są wykastrowane.

Pierwsza kotka, która była naprawdę moja, to Mysza. Zamieszkała u mnie pewnego listopadowego dnia, jako około ośmiomiesięczna koteczka - z nadejściem chłodów postanowiła się oswoić i zamiast uciec jak zwykle po karmieniu, po prostu weszła do biura i dała się pogłaskać. Więc zabrałam ją do domu. Mysza przez kilka lat miała rujki, na szczęście niezbyt uciążliwe, nie wydzierała się wniebogłosy, nie sikała po kątach. Mysza nie była kotem wychodzącym i nie groziło jej zajście w ciążę, więc znosiliśmy jakoś jej ruje; aż w końcu nasiliły się, były coraz częstsze i dłuższe. Trzeba było coś zrobić. Kochałam moją Myszę bardzo, nie chciałam jej narażać na operację, na ból, więc dostała zastrzyk hormonalny, który miał na pół roku rozwiązać problem. Rujkowego problemu nie było, owszem, ale tylko przez dwa miesiące. Mysza dostała kolejny zastrzyk, a po dwóch tygodniach - kolejną ruję. Lekarz weterynarii zaproponował jednak sterylizację, skoro hormony nie działają tak, jak powinny. Z ciężkim sercem zaniosłam swoją ukochaną kotkę na zabieg. Miałam ogromne wyrzuty sumienia, że tak ją krzywdzę. Po operacji dowiedziałam się, że zastrzyki nie działały, ponieważ Mysza miała cysty na jajnikach. A może miała cysty przez te zastrzyki? Nie wiem. Minęło kilka lat bez rujek, aż pewnego dnia wyczułam na brzuszku Myszy guzka. Rak sutka. Operacja, wycięcie listwy mlecznej, rekonwalescencja. Kiedy już Mysza doszła do siebie, wyczułam guzka pod pachą przedniej łapki - przerzut. Kolejna operacja, wycięcie węzła chłonnego, rekonwalescencja. Minęło kilka miesięcy, Mysza już zapomniała o trudnych chwilach, trzynastoletnia kotka bawiła się jak mały kociak, ale nagle zaczęła szybciej się męczyć, ciężej oddychać. Przerzuty do płuc, chemia. Tej walki nie wygrałyśmy. Po dwunastu latach straciłam najkochańszą, pierwszą, najważniejszą kocią przyjaciółkę.
Teraz jestem już egoistką. Nie chcę więcej przeżywać takiego dramatu, nie chcę mieć wyrzutów sumienia, że przez moją niemądrą miłość mogę stracić kolejną kotkę. Dziś już wiem, że podawanie kotce hormonów może spowodować takie choroby, jak ropomacicze i guzy sutka. Co więcej - pozwalanie kotce na rujkowanie również może mieć negatywne skutki. "W naturze" kotka ma kilka rujek w ciągu roku (dwie-cztery), po których zachodzi w ciążę i rodzi kocięta. Jeżeli po rui nie następuje zapłodnienie, kolejna może pojawić się bardzo szybko, często kotki wpadają w tzw. ruję permanentną. Taka duża aktywność hormonów również może powodować wyżej wspomniane choroby.
Zdarza się, że ropomacicze doprowadza do śmierci kotki. Charakterystycznym objawem choroby jest ropny wyciek z narządów rodnych (występuje przy ropomaciczu otwartym). Szybko zauważoną chorobę można próbować wyleczyć antybiotykami, najczęściej jednak skuteczne leczenie polega na operacji, takiej jak sterylizacja - tyle że w czasie choroby, kiedy kotka jest w dużo gorszej kondycji, a operacja jest o wiele ryzykowniejsza. Gorzej, jeśli wystąpi ropomacicze zamknięte, wtedy ropa nie ma ujścia, stan zapalny rozwija się bez oczywistych objawów i może dojść do perforacji macicy i zapalenia otrzewnej.
Nowotwory sutka to zwykle guzy tzw. hormonozależne, złośliwe w ok. 90%. Jakikolwiek guzek na brzuchu kotki, w okolicach sutków, powinien nas zaalarmować. Im szybciej kotka trafi do lekarza wterynarii, a guzek zostanie usunięty, tym większe szanse na wyleczenie. Guzy powinno się usuwać wraz całą listwą mleczną (mastektomia), z dużym marginesem zdrowej tkanki. Warto wysłać wycinek na badanie histopatologiczne, żeby sprawdzić, czy zmiana jest złośliwa, czy nie. Jeśli guz jest złośliwy, może dawać przerzuty do węzłów chłonnych, a potem do płuc, dlatego tak ważna jest szybka reakcja - ale jeszcze ważniejsza jest profilaktyka. Moje kotki, zarówno rezydentki, jak i te do adopcji, zostały wysterylizowane; większość przed pierwszą rują. Każda prawidłowo przeprowadzona sterylizacja eliminuje ryzyko zachorowania na ropomacicze i poważnie ogranicza zachorowalność na guzy sutka. Co więcej - sterylizacja przed pierwszą rują mocno ogranicza wystąpienie tej drugiej choroby. Jako osoba samolubna, sterylizując swoje kotki, unikam przeżywania obaw, że któraś z nich cierpieć na choroby, o których piszę wyżej. Wszystkie mamy spokój.
Na czym polega sterylizacja (a prawidłowo mówiąc - kastracja) kotki? Jest to usunięcie jajników, jajowodów i macicy. Operację można przeprowadzić na kilka sposobów, ale ja wybieram chirurga, który operuje krótkim cięciem, na linii białej. Znaczy to, że cięcie ma około 1 cm i jest na środku brzuszka. Po takiej sterylizacji kotka dojdzie do siebie błyskawicznie; bywa, że już następnego dnia zachowuje się, jakby nie miała żadnego zabiegu. Jeżeli kotka nie interesuje się szwami, nie trzeba rany zabezpieczać, ale jeśli wykazuje niezdrowe zainteresowanie brzuchem, zakładam jej kaftanik kupiony w lecznicy. Takie ubranko chroni ranę przed językiem i zębami kotki (miałam już kotkę, która zawzięcie zdejmowała sobie szwy), przed brudem (np. żwirkiem w kuwecie), a dodatkowo troszkę unieruchamia kotkę, co sprzyja szybszemu gojeniu rany. Jeżeli kotka ubrana w kaftan jest smutna i nieruchawa, to znaczy, że ma "depresję kaftanową - nie należy się tym przejmować, bo depresja ustąpi natychmiast po zdjęciu krępującego ubranka (po zagojeniu się szwu).
Przed sterylizacją trzeba kotkę przebadać. Można na wszelki wypadek zrobić badania krwi, żeby mieć pewność, że nerki i wątroba pracują prawidłowo. Pamiętajmy też, że kotka musi być odrobaczona i zaszczepiona. Pacjentka musi być na czczo, więc kilkanaście godzin przed planowaną operacją zabieramy jej wszelkie jedzenie, a na kilka godzin przed - wodę. Po sterylizacji kotkę odbieramy już wybudzoną (nie wolno zabierać z lecznicy niewybudzonego kota!), ale jeszcze trochę pod wpływem narkozy, więc może być niespokojna, próbować skakać mimo plączących się łapek - trzeba pilnować, żeby nie zrobiła sobie krzywdy. Jedzenie i wodę podajemy kilka godzin po operacji, na początku w małych ilościach - jeżeli kotka wymiotuje, odstawiamy jedzenie do następnego dnia. Nazajutrz kotka powinna zachowywać się już normalnie, ale jeżeli widzimy oznaki bólu, można podać środki przeciwbólowe. Zazwyczaj podaje się również antybiotyk, osłonowo. Jeżeli kotka ma szwy, które się nie rozpuszczają, lekarz zdejmuje je po 10 dniach od zabiegu.
A może by tak pozwolić kotce urodzić kocięta? Przecież sterylizując, pozbawiam ją możliwości bycia matką. W dodatku "mówi się", że kotka powinna mieć co najmniej raz w życiu kociaki, że inaczej zwariuje. Tak, tak. I jeszcze "mówi się", że koty śpiącym ludziom wysysają oddech, mogą przegryźć grdykę, a małe dziecko to na bank uduszą. Konieczność co najmniej jednego miotu w życiu kotki to taki sam mit. Kotki nie myślą abstrakcyjnie, nie planują macierzyństwa, nie oczekują swoich dzieci tak jak ludzie. Rozmnażanie to dla nich instynkt, który popycha je do aktu prokreacji (nota bene - bardzo bolesnego dla kotki, ponieważ ma owulację stymulowaną bólem podczas spółkowania, stąd te krzyki marcujących kotów), instynkt macierzyński pojawia się dopiero na skutek porodu. Co gorsza, komplikacje w ciąży i przy porodzie nie są wcale takie rzadkie, jak by się to mogło wydawać, a do zapewnienia odpowiedniej opieki kociętom i ich matce potrzeba sporych środków finansowych - wystarczy zapytać hodowców kotów rasowych, jak to wygląda i ile kosztuje. W dodatku kotów nierasowych, najwspanialszych na świecie dachowców, jest bardzo dużo, za dużo. Wiele ich żyje na wolności, wiele rodzi się w piwnicach czy krzakach i zbyt wiele umiera niedobrą śmiercią. Od kilku lat zajmuję się również kotami wolno żyjącymi i bywam w piwnicach, gdzie kocięta rodzą się, chorują i umierają. Jako że jestem egoistką i mam na względzie własne dobro, nie rozmnażam kotek pod moją opieką - nie chcę mieć wyrzutów sumienia, że kocięta urodzone w moim domu zabrały szansę na dom tym z jakiejś brudnej piwnicy. Gdyby moja kotka urodziła kocięta, nie miałabym miejsca w moim domu na oswojenie i leczenie kociaków piwnicznych. One również zasługują na dobre życie i dom. Swoją egoistyczną potrzebę niańczenia kociąt zaspokajam więc inaczej - jestem domem tymczasowym dla maluchów, które urodziły się, bo ich matka jest dzika i nie została jeszcze wysterylizowana, nie miał kto się nią zaopiekować.
Kocury mam również, i również wykastrowane, jakże by inaczej. Po co takiemu samolubowi jak ja agresywny kocur znaczący mieszkanie? Dojrzałe kocury są bardzo waleczne i zostawiają swoje "pachnące wizytówki" gdzie tylko się da. Kastracja temu zapobiega. Przy okazji chciałabym się rozprawić z kolejnym mitem - że po kastracji kocury cierpią na syndrom urologiczny, mają problemy z nerkami i pęcherzem. Faktycznie, nerki to narząd bardzo wrażliwy u kotów, zaś cewka moczowa kocurów jest długa i wąska, a przez to ma większą skłonność do "zatykania" się, jeśli w moczu są kryształy, ale nie znaleziono żadnego powiązania pomiędzy kastracją kocura a zapadaniem na choroby pęcherza. Kocury żyjące w domu (w większości kastraty), jeśli zachorują na SUK lub nerki, są diagnozowane i leczone, a kocury wolno żyjące, niekastrowane - po prostu umierają i nikt nie docieka przyczyny ich śmierci. Tak powstało mityczne powiązanie kastracji z chorym pęcherzem.
Kastracja kocura to zabieg dużo lżejszy niż kastracja kotki - trwa krócej i stosuje się krótszą narkozę. Przygotowanie pacjenta do zabiegu wygląda podobnie jak u kotki, czyli głodówka odpowiednio wcześniej i niepodawanie jedzenia jeszcze kilka godzin po zabiegu. Kocurowi nie zakłada się żadnych szwów zewnętrznych, a ranki goją się błyskawicznie - trzeba tylko pilnować, żeby ich nie rozlizał.
Gdybym mieszkała w domu z ogrodem, w bardzo bezpiecznej okolicy, a moje koty byłyby wychodzące (ach, rozmarzyłam się - kto by nie chciał mieć ogrodu.?), teoretycznie problem znaczenia i smrodu by mnie dotyczył, bo wychodzący kocur zostawiałby swoje "wizytówki" na zewnątrz. Niestety, zapewne również by się włóczył i walczył z innymi kocurami o kotki, a z kotkami by... No, wiadomo. A ja żyłabym w ciągłym niepokoju i nerwach, czy mój kocur wróci, czy wróci cały, wreszcie - czy nie zarazi się jedną z kocich chorób wirusowych przenoszonych przez ugryzienia lub spółkowanie. Na białaczkę zakaźną można kota zaszczepić, ale nie istnieje szczepienie na FIV, a ta właśnie choroba jest nieuleczalna i przenoszona przez krew. To nie na moje nerwy - nawet mając wychodzące koty, wykastrowałabym je, bo w ten sposób można istotnie ograniczyć ich zapędy do włóczęgostwa, walki, a całkowicie wyeliminować amory.
No dobrze, a gdybym mieszkała na wsi, gdyby moje koty miały za zadanie łowić myszy? Kastraci i kastratki przestają być łowne, tak "się mówi". A ja odpowiadam, słowami mojej koleżanki - czy kotka poluje jajnikami, a kocur jądrami? Wiadomo, że nie. Kastracja nie wpływa negatywnie na łowność kota czy kotki, wręcz przeciwnie - wykastrowany kot ma jeden "problem" z głowy, nie zajmuje się już marcowaniem, ma więcej czasu i energii na zaspokajanie swojego innego instynktu, czyli na polowanie. Gdybym mieszkała na wsi, moje koty byłyby wykastrowane, dla mojego dobra - żeby łowiły więcej myszy.
Marzenia o domu z ogrodem są tylko marzeniami, moje koty mieszkają ze mną w mieście i nie wychodzą z mieszkania. I nie są grube, a przecież - kolejny mit - "mówi się", że po kastracji koty tyją. Gruby kot to nie wina kastracji, a opiekuna tego kota! Jeśli zwierzę jest przekarmiane, jeżeli nie ma dużo ruchu, nic dziwnego, że tyje. Kota trzeba wybawić i odpowiednio karmić, a wtedy zachowa piękną linię do końca życia - a kastraty żyją dłużej.
Reasumując - namawiam do egoizmu. Tak, namawiam do bycia egoistą i kastrowania niehodowlanych kotek i kocurów. Kastrujmy koty dla własnego (i ich) świętego spokoju, bo wykastrowane kotki:
- nie chorują na ropomacicze,
- dużo rzadziej chorują na guza sutka,
- nie wrzeszczą jak opętane w czasie rui i nie posikują po kątach, znacząc teren,
- nie zachodzą w ciążę i nie rodzą, a więc nie mają komplikacji zdrowotnych z tym związanych,
- nie przynoszą na świat kolejnych (niechcianych) kotów, dla których trudno o dobre domy,
- nie zarażają się niebezpiecznymi i nieuleczalnymi chorobami wirusowymi podczas prokreacji. Zaś wykastrowane kocury:
- nie są agresywne,
- nie znaczą terenu (którym jest często nasze własne mieszkanie),
- nie włóczą się, ryzykując swoje zdrowie i życie,
- nie zarażają się chorobami wirusowymi podczas walk z innymi kocurami lub podczas prokreacji,
- nie płodzą kociąt.
Same korzyści dla egoistycznego opiekuna, nieprawdaż? A że przy okazji skorzystają na tym nasze koty - no cóż, chyba nic w tym złego, nawet dla egoisty.
Pisząc artykuł korzystałam z informacji uzyskanych od lekarza weterynarii oraz zawartych na www.vetserwis.pl

Jana Zamięcka

powrót