Nawet najmarniejszy kot jest
arcydziełem natury.

                 Leonardo da Vinci

Wydawca:




PTASIA GRYPA

             więcej...


KOTA kupić można
w kioskach i salonach prasowych na terenie całej Polski.

Numery archiwalne i bieżące dostępne są także
w sprzedaży wysyłkowej, realizujemy również sprzedaż
i prenumeratę zagraniczną.

W prenumeracie otrzymasz KOTA bezpośrednio do domu, oszczędzając czas i pieniądze!

Twórz KOTA razem z nami!
Masz ciekawy pomysł?
Chciałbyś podzielić się swoimi wiadomościami o kotach?
Zrobiłeś świetne zdjęcie...
a może napisałeś ciekawy
tekst o kocie?
Zapraszamy do współpracy!
Czekamy na listy, maile, telefony.

Copyright KOT 2005. Wszystkie prawa zastrzeżone
Nr 11(15) Listopad

  
Nr 12(16) Grudzień

  
Nr 01(17) Styczeń

  

Numer 1(5) Styczeń 2006

3. Od redakcji
4. Spis treści
5. Wydarzenia
10. Kot kompozytora
11. Kluby ras część 2
12. Kastracja czy sterylizacja?
13. Kłopotliwy zwyczaj
16. Czy kastrować starego kota?
20. Maine coon - łagodny olbrzym
23. Siła spokoju
26. Standard MCO
27. W oczach sędziego
28. Maine coon u doktora
30. Kot w obiektywie część 1
32. Koty w Kraju kwitnącej Wiśni
36. Jak wygląda kociara?
37. Biedne te koty
37. Fundacja Canis
38. Coś wyjątkowego
39. Kredyt
40. Jak co roku
41. Kot starego roku
42. Koci zodiak
42. Kalendarz z sercem
43. Płomień na śniegu
43. Radarowcy
44. Koty marynarze
46. Okno na podwórze
47. Grzejniki, piecyki, kominki
48. Genetyka kociego koloru część 2
50. Kot i taaaka ryba
50. Malowane na szkle
51. Rondo kato pozdrawia KOTA
52. Cechy karmy gotowej
54. Łasuchy i rozpustnicy
56. Jaguar - cętkowany elegant
59. Recenzje
60. Zagadka
60. Konkurs literacki
61. Listy od czytelników
62. Konkurs fotograficzny
62. KOT i dziecko
63. Ogłoszenia
64. KOT in English: Kocilla & Redaktor go to school
64. KOT in English: Cats are on top
64. KOT in English: Shooting cats in Japan
65. KOT in English: MCO in the eyes of a Judge
65. KOT in English: Maine Coon, The Gentle Giant
66. W następnym numerze: rosyjski niebieski, Międzynarodowy Dzień Kota


Witam.
KOT jest już miesięcznikiem!
To dzięki Państwa listom i telefonom zdecydowaliśmy, że KOT ukazywać się będzie częściej. Wierzę, że podołamy większej ilości pracy i nadal będziecie Państwo z nas zadowoleni, tym bardziej, że udało się obniżyć cenę naszego magazynu.
Świąteczno-noworoczna atmosfera wypełnia nasze domy, koty wygrzewają się przy kominkach lub ukryte pod pledem mruczą na naszych kolanach, za oknem prószy śnieg, na śniegu ślady łap, a pod oszronionym krzakiem głogu zmarznięty kot. Patrzy w oświetlone kolorowymi lampkami okno i marzy o misce strawy i uchylonym okienku do piwnicznej komórki. Wystarczy tak niewiele, by spełnić jego marzenia.
W tym numerze prezentujemy Państwu maine coony, łagodne olbrzymy, najpopularniejszą rasę kotów w Polsce, która od lat gromadzi na wystawach tłumy publiczności zachwyconej tymi majestatycznymi kotami. Wiem, że wiele osób z niecierpliwością czekało na monografię poświęconą maine coonom, tym bardziej więc gorąco polecam nasz cykl artykułów ilustrowany świetnymi zdjęciami.
Kastracja i sterylizacja to tematy od zawsze kontrowersyjne. Mimo iż nie ma obecnie chórów kastratów, a Farinelli przeszedł już do historii, to kastracja nadal budzi nieprzyjemne skojarzenia i wiele osób nie chce poddać swych kocurów temu zabiegowi z obawy przed zmianą temperamentu i bezpowrotną utratą męskości pupila. Mam nadzieję, że nasze artykuły rozwieją wątpliwości właścicieli niekastrowanych i niesterylizowanych kotów i przyczynią się do ograniczenia liczby niechcianych kociąt.
Dzięki artykułom w języku angielskim KOT jest czytany na całym świecie, docierając nawet do. Japonii, gdzie nasz magazyn bardzo się spodobał.
Na przełomie roku życzę wszystkim Kotom i Państwu, by 2006 był po prostu MIAU - czyli Miły, Interesujący, Atrakcyjny i Udany!

Wojciech - Albert Kurkowski,
redaktor naczelny.

powrót


Kot górą!

W Sali Wielkiej Zamku Królewskiego w Warszawie 19 listopada 2005 odbyła się aukcja dzieł sztuki współczesnej, zorganizowana przez Fundację Sue Ryder, pod patronatem Ambasadora Wielkiej Brytanii oraz honorowym patronatem ks. Jana Twardowskiego. Dochód z aukcji przeznaczony został na hospicja Sue Ryder. Może wydarzenie to nie doczekałoby się wzmianki w piśmie o kociej tematyce, gdyby nie fakt, że najwyższą cenę uzyskał obraz Kot pasiasty autorstwa Teresy Pągowskiej. Wśród 83 eksponatów wystawionych do licytacji tylko ta jedna praca przedstawiała kota i jak się okazało, był to szczęśliwy kot - "sprzedał się" za 10 tysięcy złotych.
Równie znani jak Teresa Pągowska malarze - Edward Dwurnik, Jan Tarasin czy, uważany za rodzynka tej auk- cji, Franciszek Starowieyski - "poszli" za sporo niższe kwoty. Bo, niestety, nie namalowali kotów. Rysunek Starowieyskiego zlicytowano za 7 tysięcy złotych, a pozostałe prace od 400 do 3,5 tysiąca złotych. A więc kot górą!

mary

powrót


Przykład z Gdańska

Na prośbę mieszkańców Gdańska, wystosowaną do Wydziału Gospodarki Komunalnej, za kilka miesięcy powstanie w tym mieście komunalny cmentarz dla zwierząt. Będzie to pierwszy taki cmentarz w Polsce - w chwili obecnej można korzystać jedynie z cmentarzy prywatnych. Jest ich zresztą niewiele. Mieszkańcy dużych aglomeracji mają ogromny problem z godnym pochówkiem swoich czworonożnych przyjaciół - wiadomo, mało kto dysponuje ogródkiem (w samym Gdańsku jest zarejestrowane 25 tys. psów, koty nie podlegają obowiązkowi rejestracji, ale szacuje się, że jest ich co najmniej tyle samo albo więcej).
Może mieszkańcy Warszawy, Łodzi, Wrocławia czy Krakowa wezmą przykład z Gdańska i także zwrócą się w tej sprawie do swoich władz?

mary

powrót


Światówka

ajważniejsze wydarzenie felinologiczne minionego roku, Światowa Wystawa Kotów Rasowych odbyła się 28 i 29 listopada 2005 we Włoszech, w mieście Biella, nieopodal Mediolanu. Tegoroczna edycja World Winner Show zgromadziła 1114 kotów wszystkich ras uznanych przez FIFe.
Na zamieszczoną w internecie informację o organizacji wyjazdu na kocią światówkę odpowiedziało kilkanaście osób. Dzięki życzliwości sponsora, firmy Rettenmaier Polska, wygodnym autokarem ruszyliśmy w drogę do Włoch. Jechaliśmy dość długo, ponad 20 godzin, ale dwudziestoosobowy skład wycieczki spowodował, że zarówno koty, jak i ich ludzie mogli przybierać dowolne pozy do snu. Wideo, muzyka, szampańskie humory, i koty sprawiły, że na wycieczce panowała przyjazna i rodzinna atmosfera.
Czwartek poświęciliśmy na zwiedzanie Mediolanu i jego atrakcji.
Plac Piazza del Duomo z Katedrą Viscontich i 460 schodami, galeria Vittorio Emanuelle ze słynnym bykiem, którego trzeba chwycić i okręcić się o 360 stopni, by szczęście trwało kolejne 360 dni, pomnik Leonardo da Vinci, zamek Sforzów. Oczywiście nie zapomnieliśmy o słynnym Teatro Della Scalla, gdzie trzeba było koniecznie zająć miejsce w loży honorowej. Nie dostaliśmy się niestety do kościoła Santa Maria delle Grazie z najsłynniejszym obrazem w Mediolanie, Ostatnią Wieczerzą Leonarda da Vinci; najbliższy wolny termin zwiedzania przypadał za 3 tygodnie. Tego nie przewidzieliśmy. Zwiedzanie tych wspaniałych miejsc połączyliśmy z degustacją wykwintnych włoskich win, pysznego spaghetti, serów i pizzy.
Sobota i niedziela to oczywiście Wielka Wystawa Kotów. Dwie olbrzymie sale - na jednej koty długowłose i półdługowłose, na drugiej krótkowłose, orientalne i domowe. Bardzo duża liczba stoisk (czasami zabawnych) wypełniała przestrzenie hal. Oczywiście, jak przystało na tej rangi imprezę, nie zabrakło wybiegu z czerwonym dywanem, na którym dokonywano prezentacji zarówno sędziów, jak i zwycięskich kotów. W składzie jury polski akcent - sędzia Wojciech-Albert Kurkowski.
Nasi wystawcy nie kryli emocji, gdy ich koty powędrowały na ringi sędziowskie. Za nimi oczywiście podążyły polskie flagi, które nieodłącznie towarzyszyły naszym hodowcom i znajdowały się na kocich klatkach podczas całej wystawy. Rozpoczyna się ocena kotów. Wspaniale przygotowane koty, w wyśmienitej kondycji, prezentują swoje wdzięki przed publicznością i sędziami. O wyborze najpiękniejszych decydują czasami naprawdę niezauważalne niuanse. Na światówkach spotyka się śmietanka kociej arystokracji. Emocje sięgają szczytów Alp, kilka kotów ponownie jest wołanych do porównania, zaczyna się batalia o nominacje do finału, czyli nom. BIS. Minuty dłużą się niemiłosiernie, spierzchnięte wargi, wyciągnięte szyje właścicieli, nerwowe przełykanie śliny.
HURRRRRA! Mamy nominowane do ścisłej czołówki polskie koty! Rosyjski niebieski - ELECTRA BLUE EMINENCE *PL, Danuty Bazgier; brytyjski niebieski - CH. DAZZLER OF NILGAARD *PL, Martyny Paturalskiej;
maine coon - GIC. FIN* ESCAPE'S POKER FACE JW, Anny Adamczyk.
By ochłonąć po tylu przeżyciach, sobotni wieczór spędziliśmy na degustacji włoskich win. Kolacja była znakomita, kolejne sery i litry win znikały w naszych gardłach, nasze apetyty i pragnienie zaskoczyły nawet włoskich gospodarzy małego hoteliku.
Niedziela. Ponownie hale wystawowe, już trochę luźniej i swobodniej, może coś jeszcze "wywalczymy"? W Polsce trzy koty zdobyły już tytuł WW w minionych latach. Niestety tym razem się nie udało, acz brakowało bardzo niewiele. Cóż, może uda się za rok, w Holandii?
Finał! Fanfary, śmiech i łzy wzruszenia, fotki zwycięskich kotów i ich szczęśliwych właścicieli, wymiany adresów. Światowa Wystawa Kotów Rasowych we Włoszech nieubłaganie zbliża się do końca.
Wracamy do domu, zostawiając za sobą gościnną Italię. Pozostały wspomnienia i fotografie. Mimo iż tym razem się nie udało przywieźć do Polski tytułu World Winner, warto było jechać daleko, by przeżyć te chwile.

Marek Chadaj

powrót


Kocilla i Redaktor idą do szkoły

Bez tornistra, książek i zeszytów, ale w bardzo dobrym nastroju Kocilla i kot naszego naczelnego, Redaktor poszli do szkoły. Czekały tam na nich dzieci z pierwszej klasy Szkoły Podstawowej nr 55 w Łodzi. Wizycie Kocilli i Redaktora na lekcji przyświecał ważny cel. Ich obecność miała przypominać dzieciom, że jest już zima i nawet najmłodsi mogą pomóc kotom przetrwać ten trudny okres, dokarmiając je lub dbając o pozostawienie otwartych okienek piwnic.
Chociaż za oknami prószył śnieg i szczypał lekki mróz, w klasie panowała gorąca atmosfera. Dzieci, gdy tylko zobaczyły Kocillę, nie mogły usiedzieć w swoich ławkach, podskakiwały z radości i klaskały w ręce. Żywo zainteresowane zadawały mnóstwo pytań dotyczących kotów.
Dlaczego Kocilla ma duży brzuszek? Czy Redaktor jest chłopczykiem? W jaki sposób pomagać bezdomnym kotom przetrwać zimę? Czy kotka można zagłaskać "na śmierć"? Jak przekonać rodziców, że kotek w domu jest potrzebny? Czy wszyscy kochają kotki? Ile żywotów ma kot?
Dzieci opowiadały też o swoich kotach: jak wyglądają, ile mają lat i jakie zabawy należą do ich ulubionych.
Gdy usłyszały niesamowitą historię Redaktora, który jeszcze nie tak dawno był bezdomny (pisaliśmy o tym w nr 3 KOTA), były bardzo wzruszone. Redaktor, który jest kotem zupełnie bezstresowym, głośno mruczał, przechadzał się wytwornie po klasie, kilka razy nawet udało mu się zabrać głośno głos w dyskusji. Natomiast Kocilla nie szczędziła dzieciakom uścisków. Na zakończenie były wspólne pamiątkowe zdjęcia i oglądanie ostatniego numeru KOTA.
"Kocie" odwiedziny tak się spodobały naszym najmłodszym czytelnikom, że kilka dni później dzieci wykonały wspaniałe prace plastyczne, których tematem była Kocilla i Redaktor.

ana

powrót


Kastracja i sterylizacja

Kastracja to ciągle temat kontrowersyjny i wzbudzający liczne emocje. Wielu miłośników kotów wie, że jest to często jedyny sposób na zmniejszenie liczby bezdomnych kotów. Przeciwnicy zaś obawiają się, iż wykastrowane zwierzę traci swoją osobowość; poza tym często popełniają błąd antropomorfizując prokreacyjne i seksualne zachowania zwierząt.
Kastracja kocurów często jest jedynym sposobem na uniknięcie paskudnego zapachu, gdy żyje się z kotem pod jednym dachem, a sterylizacja kotek pozwala ich opiekunom spać bez całonocnych kocich koncertów. Czy zatem należy kastrować i sterylizować koty? Jeśli nie przeznaczamy ich do hodowli, jest to z pewnością najlepsze rozwiązanie.

Kłopotliwy zwyczaj

Wszystkie kotowate mają duszę obszarnika. Począwszy od ogromnego tygrysa syberyjskiego, a na małym kocie skończywszy, prowadzą osiadły tryb życia, wykazując duże przywiązane do własnego kawałka ziemi. Nawet taki stosunkowo niewielki przedstawiciel kotowatych, jakim jest nasz europejski żbik, obejmuje we władanie terytorium o powierzchni kilkudziesięciu hektarów.
Wymagania kota domowego względem własnej przestrzeni życiowej nie są już tak wygórowane. Jest on bardziej towarzyski od swoich dzikich krewnych i łatwiej akceptuje obecność innych przedstawicieli swojego gatunku. Niewątpliwie ma to związek z procesem domestyfikacji. Co ciekawe, wydaje się również, iż istnieją pewne różnice w zachowaniach terytorialnych między poszczególnymi rasami. Nie znam żadnych naukowych opracowań na ten temat - bo chyba nikt też takich badań porównawczych nie przeprowadzał - jednak przedstawiciele tych ras, które podlegały dłuższej i ściślejszej selekcji hodowlanej, wykazują słabszy instynkt terytorialny.
Wpływ człowieka nie był jednak aż tak duży, by pozbawić koty wszystkich związanych z tym instynktem zachowań. W tym również tak niemile widzianego przez ich właścicieli zwyczaju znaczenia terytorium moczem, nazywanego powszechnie strzykaniem.
Strzykanie dotyczy przede wszystkim samców, które z upodobaniem oblewają moczem płoty, słupy, drzewa i niestety ściany naszych mieszkań. Kotki postępują tak znacznie rzadziej, najczęściej wówczas, gdy mają ruję i chcą zwabić potencjalnych partnerów seksualnych. Mocz samic nie ma przy tym tak nieprzyjemnego zapachu jak mocz znaczących kocurów.

Kocie wizytówki
Strzykanie nie jest zwykłym sposobem na opróżnienie pęcherza moczowego. Po pierwsze, pojawia się dopiero po osiągnięciu przez kocury dojrzałości płciowej. Po drugie, nie obsikują one wszystkiego wokół w sposób przypadkowy. Zostawiają swoje mokre ślady głównie na tych pionowych obiektach, które znajdują się na granicy ich terytoriów, i zwykle podczas każdego obchodu znakują te same miejsca. Po trzecie wreszcie, cały rytuał związany że strzykaniem kocury wykonują niezależnie od stanu pęcherza moczowego. Nawet jeśli jest on całkowicie pusty, samce i tak odwracają się, podnoszą ogon i po prostu markują oddawanie moczu.
Znaczenie odgrywa istotną rolę w życiu społecznym naszych kotów. Przede wszystkim stało się sposobem na zaznaczenie "praw własności" danego osobnika do określonego terenu, a oznakowane moczem obiekty są czymś w rodzaju słupów granicznych.
Owe "słupy graniczne" należy jednak regularnie odwiedzać. Zapach moczu szybko bowiem wietrzeje i inne kocury mogłyby uznać, iż dotychczasowy właściciel terytorium już go opuścił. Szczególnie dominujący na danym obszarze samiec nie może pozwolić sobie na zaniedbanie tego obowiązku, ponieważ ryzykuje nie tylko utratą rewiru, ale i pozycji dominanta.
Zapach moczu zawiera dane nie tylko o płci, ale i o pozycji społecznej zwierzęcia, jego kondycji, stanie emocjonalnym, a w przypadku kotek również o tym, czy są one gotowe do zapłodnienia.
U wielu zwierząt terytorialnych możemy zaobserwować wrodzoną skłonność do unikania przedstawicieli swojego gatunku. Wyczuwając po zapachu ich obecność, zwierzę po prostu oddala się. Podobnie wygląda to u naszych kotów. Chociaż prywatne re- wiry poszczególnych kocurów często na siebie zachodzą, dzięki sygnałom zapachowym zwierzęta wiedzą, gdzie który z nich w danej chwili przebywa, i bez wyraźniej konieczności nie wchodzą sobie w drogę. Tym samym zmniejsza się ryzyko konfliktu i niepotrzebnych walk między kocurami.
Nie tylko wszakże o komfort psychiczny kotów w tym wszystkim chodzi.
Każde terytorium jest jednocześnie rewirem łowieckim. Zachowania terytorialne sprzyjają więc równomiernemu rozprzestrzenianiu się osobników danego gatunku na całym obszarze jego występowania i jak najbardziej racjonalnemu wykorzystywaniu zasobów pokarmowych.
I jeszcze jedna ważna rzecz: zwykle rozmnażają się osobniki posiadające własne terytoria, a zdobywają je najzdrowsze, najsilniejsze i najlepiej przystosowane. A więc tylko ich geny przekazywane są następnym pokoleniom. Jak widać, terytorializm przynosi korzyści nie tylko pojedynczym zwierzętom, ale i całemu gatunkowi.
Jasna sprawa, że tak licznej populacji kotów rasowych hodowanych przez człowieka cała ta walka o byt już nie dotyczy. Nie muszą martwić się o pożywienie ani nawet zabiegać i konkurować o partnera. Koty rasowe nie podlegają już nawet prawom ewolucji, ponieważ dobór naturalny i dobór płciowy zastąpiony został doborem hodowlanym. Obok nich jednak, w miastach i na wsiach, żyją ich pobratymcy, którym nadal wrodzone formy zachowań umożliwiają przetrwanie.

Problem z głowy
Nadszedł już chyba czas, by zadać pytanie, które często stawiają sobie właściciele kotów. Czy kot musi strzykać i czy można go od tego odzwyczaić? Niestety musi, a odzwyczajenie go od tego jest praktycznie niemożliwe.
Tego rodzaju instynktowne zachowania nie tak łatwo wyeliminować za pomocą tresury. Nie pomagają ni prośby, ni groźby, ani tym bardziej karanie kocura, które prędzej zniechęci go do właściciela niż do obsikiwania moczem "strategicznych punktów" mieszkania. W sprzedaży dostępne są co prawda różnego rodzaju środki odstraszające, jednak ich skuteczność zwykle jest niewielka. Najczęściej bowiem kocur jeszcze intensywniej strzyka na spryskane tym środkiem miejsce lub po prostu znajduje sobie nowe.
Tak naprawdę, jedynym skutecznym rozwiązaniem problemu jest operacyjne usunięcie kocurowi jąder. Wprawdzie kastrat może nadal znaczyć teren porcjami moczu, czyni to jednak, podobnie jak kotki, sporadycznie. Najważniejsze, iż po zabiegu jego mocz nie ma już tak przenikliwego odoru.
Kastracja jest zabiegiem bardzo prostym, a prawidłowo przeprowadzona nie stanowi żadnego zagrożenia dla zdrowia kocura. W sposób znaczący wpływa natomiast na jego kontakty z innymi kotami. Przede wszystkim obniża się pozycja kocura w hierarchii i zmniejsza powierzchnia jego terytorium. Inne kocury po prostu nie traktują go jak samca, ponieważ nie wydziela on już owej "męskiej" woni. Pozostawiane przez kastrata ślady zapachowe nie wywierają wspomnianego wyżej tak silnego działania hamującego na rywali, więc powoli, lecz systematycznie anektują oni znaczny obszar jego dotychczasowego rewiru. On sam zresztą, w miarę spadku poziomu męskich hormonów we krwi, co jest naturalną konsekwencją usunięcia jąder, odczuwa coraz mniejszą potrzebę rywalizowania że swymi pobratymcami, gdyż wyeliminowany zostaje podstawowy cel tej rywalizacji - zapłodnienie jak największej liczby samic.
Wiele osób uważa, iż kastrując kocura, wyrządzają mu krzywdę, a nawet czynią z niego społecznego kalekę. Trochę w tym przesady, bowiem poza zapachem moczu, nasz pupil dysponuje również innymi środkami komunikowania się z przedstawicielami własnego gatunku. Pominąwszy mowę ciała posiada również specjalne gruczoły umieszczone na policzkach, u nasady ogona i między poduszkami palców, których wydzieliną, tak jak moczem, koty znaczą swoje rewiry. Woń tej wydzieliny spełnia podobną funkcję co zapach moczu, jest jednak - na szczęście - niewyczuwalna dla ludzkiego nosa.
I na koniec jeszcze jedna sprawa. Skoro, o czym wspomniałem na samym początku, proces udomowienia miał już znaczący wpływ na instynkt terytorialny naszych podopiecznych, to czy dalsza hodowla nie doprowadzi do całkowite jego zaniku, albo przynajmniej nie wyeliminuje nawyku strzykania? Jestem przekonany, że tak - przynajmniej u rasowych przedstawicieli tego gatunku. Oczywiście jest to kwestia dalekiej przyszłości, niemniej jednak i dziś trafiają się osobniki, które nie mają w zwyczaju znaczyć moczem rewiru i przekazują tę cechę swoim synom. Niektóre rasy już dziś wyhodowały linie nieznaczących kocurów.

Jacek P. Narożniak

powrót


Maine coon - łagodny olbrzym

Wielkie, potężne, dumne i piękne. Maine coony są dziś najpopularniejszą rasą kotów. Zachwycają swym dzikim wyglądem i łagodnym charakterem. Imponują, wzbudzają szacunek, oczarowują magią spojrzenia.
Czy można obojętnie przejść obok tego majestatycznego kota?

AQ

powrót


Fundacja CANIS

Fundacja CANIS, powstała w 1992 roku z potrzeby niesienia pomocy zwierzętom niechcianym i niekochanym, porzuconym lub zagubionym na terenie Warszawy. W przeciwieństwie do fundacji, prezentowanych do tej pory w naszym piśmie, CANIS nie prowadzi własnego przytuliska - koty i psy czekają na adop- cję w prywatnych mieszkaniach współpracowników i przyjaciół.
Fundacja zajmuje się organizowaniem wszechstronnej opieki dla zwierząt bezdomnych, obejmującej leczenie, szczepienia profilaktyczne, sterylizację i kastrację. Większość zdrowych kotów i psów znajduje nowych, troskliwych opiekunów. Te, które nie mają szans na nowy dom (bo są bardzo stare lub chore), korzystają z programu tzw. "adopcji na odległość", czyli przebywając dożywotnio pod opieką fundacji, są finansowane przez "sponsorów". Koty wolno żyjące, po wysterylizowaniu i niezbędnym okresie rekonwalescencji, są wypuszczane w ich naturalnym środowisku. CANIS, od początku istnienia, prowadzi akcję ograniczenia ilości niechcianych zwierząt, między innymi udostępniając mniej zamożnym właścicielom rabatowe talony na sterylizację i kastrację. Zabiegi są przeprowadzane w lecznicach weterynaryjnych, współpracujących z fundacją.
Na stronie internetowej www.canis.org.pl można znaleźć zdjęcia zwierząt czekających na kochających i odpowiedzialnych opiekunów oraz wiele ciekawych informacji i praktycznych porad dotyczących szeroko rozumianej opieki nad kotem. W ubiegłym roku, dzięki fundacji, nowe domy znalazło 150 zwierząt, a ponad 500 zostało wysterylizowanych.

Osoby, które chciałyby wspomóc CANIS, mogą dokonywać wpłat na konto:
PKO BP II O/Warszawa 96 1020 1026 0000 1602 0102 2938
Wspierając fundację, można skorzystać z odpisów podatkowych.

Magdalena Mrozowska

powrót


Kalendarz z sercem

Wśród wielu kalendarzy z kotami, które pojawiają się rynku (jak co roku o tej porze) jeden zasługuje na szczególną uwagę. Powstał on dzięki uczestnikom forum.miau.pl i jest prawdopodobnie jedynym tego rodzaju przedsięwzięciem w Polsce.
Komitet "Kalendarz 2006" rozpoczął pracę już w lutym 2005 roku. Najpierw rozpisano konkurs na najpiękniejsze kocie zdjęcia. Z 800 nadesłanych prac wybrano do druku 61 najlepszych. Za każdym zdjęciem z kalendarza kryje się jakaś historia, którą można przeczytać na forum: np. o Puszku, uratowanym spod supermarketu, o pięknej Sarze z warszawskiego Palucha. Niewątpliwą ciekawostką jest fakt, że w kalendarzu pod każdą datą można znaleźć same kocie imiona. Kalendarz, mimo iż opracowywany przez pasjonatów-amatorów, niczym nie ustępuje tym wykonanym przez zawodowców. Świetne zdjęcia i doskonałe opracowanie graficzne sprawiły, że wielu ludzi miało ochotę powiesić go w swoich domach.
Wydano 1000 egz. kalendarza, które rozeszły się błyskawicznie. Dochód ze sprzedaży został przeznaczony dla bezdomnych zwierząt przebywających w schronisku prowadzonym przez Stowarzyszenie Przyjaciół Bezpańskich Zwierząt "Cichy Kąt" w Tarnowskich Górach www.azyl.org Użytkownicy forum.miau.pl wspólnie zadecydowali, który cel chcą wesprzeć. Każdy mógł w tej sprawie zagłosować i uargumentować swoją opinię.
Wszyscy, którzy wzięli udział w przygotowaniu tej niezwykłej publikacji, pracowali społecznie, poświęcając swój czas i energię, aby pomóc tym zwierzakom, które najbardziej tego potrzebują.

Natalia Białokoz
Urszula Koncewicz

powrót


Rondo Kato pozdrawia KOTA

Bardzo dziękujemy Czytelnikom za wszystkie życzenia bożonarodzeniowe i noworoczne!
Wśród najbardziej niezwykłych kartek, jakie otrzymaliśmy były życzenia w języku esperanto napływające m.in. z Niemiec, Włoch, Szwecji i Japonii. Jak to się stało, że mamy przyjaciół w tylu krajach? Otóż wszystko dzięki członkom Rondo Kato, czyli Kociego Koła, które zrzesza kociarzy z całego świata korespondujących ze sobą po esperancku.
Miłośnicy kotów i esperanto mieszkają w 24 różnych krajach i co roku spotykają się na Światowych Kongresach Esperanckich. Kocie Koło powstało właśnie na jednym z takich kongresów - w Tampere w Finlandii, w 1995 roku. Od tego czasu jego członkowie wymieniają się listami, zdjęciami, książkami i opiniami na temat kotów, niektórzy wydają nawet kocie pisemka w swoich krajach. Polskę w Rondo Kato reprezentuje pani Żaneta Sidorak z Bielska-Białej. To właśnie ona opowiedziała swoim znajomym o KOCIE i dzięki niej udało nam się nawiązać wiele nowych przyjaźni. Dziękujemy za wszystkie serdeczne słowa! Mamy nadzieję, że nasi esperantyści jeszcze nie raz zagoszczą na łamach KOTA.
Zainteresowanym podajemy adres mailowy pani Żanety:
retadresorondokato@hotmail.com


powrót


W następnym numerze:

Rosyjski niebieski - monografia rasy

Temat przewodni: Międzynarodowy Dzień Kota

powrót